Od autora

    Teksty zamieszczone w pięciu tomach książki Wokół Opery i Filharmonii Podlaskiej. Mój punkt widzenia są przedrukiem moich cotygodniowych publikacji towarzyszących abonamentowym koncertom tej instytucji. Publikowałem je w omówieniach programów koncertowych jako ich rozszerzenie. Pomysł ten zrodził się z kilku powodów. Po pierwsze, początkowo miały to być tylko recenzje. Zapyta ktoś: Dlaczego nie w lokalnej prasie codziennej? Odpowiem: – Istotnie, tam byłoby lepiej, tam jest ich właściwe miejsce. Tak też robiłem w okresie przed transformacją naszego państwa współpracując kolejno ze wszystkimi lokalnymi periodykami i prasą codzienną. „Kontrasty”, „Białostocki Informator Kulturalny”, „Gazeta Współczesna”, „Kurier Podlaski”, do pewnego stopnia i „Kurier Poranny” zawsze były otwarte na moje publikacje (recenzje, felietony i in. formy). Ale w nowej rzeczywistości rynkowej jedne tytuły upadły, inne zaś zaczęły skąpić miejsca na tematykę muzyczną. A jest to tym dziwniejsze, że w podobnej sytuacji ustrojowej przed II wojną światową w samej Warszawie ukazywało się po każdym koncercie kilkanaście  recenzji. Ówcześni wydawcy nie szczędzili miejsca tematyce muzycznej, mimo że do ich dzienników również nikt nie dopłacał. Zniechęcony stosunkiem białostockich redakcji do muzyki, zaproponowałem dyrektorowi Filharmonii Podlaskiej, Marcinowi Nałęcz-Niesiołowskiemu zamieszczanie recenzji w dodatku do omówień programów koncertów abonamentowych, pod jednym warunkiem – całkowitej swobody wypowiedzi. Dyrektor na to przystał i – tak to się zaczęło… 

     Po drugie, mam temperament nie tylko krytyka, lecz również pedagoga. Obserwując reakcje słuchaczy na poszczególne wykonania muzyczne, doszedłem do wniosku, że nieraz brakuje im wiedzy i umiejętności słuchania muzyki i oceniania wykonań. Dołączyłem zatem do recenzji dział o nazwie „Akademia melomana” z tekstami naświetlającymi zrazu problematykę percepcji muzyki, a potem inne zagadnienia mogące pomóc w lepszym, głębszym rozumieniu muzyki. Kiedy ruszyła budowa opery, wprowadziłem dział pt. „Mała historia wielkiej opery”, gdzie zgodnie z tytułem przedstawiałem syntetycznie najważniejsze fakty z dziejów opery. Należało przecież przygotować melomanów do recepcji tego gatunku muzycznego, nieobecnego na Podlasiu od czasów Jana Klemensa Branickiego.

     Po trzecie, chcąc osadzić muzykę w szerszym kontekście zacząłem odnotowywać na stronach „Kroniki”, najważniejsze fakty z aktualnego życia społeczno-kulturalnego, bo jak pisał (za Herodotem) Ryszard Kapuściński (po jego teksty też sięgam w tych tomach) – „niesłychanie ważny do zrozumienia czegokolwiek jest kontekst. Że rzeczy i ludzie, owszem, istnieją dla siebie i w sobie, ale zrozumieć je można tylko w ich kulturze. I że przez kontekst pojedyncze zjawiska zyskują głębię”. Dla pogłębienia odczuwania przez melomanów muzyki i świata w ogóle czasem zamieszczałem poezję związaną w jakiś sposób z muzyką; to przecież Filharmonia Białostocka była niegdyś organizatorem pamiętnych Festiwali muzyki i poezji. Udostępniałem Czytelnikom również wiele innych tekstów wybitnych autorów, od Karola Szymanowskiego po Marka Dyżewskiego.

     Po czwarte, forma moich publikacji była otwarta. Jedne działy powstawały, rozwijały się i niekiedy znikały. Z czasem zrodził się tytuł „Mała Gazeta Muzyczna” przekształcony następnie w bardziej adekwatny „Tygodnik Muzyczny”. Po dziesięciu latach objętość niektórych numerów „TM” sięgała kilkudziesięciu stron. Będę bardzo szczęśliwy, jeśli okaże się, że mój „Tygodnik Muzyczny” wspierał choćby w nieznacznym stopniu rozwój zainteresowań muzycznych słuchaczy koncertów Opery i Filharmonii Podlaskiej, wzbogacał ich osobowości, pogłębił sposób percepcji muzyki i kultury w ogóle.

     Na koniec, pisząc te słowa pół roku po rozstaniu Dyrektora Marcina Nałęcz- Niesiołowskiego z jego Operą i Filharmonią Podlaską, mogę otwarcie przyznać, że moja (społeczna) praca nad 263 numerami „Tygodnika Muzycznego” była hołdem dla jego talentu, pracy i osiągnięć. Dziesięcioletnia współpraca z Panem Dyrektorem była dla mnie także nie tylko prawdziwą przyjemnością, ale i honorem – co kilkakrotnie już powtarzałem.

 

                                                                                                                                                                             Stanisław Olędzki

 


Tom I, lata 2000 -2003 cz. 1:     cz. 2:

Tom II, lata 2004 -2005 cz. 1 cz. 2

Tom III, lata 2006 -2007 cz. 1: cz. 2:

Tom IV, lata 2008 -2009 cz. 1:   cz. 2:

Tom V lata 2010 -2011 (zawiera indeks nazwisk i tytułów):