Kolejna premiera przygotowana przez Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego w Operze Wrocławskiej wypadła znakomicie. Byłem na drugim spektaklu, 21 grudnia 2017 roku, a następnie jeszcze -7 stycznia 2018 - na przedstawieniu ostatnim.

 

Dyrektor Marcin Nałęcz-Niesiołowski

 

     Widownia była w pełni zajęta, głównie przez młodych widzów z wrocławskich szkół. Reagowała ona bardzo profesjonalnie; można było odczuć, że są to prawdziwi melonami. Można było też odczuć nić porozumienia z artystami i pełnego rozumienia treści baletu i jego realizacji. Dużą to zasługa realizatorów. Inscenizacja i choreografia jest dziełem Bożeny Klimczak, scenografię opracowała Małgorzata Słoniowska, reżyserie świateł opracował Bogumił Palewicz.

Zespołem baletowym kieruje Magdalena Ciechowicz, a funkcję choreografa rezydenta pełni Jacek Tyski. Ci artyści związani są Polski Baletem Narodowym. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że od sezonu 2016/2017 na scenę Opery Wrocławskiej powróciły spektakle z żywą muzyką. Sezon bieżący rozpoczął trzydziestoosobowy zespół baletowy, w którym tańczą młodzi artyści z Ukrainy Gruzji, Włoch, Stanów Zjednoczonych i, oczywiście, z Polski.

Zespół baletowy kształci się po okiem pedagogów stale pracujących w Operze Wrocławskiej, jak i mistrzów gościnnie prowadzących zajęcia. Trudno mi wymienić wszystkich tancerzy, choć na to zasługiwali, ale kilku naprawdę muszę. Klarę tańczyła Natsuki Katayama, Dziadka-Księcia Andrzej Malinowski, parę solową w końcowym Walcu Kwiatów tworzyli Magdalena Kurilec-Malinowska i Łukasz Ożga.    

Czas jednak przejść do muzyki. Na czwartkowym (wieczornym, drugim) przedstawieniu zabrzmiała ona wręcz fenomenalnie, a na styczniowym -po prostu fenomenalnie, płytowo. Marcin Nałęcz-Niesiołowski prowadził muzykę Czajkowskiego tak jak rasowy symfonik. Pamiętam jego sztukę dyrygencką, gdy kierował Filharmonią Podlaską i zarejestrował kilkanaście krążków CD.

Już od pierwszych taktów Uwertury słuchacze mogli czuć się oczarowani brzmieniem, precyzją orkiestry, która jest tu przecież po mistrzowsku zorganizowana przez Czajkowskiego. Prawdziwą feerią barw orkiestra oczarowała słuchaczy w akcie II, a słynnych Tańcach (arabskim, chińskim, trepaku, Tańcu chińskim, Tańcu pastuszków, Walcu kwiatów). Nic zatem dziwnego, że każdy z tych tańców wywoływał wybuchy entuzjastycznych braw. Trudno było nawet powiedzieć, co bardziej wzbudzało zachwyt: muzyka czy układy choreograficzne. Właściwie artyści zachowali tu w pełni równowagę. I to właśnie stanowiło o mistrzostwie wykonawców baletu.

Dobrze, że Dziadka do orzechów będzie można jeszcze kilka razy wysłuchać. Szkoda tylko, że ostatni raz Opera Wrocławska wystawi go zaledwie kilkakrotnie. Dziadek będzie czarował jeszcze również w dniach od 3 do 7 stycznia przyszłego roku. Na pewno się wybiorę. 

No i wybrałem się, a wróciłem wręcz natchnioony. Był to naprawdę rewelacyjny spektakl, z przepięknie wykonaną muzyką i bajeczną choreografią!

                                                                                                                                                                                                                   Stanisław Olędzki