Witold Lutosławski - pamiętamy, słuchamy, kochamy…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Między dwiema datami: 25 stycznia i 7 lutego zwracamy się myślami ku naszemu genialnemu kompozytorowi. W tym roku mijają 102 lata od jego urodzin (25 stycznia) i 21 lat od śmierci (7 lutego).

     W okresie tych dwóch tygodni myślimy szczególnie żywo o 81 latach życia i twórczości Witolda Lutosławskiego. Z jego dziełami bliżej zapoznałem się na studiach muzykologicznych na Uniwersytecie Warszawskim. Było to tuż po prawykonaniu Jeux vénitiens. I był to dla nas duży szok zwłaszcza po dwóch poprzednich arcydziełach - Koncercie na orkiestrę (1954) - czytałem rozprawę Zofii Lissy w "Studiach Muzykologicznych"i Muzyce żałobnej (1958), poprzez które postrzegaliśmy styl kompozytora. Lutosławskiego zaproszono na konwersatorium, podczas którego mogliśmy zapoznać się z techniką aleatoryzmu kontrolowanego, użytą po raz pierwszy w Polsce właśnie w Grach weneckich. Kilka lat później starszy kolega ze studiów Edward Pałłasz na seminarium magisterskim pracował również nad Grami. Były to lata startu do światowego wzlotu polskiej awangardy. Jednak emocjonalnie dominowały w nas obie kompozycje wcześniejsze.

    Dopiero nieco później, w miarę poznawania kolejnych dzieł Mistrza, dojrzewało we mnie przekonanie o ich absolutnej wyjątkowości, którą określiłbym jako doskonałą syntezę piękna, emocjonalności i własnego, oryginalnego, nowoczesnego i absolutnie niezależnego języka kompozytorskiego. Owo przekonanie z czasem się ugruntowało, a kiedy powstały późniejsze arcydzieła, m.in. Livre pour orchestre, Koncert wiolonczelowy, Mi-parti, Novelette, III Symfonia, Partita, Łańcuchy, Koncert fortepianowy i wreszcie Chantefleurs et Chantefables oraz IV Symfonia - byłem już całkowicie pewien, że Lutosławski to wyjątkowy skarb nie tylko polskiej kultury, ale i kultury światowej, co potwierdzały liczne członkowstwa elitarnych stowarzyszeń, doktoraty honorowe wybitnych uczelni i kilkadziesiąt nagród o wymiarze również światowym zwieńczonych: The Polar Music Prize ("muzyczny Nobel") i Kyoto Prize.

    Zbliżała się osiemdziesiąta rocznica urodzin Wielkiego Polaka. Chciałem oddać hołd jego osobie i jego dziełu. Tak zrodził się pomysł zorganizowania nie jakiejś jednorazowej imprezy, lecz czegoś pomnikowego, co sprzyjałoby stałej popularyzacji jego muzyki i jednocześnie, co sprawiłoby radość Kompozytorowi. Tak powstałą idea Konkursu "Wokół Witolda Lutosławskiego", adresowanego do młodzieży szkół muzycznych. Pierwszy raz odbył się on w roku 1983, a jego finał 8 października w Zespole Placówek Kształcenia Artystycznego w Białymstoku. Wspólnie z Mirosławem Jackiem Błaszczykiem, ówczesnym dyrektorem Filharmonii Białostockiej zaprosiliśmy Mistrza do Białegostoku. Jego pobyt relacjonują trzy fragmenty audycji red. Andrzeja Danilczuka z Polskiego Radia Białystok pt. "Mistrz Lutosławski w Białymstoku".          

    Konkurs ten pomyślany był jako biennale. Odbywał się jeszcze kilka razy po moim odejściu na emeryturę. Ale w końcu poniechany. Zabrakło woli, konceptu a nade wszytko chyba miłości do tej wielkiej muzyki.

    Wszystkie szkoły muzyczne stopnia średniego w Polsce otrzymywały z odpowiednim wyprzedzeniem materiały informacyjne zawierające zakres tematyczny pytań i zadania do eliminacji regionalnych. Zadania finałowe dotyczyły rozpoznawania kompozycji Lutosławskiego na podstawie pojedynczych stron partytur, odtwarzanych z taśmy krótkich fragmentów; oddzielne grupy pytań dotyczyły zagadnień biograficznych, poglądów i problemów warsztatowych.    

    Wspomnienie z tego rocznicowego Konkursu zostało opublikowane w książce Tadeusza Kaczyńskiego Lutosławski. Zycie i muzyka (IX tom Historii Muzyki Polskiej). Sutkowski Edition Warsaw 1995, s. 145-146:

>> Białystok, październik 1993

    Czy Witold Lutosławski ma coś wspólnego z Podlasiem? Wydawałoby się, że nic lub bardzo mało. Do 8 października tego roku nie był nawet w stolicy regionu - Białymstoku. Tego dnia odwiedził natomiast to miasto jako gość tam­tejszej Filharmonii i Zespołu Placówek Kształcenia Artystycznego. Okazją stał się koncert poświęcony jego twórczości i poprzedzający go konkurs dla uczniów liceów i szkół muzycznych II stopnia.

    Na program koncertu w wykonaniu Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Białostockiej pod dyrekcją Mirosława Jacka Błaszczyka złożyły się Mi-partiy Koncert wiolonczelowy i Koncert na orkiestrę. Solistą był młody wiolonczelista Tomasz Strahl - jego doskonałej pod względem technicznym gry słuchałem z przyjemnością. Pewien niedosyt pozostawiła jedynie ekspresja, której pogłębie­nie przychodzi z czasem (Strahl grał Koncert wiolonczelowy Lutosławskiego po raz pierwszy).

    Mirosław Błaszczyk to utalentowany młody dyrygent. W przygotowanie i prowadzenie tego niełatwego dla białostockich filharmoników koncertu wło­żył maksimum wiedzy i talentu. Dzięki temu, jak również dzięki rzetelnej pracy całej orkiestry, rezultat artystyczny był zadowalający, chociaż nie za­wsze doskonały.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Od lewej: Jerzy Marchwiński, Tadeusz Kaczyński, Witold Lutosławski,

Edward Pałłasz, Stanisław Olędzki.

    Inicjatorem konkursu dla młodzieży, noszącego nazwę „Wokół Witolda Lu­tosławskiego", był dyrektor białostockiego zespołu szkół artystycznych Stani­sław Olędzki, organizatorem zaś - warszawskie Centrum Edukacji Artystycznej. Składał się on z eliminacji regionalnych i dwuetapowego finału, rozegranego 7 i 8 października w Białymstoku. Uczestnicy mieli za zadanie odpowiedzieć na kilkanaście pytań dotyczących twórczości, poglądów i biografii kompozytora, a także rozpoznać kilka jego utworów na podstawie usłyszanych fragmentów na­grań i partytur.

     Najlepsi odpowiedzieli trafnie na większość pytań, robiąc w ten sposób jurorom miłą niespodziankę, a zarazem kłopot, bo liczba przewidzianych nagród okazała się niewystarczająca zamiast trzech trzeba było przyznać aż pięć, za­miast trzech wyróżnień - dwa razy więcej.

Pierwsze przyjemne zaskoczenie przeżyliśmy otwierając koperty z odpo­wiedziami po pierwszym etapie finału. Tam, gdzie należało podać jedynie tytuł rozpoznanego utworu, znajdowaliśmy bowiem datę jego powstania, informacje, komu został dedykowany, kiedy i gdzie odbyło się prawykonanie oraz nazwisko pierwszego wykonawcy. Tak szczegółowe odpowiedzi były nieomal regułą. Je­szcze bardziej zaskoczyli nas uczestnicy konkursu następnego dnia, odpowia­dając na trzy pytania i rozpoznając cztery utwory - dwa na podstawie fragmen­tów partytur i dwa na podstawie krótkich fragmentów nagranych na taśmie. Odpowiedzi były w większości nie tylko trafne, lecz i precyzyjne, świadczące o gruntownym przygotowaniu, a niekiedy dużej samodzielności myślenia mło­dzieży. Gorzej wypadło jedynie rozpoznawanie utworów.

 Nie można pominąć roli pedagogów, którzy zachęcali zapewne swoich ucz­niów do udziału w tej ogólnopolskiej imprezie, ale niewiele by zdziałali na­trafiając na opór. W czasie spotkania jurorów z pedagogami i młodzieżą jedna z nauczycielek opowiedziała o zorganizowanym przez nią rok temu przesłu­chaniu nagrań z "Warszawskiej Jesieni", na które młodzież zareagowała opinią, że "nie da się tego słuchać". Rok później ci sami uczniowie zdecydowali się startować w konkursie "Wokół Witolda Lutosławskiego", a udział w nim był przecież dobrowolny!

Szesnastu finalistów konkursu zapewne długo zachowa w pamięci spotkanie z Kompozytorem, który - przedstawiony przez Stanisława Olędzkiego jako naj­większy twórca muzyczny naszych czasów - skomentował to mówiąc, że artysta nie jest właścicielem swojego talentu - został mu on darowany i ma obowiązek dar ten przekazać innym. Pogląd ten Witold Lutosławski wygłaszał już nieraz, ale bodajże nigdy dotąd słowa te nie zabrzmiały tok prosto i pięknie, jak w Białymstoku.

Przebywanie w kręgu muzyki Witolda Lutosławskiego - żywej i nagranej, zapisanej w partyturach i omawianej tak szczegółowo przez młodzież - było dla nas wszystkich tam obecnych wielkim przeżyciem. Wiem, że krótki pobyt państwa Lutosławskich w Białymstoku sprawił im także dużo satysfakcji. Gdy zatem padnie pytanie: czy Lutosławski ma coś wspólnego z Podlasiem? -odpowiedź będzie teraz na pewno twierdząca.<<

1. Relacja z Konkursu "Wokół Witolda Lutosławskiego".

2. Relacja z odwiedzin Filii Akademii Muzycznej im. Fr. Chopina.

3. Relacja z koncertu monograficznego Filharmonii Białostockiej.  

 

NIE ŻYŁ DLA SIEBIE.            

                                                                                                                              

Homilia ks. Wiesława A. Niewęgłowskiego, wy­powiedziana w czasie żałobnej mszy świętej

w kościele św. Karola Boromeusza na Powązkach

    Przyszliśmy tutaj, aby pożegnać Witolda Lutosławskiego, który udaje się w daleką drogę. Wśród jego bezustannych podróży po świecie - ta jest ostatnią. Końcowym przystankiem dom, w którym mieszkań jest wiele - wieczność. Od­chodzi od nas obywatel świata, a jednocześnie wierny syn polskiej ojczyzny. Wybitny artysta, wielki kompozytor, a przede wszystkim człowiek prawy.

    Urodził się podczas zimy w Warszawie. I w Warszawie też umarł w zimowy dzień. Absolwent Konserwatorium Warszawskiego. Zanim dowiedział się, czym jest sukces, poznał smak niedostatku. W latach okupacji zarobkował grą na fortepianie w kilku kawiarniach stołecznego miasta. W stanie wojennym opo­wiedział się po stronie społeczeństwa.

    Artysta wielkiego talentu. Stworzył własny język muzyczny. Sztukę niepo­wtarzalną. Już za życia postrzegano go jako klasyka XX wieku. Jego dzieła weszły do skarbca światowej kultury muzycznej. Są wartością stałą i uniwer­salną. Miał świadomość własnego obdarowania, ale i odpowiedzialności za po­wierzone mu dary. Dlatego kiedyś powiedział: "Talent to dobro powierzone. I z tym dobrem trzeba coś mądrego i szlachetnego zrobić. Talent trzeba oddać ludziom. Jest to obowiązek artysty". Owe talenty mnożył i hojnie rozdawał światu. Natchniony, ale i pracowity - powtarzał za Czajkowskim: „natchnienie nie nawiedza leniwych".

      Wiemy, jak unikał rozgłosu. Był skromny. Ale świat go docenił - ofiaro­wano mu doktoraty honoris causa wielu renomowanych uczelni, wiele znako­mitych nagród i orderów. Wielki talentem, sercem i duchem. Otwarty na ludzi, życzliwy, niezależny i niezawodny. Pełen elegancji i spokoju, był człowiekiem wolnym. Ale jego wolność i jako artysty, i jako człowieka, tworzyła harmonijną całość. Był osobą jasnych wyborów. Dlatego postrzegano go jako nie kwestio­nowany autorytet nie tylko muzyczny, ale i moralny.

     Odchodzi w dniu, kiedy w Kościele sypie się ludziom na głowę popiół, mówiąc starą prawdę: pamiętaj człowiecze, że prochem jesteś i w proch się obrócisz. Po­grzebowa ceremonia w Środę Popielcową jakby podwójnie głosi prawdę o życiu. Europa w wyniku usilnych zabiegów na terenie filozofii i kultury zafundowała ludziom redukcję antropologiczną. Proponowany najnowszy model według konce­pcji Zachodu - to człowiek pozbawiony wymiaru duchowego, człowiek okaleczo­ny. Dzisiejszy człowiek europejski pomyślany jest jako człowiek niereligijny. Ale czy można zamknąć go i przestrzeń jego myśli na horyzonty wieczności? Jak wie­cie, niewiara jest pomysłem jedynie człowieka białego, europejskiego. Ateizm w kulturach innych kontynentów jest zjawiskiem nieznanym. Dzisiejsza ceremonia odsłania potrzebę Absolutu. Ukazuje, że obok aktywności umysłowej potrzebny jest także każdemu klimat i pierwiastek duchowy, pokora, realizm.

     Pamiętaj człowiecze, że prochem jesteś i w proch się obrócisz — to zdanie nie jest wypowiadane ku wzbudzaniu lęku. Proch nie przywołuje symbolu, ale rzeczywistość. Człowiek jest istotą przemijającą. Ale jest także jedyną istotą, która o nieuchronności swej śmierci - wie. Obrzęd popielcowy i obrzęd pogrze­bowy głoszą jednak prawdę nie o śmierci, ale o życiu. Od czasu Chrystusa znikomość człowieka wypełniona jest nieskończonością, śmierć wydaje życie - jak poczwarka motyla. Jak popiół użyźnia ziemię i tym samym staje się przy­czyną nowego życia podczas kolejnej wiosny; tak posiany z Chrystusem w zie­mię proch, którym jest człowiek, może mieć swoją wiosnę.

    O tę wieczną wiosnę dla Witolda Lutosławskiego prosimy Boga podczas tej liturgii. Słyszeliśmy w czytanym dzisiaj liście św. Pawła, że Człowiek nie żyje dla siebie, ale dla Chrystusa. Człowiek nie żyje dla siebie, ale dla ludzi, z nimi utożsamia się Jezus. Świętej pamięci nasz brat Witold wypełnił tę prawdę swą służbą artysty, służbą chrześcijanina. Niech jego czyny orędują za nim u Boga, a dla nas będą znakiem, jak iść mamy. 

 

 Ostatnia, pożegnalna rozmowa z Mistrzem, Białystok 8 października 1993 (późny wieczór).    

  

Rozdanie nagród po rozstrzygnięciu III Konkursu "Wokół Witolda Lutosławskiego" 7 listopada 1997 r.

Od lewej: jedna z laureatek, Tadeusz Kaczyński, Stanisław Olędzki, Jadwiga Paja.