2. S. Olędzki, Muzyczne kontrasty.

MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY „KONTRASTY” nr 1/76

   W bieżącym sezonie koncertowym Państwowa Filharmonia w Białymstoku przedstawi-ła do tej pory osiem wieczorów symfonicznych, na które złożyły się – poza nielicznymi wy-jątkami – dzieła klasyczne i romantyczne. Koncerty te raz jeszcze potwierdziły opinię, iż Or-kiestra Symfoniczna PF w Białymstoku jest zespołem nierównym; dysponując dużymi moż-liwościami techniczno- muzycznymi, nie może ustrzec się czasem elementarnych błędów intonacyjnych, czy z zakresu zespołowej precyzji rytmu. Fatalny akompaniament w Koncercie fortepianowym b-moll Piotra Czajkowskiego nazwać by można katalogiem i nieporozumień, zarówno w zgraniu zespołu, jak i panowaniu dyrygen-ta, Tadeusza Chachaja, nad całością brzmienia utworu. Miary nieszczęścia dopełniał nie przygotowany do koncertu fortepian, który – chociaż Steinway – brzmiał chwilami jak ciocine pianino. Nieporadność dyrygenta i stroiciela wystą-piły tym jaskrawiej, iż kontrastowała z nią świetna, pełna temperamentu gra młodego piani-sty, Andrzeja Ratusińskiego. A przecież orkiestrę Filharmonii stać na wykonania nienaganne, a nawet porywające. Przykładem Iberia Klaudiusza Debussy’ego, poprowadzona batutą Ro-mana Zielińskiego (2-3 października) lub Suita in Fa Alberta Rousella (20-21 listopada) rów-nież pod dyrekcją tegoż, chyba trochę niedocenianego w Białymstoku dyrygenta. Należy on do nieczęsto spotykanych kapelmistrzów, którzy partyturę mają w głowie, co pozwala mu na głęboko przemyślaną, jasną i precyzyjną interpretację muzyki. Wielokrotne wywoływanie Zielińskiego przez melomanów, tłumnie przybyłych na koncert (dowodzi to chyba potrzeby rozszerzenia repertuaru Filharmonii o wybitne dzieła XX wieku) – sprawiło tyleż satysfakcji dyrygentowi, co i piszącemu te słowa; wbrew pewnym uporczywym głosom, publiczność białostocka odznacza się na tyle wysoką kulturą muzyczną, by natychmiast – w sali, na gorą-co – swym aplauzem albo zdawkowymi oklaskami dokonać najkrótszego i trafnego zrecenzowania programu. Odnosi się to do słuchaczy koncertów piątkowych. Niestety, koncerty czwartkowe z pro-gramem nieco okrojonym, prowadzone z myślą o młodzieży szkolnej, nie nastrajają optymistycznie. Są właściwie nieporozumieniem lub – ściślej – rezultatem nieporozumienia między Filharmonią a szkołami. Są marnotrawieniem wysiłku muzyków i złym przykładem dla nie-licznych młodych melomanów. Sytuacja bowiem przedstawia się zazwyczaj tak, że naprzeciwko siedemdziesięciu muzyków – zasiada w fotelach … mniej więcej tyleż młodzieży, za to z powodzeniem rywalizującej w aktywności dźwiękowej z orkiestrą. Tymczasem jest to sprawa poważna, może bardziej, niż się na ogół sądzi. Poziom kultury muzycznej młodzieży szkolnej jest chyba bliski zeru. Co zatem robią nauczyciele wychowania muzycznego, jeżeli ich uczniowie zajęci są na koncercie wszystkim, tylko nie muzyką?

   Ostatni w listopadzie wieczór symfoniczny poświęcono w całości Beethovenowi (Egmont, III Koncert fortepianowy, V Symfonia). Ponownie dały się zauważyć rażące, niemal szkolne usterki: koszmarne wiolonczele w Scherzo, zbyt wątłe brzmienie skrzypiec, Zaś dyrygentowi zarzucić można spłaszczenie wyrazistych i dramatycznych przecież u Beethovena zmian dy-namiki. Sposób odczytania najpopularniejszej z beethovenowskich i symfonii zatarł przy tym w znacznym stopniu klarowność i klasyczna doskonałość jej formy, nie doprowadzając do tkwiących w partyturze spięć dramaturgicznych.

   W ciągu ostatnich trzech miesięcy zaprezentowało się naszej publiczności wielu solistów spoza Białegostoku. Spośród nich na wyróżnienie zasługuje Tadeusz Kerner, amerykański pianista polskiego pochodzenia, który w Koncercie D-dur Haydna i Koncercie Es-dur Liszta zademonstrował solidny warsztat i zacięcie wirtuozowskie. Kernerowi towarzyszył przy pulpicie dyrygenckim znakomity Wojciech Michniewski, laureat Nagrody SPAM „Orfeusz”, przyznanej za wysoki poziom koncertu inauguracyjnego XIX „Warszawskiej Jesieni”. Nasuwa się jednak pytanie,     dlaczego tak znakomity dyrygent prowadził aż t r z y akompaniamenty, popisując się jedynie uwerturą do opery Wolny strzelec Webera. Czy nie wytwarza się u nas pewien zły obyczaj? W sezonie poprzednim rewelacyjny Marek Pijarowski również nie mógł zademonstrować w pełni swej sztuki dyrygenckiej – właśnie z powodu programu preferujące-go utwory koncertowe. Odbyło się to ze szkodą tak dla publiczności, jak i artysty, a życzyć by sobie należało, by wybitni artyści, jakich od czasu do czasu gościmy w Białymstoku, mogli w całej pełni przedstawić swój talent i kunszt.

                                                                                                                Stanisław Olędzki