Koncert Budapest Festiwal Orchestra

Takie koncerty zdarzają się dość rzadko, nawet w tak dobrych instytucjach jak wrocławskie Narodowe Forum Muzyki. Co prawda w bieżącym roku, kiedy stolica Dolnego Śląska pełni funkcję Europejskiej Stolicy Kultury, takich wyjątkowych koncertów było i będzie więcej, ale ostatni (18 marca 2016) Budapesztańskiej Orkiestry Festiwalowej zapisze się w pamięci słuchaczy na długo. III Symfonia d-moll Gustava Mahlera rozpaliła naszą wrażliwość do białości, zwłaszcza jej ostatnia część. To jeden z najdłuższych utworów w historii tego gatunku, a część pierwsza to najdłuższe allegro symfoniczne w dziejach (około 40 minut - tyle, ile trwają na ogół całe cykle symfoniczne Brahmsa, Czajkowskiego, Dvořaka).

Probierzem zrozumienia mahlerowskiego idiomu stylistycznego są w moim odczucie właśnie wykonania owych adagiów, adagietta określanych przez kompozytora w języku niemieckim: (sehr) langsam, ruhewohl. Jeśli dyrygent potrafi zinterpretować powolne części tych symfonii, znalazł klucz do przekonującego odczytania całej symfoniki Mahlera. Nie znaczy to, że istnieje jakieś jedno tempo, jeden właściwy gatunek dźwięku, jeden rodzaj wibracji, typ ekspresji itd. właściwy dla tej muzyki. Przesłuchałem kilkanaście wykonań z bogatej dyskografii NAXOS Music Library (93 nagrania III Symfonii Mahlera)  i doprawdy trudno mi znaleźć lepsze od wykonania węgierskiego. Mogą się z nim równać tylko te wybrane z kilkunastu przesłuchanych: South West German Radio Symphony/Michael Gielen, Berlin Philharmonic/Bernard Haitink, Royal Scottish Orchestra/Neeme Järvi. Oczywiście trudno porównywać nagrania płytowe z wykonaniem żywym, zwłaszcza gdy rozbrzmiewa w tak cudownym "instrumencie", jakim jest sala koncertowa Narodowego Forum Muzyki.

Jak pisał Bohdan Pociej, wszystkie części muzyki III Symfonii Mahlera zmierzają do końcowego adagia. Ta wędrówka zaczyna się od gigantycznego, hybrydycznego marsza (część pierwsza), raz tragicznego, żałobnego, to znów skocznego, żywego, raz wzniosłego to znów wulgarnego. Budapesztańscy muzycy znakomicie te wszystkie odmiany oddali - wprost genialnie. Nawet nie wypada mi mówić o doskonałości synchroniczności gry we wszystkich jej zakresach (rytmicznym, artykulacyjnym, jakości dźwięku, jego nasycenia, wibracji itd.) Podobnie było we wszystkich częściach wewnętrznych cyklu: mozartowski Menuet niósł pastoralne nastroje. Bardzo malownicze było również Scherzando z trąbką pocztyliona i kukułkowymi motywami z oddali. Część czwarta przeniosła nas w mroczny klimat kontemplacyjnego skupienia, atmosferę refleksyjno-filozoficzną - za sprawą też doskonałej solistki - Eleanor Lyons (alt)

Następna odsłona Mahlerowskiej epopei przeniosła nas do stylu plebejskiego, świadomie niskiego, uproszczonego. Połączone Chóry NFM i Chór Cłopięcy NFM (przygotowane przez Agnieszkę Franków-Żelazny) wraz z orkiestrą znakomicie odmalowały słowa Pieśni żebraczej biednych dzieci ze zbioru Des Knaben Wunderhorn: Trzej aniołowie wiedli słodkie pienia/Błogą radością rozbrzmiewały nieba/Wykrzykiwali weseląc się wielce/Że Piotr z swych grzechów oczyszczony będzie …. itd.

Ale jak powiedziałem, wszystko to prowadziło do końcowego apogeum; owe marsze, wytworne i ludowe tańce i trąbka pocztyliona zwrócona w stronę mienionego, utraconego czasu i nietzscheańska pieśń - wniknięcie w głąb własnej egzystencji czy wreszcie owa pobożna naiwna dziecięca piosnka. To wszystko wiodło do jedynego możliwego zamknięcia, zwieńczenia a zarazem fundamentu tej kosmicznej budowli muzycznej - końcowego adagia: Langsam. Ruhewohl. Empfunden. Węgierscy artyści (specjalnie używam tego słowa) w sposób absolutnie genialny prowadzili linie polifonicznej mozaiki dozując najwłaściwsze rodzaje dźwięku, jego żarliwości, nasycenie odpowiednio do rodzaju narracji kantylenowej i - co może najważniejsze dla tej muzyki - stosując odpowiednie niuanse agogiczne i dynamiczne. Pozwoliło to utrzymać na najwyższym diapazonie emocjonalne napięcie przez ponad dwadzieścia minut aż do hymnicznej ekstatycznej apoteozy.

Standing ovation, niemilknące owacje, wielokrotne wywoływanie dyrygenta na estradę - nie mogło być inaczej. Iván Fischer, Budapest Festival Orchestra, Eleanor Lyons (alt) oraz połączone zespoły chóralne w pełni na takie przyjęcie zasłużyli.

                                                                                          Stanisław Olędzki