Kandyd, operetka Leonarda Bernsteina w Operze Wrocławskiej

    Koniec roku 2017, jak przystało na instytucję muzyczną cieszącą się we Wrocławiu niemałą renomą, został uczczony w sposób inteligentny, a zarazem bardzo stylowy, piękny i dowcipny. Najlepszym podarkiem dla spragnionych dobrej zabawy, ale wykraczającej daleko poza zwyczajowe pląsy, według dyrektora Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego okazała się operetka Leonarda Bernsteina Kandyd. Dzieło to nadaje się do tego celu jak najbardziej. Dyrygent już samą uwerturą to udowodnił; wspaniale buzującym, szybkim tempem, pieniącym się

 

 

Dyrektor Opery Wrocławskiej i dyrygent

       Marcin Nałęcz-Niesiołowski

 

niczym strugi szampana na sylwestrowym przyjęciu. Orkiestra wykonała tę pierwszą odsłonę świeżej i żywiołowej muzyki, równie wspaniale, wzbudzając falę entuzjazmu powtarzaną tego wieczoru nader często. W ten sposób doskonałe wykonanie muzyki Bernsteina stało się zapowiedzią nadchodzących sylwestrowych balów.

  Tutaj należałoby wspomnieć o zaletach wykonania nie tylko partii orkiestrowej, ale i partii wokalnych. Już wykonanie samej Uwertury, bardzo szybkim, wirtuozowskim tempem i precyzją, przywodziło na myśl nagranie Kandyda przez samego kompozytora (Broadway Cast Recording), dostępne dla wszystkich na stronie internetowej (www.naxosmusiclibrary.com). Wykonanie wrocławskie bardzo mi przypominało to właśnie, autorskie nagranie. Polecam je wszystkim tym, którzy nie zdążyli do Opery Wrocławskiej; będą mieli odpowiednik wrocławskiego wykonania.

     Właściwe należałoby wymienić wszystkie numery tej operetki Bernsteina; było tu wiele fragmentów wręcz porywających, jak np. Walc, czy Tango Staruszki (Old Lady's Tango), czy z II aktu Bon Voyage. Z obowiązku musiałbym wyliczać właściwie wszystkie numery poczynając od Life ist happiness indeed (Kandyd - Jędrzej Tomczyk), czy Oh, happy We (duet Kandyda i Kunegundy - Ewy Majcherczyk) lub wspaniała aria Kunegundy, także z I aktu, Glitter and be Gay.

 

     Poza Marcinem Nałęcz-Niesiołowskim należałoby odnotować jeszcze co najmniej dwoje realizatorów tego spektaklu: reżyserkę - Hannę Marasz i choreografa - Jacka Gębura. Wypada także dodać Annę Sekułę odpowiedzialną za kostiumy i aranżację przestrzeni, Tomasza Filipiaka - reżysera świateł, Adriana Jackowskiego - projekcje multimedialne, no i - last, not least - kierownika chóru: Annę Grabowską-Borys.