XVII Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina

Warszawa 2 - 23 października 2015

1.

    Wczoraj zakończyły się przesłuchania I etapu. Do II etapu dopuszczono 43 uczestników. Zapasy konkursowe śledzę za pośrednictwem TVP HD (na platformie nc+) i podłączeniu do dobrej aparatury audio hi-fi; mam zatem cyfrowy obraz HD i cyfrowy dźwięk 5.1. Co więcej rejestruję przesłuchania na twardym dysku i do niektórych wracam.

   Wspominam o tym nie bez kozery. Pierwszy Konkurs, który pamiętam (trochę przez mgłę sześćdziesięciu lat) to ten, w którym triumfował Adam Harasiewicz - zasiadający dzisiaj w jury. Był rok 1955. Sześćdziesiąt lat minęło jak jeden dzień - chciałoby się zanucić za Andrzejem Rosiewiczem. W Białymstoku, gdzie wtedy mieszkałem, usłyszałem coś nieprawdopodobnie pięknego: był to Polonez As-dur op. 53 Chopina. Muzyka płynęła z kiepskiego radioodbiornika marki "Pionier" w ebonitowej skrzynce (a może jeszcze z tzw. "toczki", głośnika podłączonego do Radiowęzła Białostockiego - też dokładnie nie pamiętam) - mimo to wrażenie było piorunujące. Pomyślałem, że tak może grać tylko najlepszy pianista ze stawki konkursowej. Okazało się, że przewidziałem ostateczny werdykt jury.  I tak się zaczęła moja fascynacja muzyką Chopina i sztuką dźwięków w ogóle. Stałem się szczególnie uwrażliwiony na idiom chopinowskiej muzyki.

    Podobne wrażenie odniosłem pięć lat później. Poczciwego "Pioniera" (służy do dzisiaj jako zabytek, jeszcze grający) zastąpił nowoczesny radioodbiornik "Etiuda", z klawiszowym przełącznikiem i zielonym magicznym okiem. Usłyszałem wówczas II Sonatę b-moll i ona pozwoliła na intuicyjne wytypowanie zwycięzcy Konkursu w roku 1960 - Maurizio Polliniego. No, ale wtedy uczyłem się już gry na fortepianie i skrzypcach - byłem więc poniekąd "znawcą" przedmiotu.

     Trzeci raz podobnego uczucia iluminacji doznałem słysząc przed czterdziestu laty Krystiana Zimermana: on i tylko on może być zwycięzcą - innej myśli nawet nie dopuszczałem Tym razem słuchałem już na odbiorniku stereofonicznym klasy hi-fi.

    Nie udało mi się wytypować zwycięzcy w roku 1965, mimo że Marthę Argerich słyszałem osobiście w Filharmonii Narodowej. Pamiętam do dziś, jak w trakcie wykonywania Scherza cis-moll pod jej silnym palcami prawej dłoni pękła struna. Musiała przerwać swój występ i na chwilę ustąpić miejsca stroicielowi. Może to właśnie zakłóciło przypływ intuicji, a może to za sprawą Artura Moreira-Limy z Brazylii, który też mi się bardzo podobał, a może też wzruszenie towarzyszące występom Marty Sosińskiej, grającej w zaawansowanej ciąży…

    Jest rok 2015. Nie słyszałem wszystkich uczestników. Opuściłem dwie sesje. Niebywale wysoki poziom gry wszystkich bez mała pianistów nie ułatwia typowania wyrazistych faworytów. Program I etapu zaplanowano bardzo przemyślnie: dwie etiudy, nokturn i większa forma dramatyczna - Ballada (lub Fantazja, Barkarola, ewentualnie Scherzo).Skuteczne sito. Etiudy - nie tylko sprawdzian perfekcji technicznej, ale i umiejętności stworzenia osobistej wypowiedzi, własnego poematu poprzez skomplikowane struktury techniczne. Nokturn - wiadomo: chopinowskie bel canto. Ballady itp. - umiejętność budowania logicznej i pięknej formy dramaturgicznej.

    W tym trudnym sprawdzianie na tle wielu perfekcyjnych pianistów wybija się jedna niezwykła osobowość, potrafiąca złączyć w osobliwej harmonii to co osobiste z tym co chopinowskie, to co dźwiękowe (materialne) z tym co nieziemskie. Grające tak, jak o grze Chopina pisał markiz de Custine: to nie fortepian, na czym pan gra, to dusza. A jednocześnie jest to gra pianistycznie nowoczesna, silna i zdrowa. Na swój sposób intelektualna, tzn. rozumiejąca logiczny rozwój formy i ekspresji, co z czego wynika.

     Pianistka rosyjska Galina Chistiakova jest moją faworytką. Jej wprost nieziemski Nokturn H-dur op. 62 nie miał równych, po prostu primus inter pares. Dysponując absolutną techniką uczyniła z Etiud arcydzieła ekspresji, co pozwalało całkowicie zapomnieć o problematyce technicznej i rozkoszować się cudownymi, zwiewnymi  poemacikami F-dur op, 10 nr 8 i gis-moll op. 25. No, a jej  Scherzo E-dur - przejdzie chyba do historii w ogóle chopinowskich wykonań.

     Ogromne wrażenie pozostawiła także Fantazja f-moll chińskiego pianisty Cheng Zhang. Niesłychanie konsekwentnie i pięknie budowana forma, przemawiająca wprost do serca. To także, moim zdaniem, kandydat do finałowych laurów.

    Przed pianistami jeszcze trudne trzy etapy. Polonezy i mazurki to najtrudniejsze kryteria polskości stylu chopinowskiego, a Sonaty - umiejętności budowania formy cyklicznej.  

 

2.

Jak wygrać Konkurs Chopinowski?

     Zajmując się - jak wielu Polaków - Konkursem Chopinowskim (nie tylko co pięć lat), nieraz zastanawiałem się nad pytaniem postawionym w tytule. Tym razem myślę o tym w kontekście trwających właśnie przesłuchań II etapu XVII Konkursu. Wczoraj grała moja faworytka Galina Chistiakova. Czy to ona wygra Konkurs?

     Na tle dotychczas grających uczestników II etapu jej Chopin nadal się wyróżnia, ale słyszę coraz więcej wybitnych interpretacji poszczególnych utworów. Andante spianato i Wielki Polonez Es-dur miał kilka bardzo interesujących wykonań i niektóre z nich mogły przyćmić stonowaną interpretację rosyjskiej pianistki. Wydaje się, że spokojna, wyciszona (spianato) aura wstępnego Andante przeniosła się i na Poloneza, który w ten sposób nie był już tak Wielki jak w tytule. Nie miał spodziewanego rozmachu, wigoru, do czego przyzwyczaiły nas wykonania wielu wybitnych autorytetów chopinistyki. Czy jej Polonez Es-dur będzie zaakceptowany przez większość jurorów, też wybitnych chopinistów?  Czy należy przywołać uniwersalna maksymę de gustibus non disputandum est…?

     Żeby - dla przykładu - Galina Chistiakova miała wygrać konkurs, jurorzy muszą w większości być zgodni w ocenie walorów estetycznych jej gry. A ujęcie Poloneza bez zadzierżystych smaczków może nie odpowiadać gustom większości jurorów i wtedy … po herbacie. Powstała różnica w punktowaniu tej pianistki, a innych, bardziej standardowych wykonań może przeważyć szalę na niekorzyść nietuzinkowych ujęć. Płynęłaby stąd następująca wskazówka dla pretendentów do konkursowego złotego medalu: graj oryginalnie, ale nie za bardzo, tak by twoja gra mogła spodobać się większości jurorów. To jednak byłaby gra nieszczera, fałszywa i jako taka nie do zaakceptowania przez jury.

     Galina grała jak natchniona w I i II etapie (nie liczę tego nieco dyskusyjnego Poloneza). Czy to wystarczy do awansu do kolejnych etapów i finału? Miejmy nadzieję, że tak. W jednym ze swych artykułów publicystycznych pisałem: "Muzyka Chopina z jednej strony jest szczególnie podatna na innowacje in­terpretacyjne, z drugiej zaś na hipersubiektywne oceny; przecież sam Chopin dawał nieraz tego dowody dopuszcza­jąc jako równoprawne rozmaite warian­ty tekstu(Jan Ekier postawił nawet hipotezę, że „Cho­pin nie miał abstrakcyjnej koncepcji ma­nuskryptu danego dzieła. W wypadku kil­ku rękopisów inwencja jego załamywała się miejscami w różne odcienie, przybierając postać różnych wersji dla różnych rękopi­sów, wersji o tak charakterystycznych dla niego cechach stylistycznych, że można je uznać niemal za rozdwojenie genial­nej jaźni muzycznej Chopina”. Adam Rieger, jeden z recenzentów Wydania Narodowego, nazywa to zjawisko poliautentyzmem. Por. J. Ekier, Wstęp do Wydania Narodowego Dzieł Fryderyka Chopina. Część 1. Zagadnienia edytorskie. Kraków 1974, PWM,s. 142.)

     Powszechnie też wiadomo, że sam Chopin nigdy nie wykonywał tego samego utworu w ten sam sposób, za­tem niejako akceptował różne podejście do interpretacji swych utworów" (S. Olędzki - Jurorzy – krytycy, sprzeczność immanentna? Na marginesie Konkursu Chopinowskiego.„Ruch Muzyczny” 10 grudnia 2000 nr 25; zob. na stronie: Publicystyka/Ruch Muzyczny).

     Skoro tak, to należy przyjąć, że muzykę Chopina można (a nawet należy) wykonywać w jak najróżniejszy sposób, a to zawsze będzie budziło ostre spory, dyskusje, a nawet wywoływało afery, obrażanie się na współ jurorów i opuszczanie przed czasem Konkursu (vide: wyjazd Marthy Argerich po niedopuszczeniu do finału Ivo Pogorelića w X Konkursie Chopinowskim w 1980 r.). Śmiem twierdzić nawet więcej - interpretacje Chopina (oczywiście od pewnego poziomu) nie poddają się weryfikacji. Sprowadzanie problemu do tego, kto gra lepiej, a kto gorzej Chopina - jest bez sensu. To szczególnie jasno przedstawia się na tym XVII Konkursie. I co z tego wyniknie, że kilkoro wybitnych chopinistów w wyniku sumarycznej punktacji zostanie uszeregowanych od pierwszego do szóstego? Dla mnie i dla Chopina i chopinistyki absolutnie nic, poza zabawą w cyferki. Słyszę dochodzący z zaświatów sarkastyczny śmiech Fryderyka…

     Miejmy nadzieję, że tym razem jurorzy będą w stanie właściwie ocenić i docenić interpretacje odbiegające od utartych, oczywiście mieszczące się w graniach dobrego smaku, elegancji, arystokratycznej wytworności, pięknego bel canta, rozumienie logicznej struktury formalnej i ekspresyjnej większych form, no i polskości stylu. O perfekcyjnej technice nawet nie wspominam - tę wszyscy - czterdzieści troje pianistek i pianistów posiadło. I tym XVII KOnkurs korzystnie różni się od wszystkich poprzednich.  

 

3.

Po II etapie      

     Im dalej w las, tym więcej drzew - nasuwa się przysłowie po wysłuchaniu uczestników II etapu. Takich faworytów jak moja Galina Chistiakova jest już więcej. Ogólnie można by podzielić wszystkich wysłuchanych pianistów na cztery grupy. Największą stanowią świetni pianiści, ale ich Chopin jeszcze pozostawia sporo do życzenie, zwłaszcza w niektórych gatunkach (szczególnie walce i polonezy). Ich walce najczęściej są "zagonione", bez wdzięku i elegancji, katarynkowe - w całości lub niektóre ich fragmenty, skłaniające do wirtuozowskiego blichtru. Polonezom nieraz brakuje tej polskiej dumy, uroczystego "zadęcia". Byli też pianiści grający oktawy z tria Poloneza As-dur op. 53 w iście rakietowym tempie. Po co?! Polonez Es-dur sprawiał też trudności w wyważeniu właściwych proporcji między girlandami ornamentów typowych dla stylu brillante a charakterem polonezowym rytmu lewej ręki. Najlepiej wypadały w tej grupie nokturny, ballady, Fantazja f-moll i scherza.

     Druga grupa pianistów to już chopiniści bez jakichkolwiek zarzutów. Są najliczniejsi i jurorzy będą mieli nie lada kłopot ze sprawiedliwym wyselekcjonowaniem tych najlepszych ("najlepszy" w tym wypadku - co to znaczy?). Różnice jakościowe między nimi są minimalne i właściwie nie do określenia w pełni obiektywnego (cóż to znaczy "obiektywny" w stosunku do zawsze subiektywnej gry artysty?).

     I jest, moim zdaniem - to muszę zastrzec - kilkuosobowa grupa o wyraźnej osobowości chopinistycznej, bardzo różnej - jak różna i przebogata (niewyczerpana) w sposobie możliwych interpretacji - jest muzyka Fryderyka Chopina. Do najwyższych drzew w chopinowskim lesie zaliczam m.in. właśnie Galinę Chistiakovą, ale i Kanadyjczyka Charlesa Richard-Hamelina pianistów amerykańskich Kate Liu, Eric Lu,  artystów azjatyckich Zi Xu i zapewne Cheng Zhang.,bo piszę słowa jeszcze przed ostatnimi popołudniowymi przesłuchaniami, kiedy będzie grać jeszcze Cheng Zhang. I powiem na koniec to nieśmiało - Andrzej Wierciński, zagrał też wspaniale swój recital w II etapie. Oni wszyscy spełniają najwyższe standardy chopinistyki.

     Co do ostatniej, czwartej, małej grupki pianistów można tylko zgadywać, jakim cudem dostali się do Konkursu. Szokowali niezrozumieniem nie tylko idiomu chopinowskiego, ale i w ogóle dobrego smaku muzycznego. Spuśćmy na nich kurtynę milczenia.

 

 

4. Półfinał

 

     Już znamy dwudziestkę półfinalistów i dzisiątkę finalistów. Oto one (pogubiona czcionką zapisałem swoich faworytów, a kolorem czerwonym faworytów "nietrafionych"); czcionką koloru zielonego i  koloru złotego zapisałem finalistów (moich faworytów).

     Luigi Carroccia (Włochy), Galina Chistiakova (Rosja), Seong-Jin Cho (Korea Południowa), Chi Ho Han (Korea Południowa), Aljoša Jurinić (Chorwacja), Su Yeon Kim (Korea Południowa), Dinara Klinton (Ukraina), Aimi Kobayashi (Japonia),  Marek Kozák (Czechy), Łukasz Krupiński (Polska), Krzysztof Książek (Polska), Kate Liu (Stany Zjednoczone), Eric Lu (Stany Zjednoczone), Szymon Nehring (Polska)Georgijs Osokins (Łotwa), Charles Richard-Hamelin (Kanada)Dmitry Shishkin (Rosja),  Alexei Tartakovsky (Stany Zjednoczone), Zi Xu (Chiny)Yike (Tony) Yang (Kanada). 

Cheng Zhang (Chiny)

Andrzej Wierciński (Polska)

 

     Każdy etap stawia przed pianistami inne wyzwania. Półfinał był egzaminem chyba najtrudniejszym. Z jednej strony trzeba przedstawić umiejętność ogarnięcia konstrukcji i wszystkich implikacji ekspresyjnych największych form - sonat, z drugiej tego mikrokosmosu i polskiego idiomu stylu chopinowskiego, jakim są mazurki. W tegorocznym konkursie po raz pierwszy zamiast sonaty można było wybrać cykl 24 Preludiówop. 28 - to jeszcze jedno wielkie wyzwanie: wniknąć w sens 24 bardzo różnych utworów, trwających po kilkadziesiąt sekund lub kilku minut (najkrótsze es-moll 26 sekund, najdłuższe Des-dur "Deszczowe" ok. 6 minut - w nagraniu Marii João Pires). Każde z nich to zupełnie odmienny świat, wymagający od pianisty błyskawicznego przestrojenia swej psychiki, wrażliwości, aparatu wykonawczego Są wśród Chopinowskich Preludiów śpiewne nokturny i wirtuozowskie, szalone etiudy (np. b-moll), tak "rewolucyjne" jak ostatnie Preludium d-moll.

     Z tego niejako "dyplomowego" egzaminu szczytowe wyniki uzyskało - moim zdaniem - dwoje - troje pianistów: Kate Liu, Yike (Tony) Yang i Charles Richard-Hamelin. To były najdojrzalsze i najbardziej wyrównane wykonania. Gdyby Konkurs miał się zakończyćpo półfinale, zwycięzców należałoby szukać wśród tej trójki. Gdybym to ja miał przyznawać nagrody, najwyższe laury otrzymałaby Kate Liu. Ona grała nie na fortepianie, a na duszy, jak by powiedział markiz de Custine. Jedna z radiowo-telewizyjnych komentatorek prof. Elżbieta Tarnawska zauważyła nawet: "…w pewnych momentach wydawało mi się, że dusza Chopina przez nią przemawia".  A wyrażając się konkretnie: genialna gra Kate Liu polega na tym, że każdą kolejną frazę wyprowadza z wysłuchiwanej dokładnie frazy poprzedniej. Ona buduje w ten sposób logiczną formę ekspresji każdego utworu, niezależnie od jego rozmiarów - najkrótszego mazurka i całej sonaty. Podobnie gra też Yike (Tony) Yang. Proszę posłuchać, jak kształtuje pierwszą część  Sonaty b-moll, co robi z głównym motywem I tematu w przetworzeniu i kodzie. To jest coś niesamowitego! Większość pianistów nie rozumie roli tego motywu.   

     Podobnym komplementem obdarzyłem grę w I etapie Galiny Chistiakovej, ale niedyspozycja zepsuła jej grę w II etapie, a zwłaszcza w półfinale. Gdyby nie choroba, również ją dopisałbym to tej szczytowej trójki. Ofiarą choroby (zapalenie ścięgna lewego przedramienia) był Luigi Carroccia z Włoch. Walczył z chorobą dzielnie, ale w końcu poległ…

     Było jeszcze kilku znakomitych pianistów, np. Seong-Jin Cho (Korea Południowa), Eric Lu (Stany Zjednoczone), a nawet niezauważony przeze mnie wcześniej Polak Krzysztof Książek, który przepięknie grał mazurki. Nota bene: to on powinien wejść do Finału Konkursu, a nie Dmitry Shishkin (Rosja) czy Aljoša Jurinić (Chorwacja).

     Obfitość utalentowanych pianistów w tegorocznym Konkursie Chopinowskim paradoksalnie podważa sens jego obecnej formuły. Nie chodzi mi o to, że znowu powstał mały skandal wokół decyzji jury, lecz o to, co już napisałem wyżej. Muzyka Chopina jest tak pojemna pod kątem możliwości jej odczytywania, rozumienia, ujęć interpretacyjnych, że nie da się jej zamknąć w jakichś kanonach ustanawianych nawet przed Najwyższe Gremia. Powtórzę raz jeszcze: gdzieś z Wysoka słychać sarkastyczny śmiech Fryderyka.

      Może należałoby powoli zastanawiać się nad inną formułą tej wielkiej imprezy - jakimś festiwalem, gdzie nie będzie dominować arytmetyka punktacji, a wybieranie i premiowanie jako RÓWNORZĘDNYCH bardzo różnych interesujących propozycji interpretacyjnych. Jury mogłoby składać się nie tylko z wybitnych pianistów i chopinistów, ale również z chopinologów (jak w tym roku John Rink; widziałbym też polskich, jak prof. Mieczysław Tomaszewski), krytyków muzycznych z kraju i z zagranicy, dyrektorów instytucji muzycznych. Coś w rodzaju Festiwalu Musica Antiqua Europae Orientalis, który tak znacząco przyczynił się do popularyzacji i badań nad muzyką Europu Środkowej i Wschodniej w latach 60 - 70 XX wieku.   

     Dzisiaj (18 października) usłyszymy pierwszych finalistów. XVII Konkurs Chopinowski zbliża się do apogeum.

 

     Posłuchajmy wzorowych interpretacji z III etapu:

 

Kate Liu: III Sonata h-moll, Scherzo i Mazurki H-dur i C-dur op. 56

 

Yike (Tony) Yang: II Sonata b-moll, Grave - Doppio movimento  

                                

Krzysztof Książek: Mazurek As-dur op. 50 nr 2