Na tej stronie przywołuję teksty wcześniej publikowane, obrazujące niełatwe początki Opery Podlaskiej.

   O operze myślano w Białymstoku od dawna. Ambicje mieszkańców Podlasia musiały jednak czekać pod naporem innych potrzeb inwestycyjnych w dziedzinie kultury. Białystok nie miał przez długie lata aż do 1975 roku nawet żadnej sali koncertowej, a Filharmonia tułała się po różnych nieodpowiednich odnajmowanych pomieszczeniach.

    W numerze 2/1976  miesięcznika społeczno-kulturalnego „KONTRASTY” pisałem: 

…Ostatnie dwa koncerty grudniowe przypieczętowały zapewne dwudziestoletnie peregrynacje białostockiej Polihymnii w poszukiwaniu własnego kąta. Piszę: „zapewne”, gdyż – mimo ustalonych planów koncertowych i gotowej w zasadzie sali – trwający jeszcze (a piszę to w końcu grudnia 1975) montaż organów może odwlec ostateczny termin zadomowienia się Filharmonii przy ul. Podleśnej. Z salą Kino-Teatru „Związkowiec” i orkiestra, i melomani rozstaja się bez żalu; nie było tam przecież warunków ani do pracy artystycznej na odpowiednim poziomie, ani do odbioru muzyki. Pamiętamy aż nadto dobrze big-beatowe przebitki z kawiarni, niweczące najsubtelniejsze fragmenty wieczorów symfonicznych. Ów nieszczęsny a obligatoryjny w „Związkowcu” kontrapunkt Filharmonia nasza ma już za sobą.  Jak brzmi muzyka w nowej sali – melomani już wiedzą; autor, tkwiąc jeszcze (z uwagi na długi cykl produkcyjny miesięcznika) w roku 1975, swymi wrażeniami będzie się mógł się podzielić dopiero za miesiąc. Tak czy inaczej, nowe warunki uprawiania w Białymstoku tzw. muzyki poważnej stwarzają Filharmonii nowe perspektywy, zobowiązują do nowych, twórczych przedsięwzięć repertuarowych i popularyzacyjnych…

   A miesiąc później:

…Wszelako głośniejsze ustępy tych pierwszych kompozycji wykonanych w nowej siedzibie Filharmonii, jak i żywiołowe tańce z baletu Harnasie Karola Szymanowskiego – zamykające program, ujawniły pewne mankamenty akustyki sali koncertowej. Można było zresztą przypuszczać, że zbyt mała w stosunku do brzmienia siedemdziesięcioosobowej orkiestry symfonicznej kubatura musi wywoływać przesycenie dynamiczne w forsowanych partiach tutti…

    W tych siermiężnych czasach Opera musiała pozostawać w sferze marzeń. Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia, podobnie i ambicje rosną wraz z rozwojem poziomu kulturalnego ludzkich społeczności.

    15 stycznia 1997 roku kierownictwo Filharmonii obejmuje Marcin Nałęcz-Niesiołowski. Jest on wtedy najmłodszym w Polsce dyrektorem dużej instytucji artystycznej - jego 25 lat budziło pewne wątpliwości komisji konkursowej. Młody dyrektor okazał się szybko równie utalentowanym i dojrzałym dyrektorem co muzykiem. Przeprowadza modernizację siedziby Filharmonii. O czym pisałem następująco:

    Koncertem Galowym Filharmonia Białostocka rozpoczęła w ubiegłym tygodniu (24 i 25 stycznia 2002) drugą połowę sezonu, a właściwie - nowy okres swej działalności. Po 25 latach pracy we własnej siedzibie, jednak z salą koncertową projektowaną dla szkół muzycznych, ale zbyt ciasną na koncerty symfoniczne, w niewiarygodnie krótkim czasie (sześć miesięcy!) Filharmonia otrzymała salę o zupełnie innym, „przyja­znym” wystroju, bardzo wygodnych nieskrzypiących fotelach, znacznie lepszych parametrach akustycznych, bogato wyposażoną w nowoczesną aparaturę audio­wizualną i oświetleniową, zapewniającą odpowiednie warunki do realizacji nagrań cyfrowych, różnorakich imprez estradowych i międzynarodowych konferencji. Z dawnej sali pozostały tylko mury ograniczające możliwości rozbudowy do rozmiarów prawdziwie koncertowych; czterysta kilkadziesiąt miejsc - nie jest to pojemność jak na miasto tej wielkości co Białystok. Pomimo zachwytu, wręcz szoku przy pierwszym oglądziesali, gdzieś w głębi serca czai się nadal niezaspokojone pragnienie sali innej, też wielofunkcyjnej, ale projektowanej nie z myślą o kongresach i konferencjach lecz o pełnych spektaklach operowych, sali w której orkiestra mogłaby zejść do kanału, a całą scenę można by zabudowywać dekoracjami, salę z odpowiednim zapleczem. Cóż, apetyt rośnie w miarę jedzenia - nie ja wymyśliłem to przysłowie. Na budowę gmachu Opery Podlaskiej zapewne wypadnie nam jeszcze długo poczekać, aczkolwiek instytucja taka, zlokalizowana na wschodnim pograniczu zjednoczonej Europy i reszty świata, wcześniej czy później będzie uzasadniona, a nawet konieczna…

    Gdyby nie fundusze z Unii Europejskiej ambicje Podlasian pozostawałyby jeszcze długo w sferze marzeń. Kiedy już realne stało się współfinansowanie tak dużej inwestycji ze środków europejskich, musiał jeszcze zaistnieć tzw. czynnik ludzi, musiał zjawić się w Białymstoku ktoś na tyle kreatywny, energiczny i przekonywujący, by iskrę marzeń przerodzić w płomień realizacji. Do Białegostoku przybył młody dyrygent Marcin Nałęcz-Niesiołowski obejmując dyrekcję Państwowej Filharmonii, późniejszej Filharmonii Podlaskiej. Był najmłodszym dyrektorem instytucji artystycznej w Polsce. A że jednocześnie był śpiewakiem (bas), bliska stała się mu idea utworzenia Opery Podlaskiej.    

    Wspierałem ambitny zamysł dyr. Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego swoim skromnym piórem, pisząc w swoich recenzjach:

    Wieczór operowy (recenzja koncertu z dn. 8.12.2000 r.)

    Ostatni koncert w Filharmonii Białostockiej dał okazję do marzeń: jakże byłoby wspaniale, gdyby znaleźli się sponsorzy-melomani, którzy swoją miłość do muzyki przekuliby w wolę wzniesienia wspaniałego pomnika tej miłości - gmachu Opery Podlaskiej. Mieszkając kiedyś w Poznaniu bywałem w Teatrze Polskim, na którego frontonie widnieją znamienne słowa „Naród – sobie”. Inskrypcja: „Podlasianie - so­bie” czeka na umieszczenie na gmachu, jeśli już nie opery, to przynajmniej wielofunk­cyjnej sali widowiskowo-koncertowej o odpowiedniej akustyce i zapleczu, gdzie moż­na by umieścić w kanale dużą orkiestrę symfoniczną i wystawiać od czasu do czasu spektakle operowe, operetkowe, musicale. W obecnej sali, o kubaturze wręcz kameral­nej - przypomnijmy budowanej na potrzeby zespołu szkół muzycznych - orkiestra Filharmonii nie może uzyskać prawdziwie symfonicznej pełni i głębi brzmienia, jakim zachwycałaby nas w takiej właśnie, przestronnej sali. Póki co, w najlepszym razie musimy zadowolić się samą muzyką (stłamszoną jak niegdyś pasażerowie w zatłoczo­nych autobusach), bez oprawy scenicznej, kostiumów, świateł, gry aktorskiej itp. Ta­kie myśli towarzyszyły mi na ostatnim koncercie całkowicie wypełnionym „Rigolettem", operę cieszącą się opinią najbardziej melodyjnej wśród trzydziestu paru dzieł scenicznych Verdiego (…) Mona więc tylko pogratulować wszystkim wykonawcom włącznie z orkiestrą  Filharmonii Białostockiej, a słuchaczom życzyć, by częściej występowała w roli zespołu operowego”. Jednym słowem – czekamy na „Operę Podlaską” i nawiązanie do tradycji białostockiego dworu Branickich. Może uda nam się dogonić w XXI wieku stulecie XVIII.

    Marcin Nałęcz-Niesiołowski rozpoczął energiczne starania, co odzwierciedla mój tekst z 10 września 2004 w „Małej Gazecie Muzycznej”:

      Może nie do wszystkich dotarła informacja o podjętych działaniach na rzecz utworzenia w Białymstoku Opery Podlaskiej. Przypomnijmy zaistniałe już fakty.

    9 lipca Janusz Kazimierz Krzyżewski - Marszałek Województwa Podlaskiego, Marek Strzaliński - Wojewoda Podlaski i Ryszard Tur - Prezydent Miasta Białegosto­ku, pod- pisali list intencyjny w sprawie podjęcia inicjatywy budowy w Białymstoku „Europejskiego Centrum Muzyki i Sztuki - Opera Podlaska”. W tym historycznym dokumencie czytamy m.in.: „Sygnatariusze porozumienia zgodnie oświadczają, że będą działać wspólnie na rzecz wypromowania idei i uzyskania poparcia dla tej inicja­tywy, zarówno wśród mieszkańców województwa podlaskiego, jak i też wszystkich tych osób, instytucji i organizacji, którym kultura regionu i miasta Białegostoku jest bliska. 

     Budowa „Europejskiego Centrum Muzyki i Sztuki - Opera Podlaska” w Białym­stoku jest zgodna z celami strategii rozwoju województwa podlaskiego i stanowi ele­ment rozwoju infrastruktury społecznej stosownie do potrzeb i aspiracji mieszkańców regionu. Inwestycja ta doskonale wpisuje się w rozwój życia społecznego, kulturalnego, naukowego i edukacyjnego miasta i regionu”.

      Przyjęto następujące ustalenia: 1. Rolę inwestora przyjmie Zarząd Województwa Podlaskiego, który będzie odpowiedzialny za przygotowanie inwestycji do współfi­nansowania i absorpcji funduszy strukturalnych Unii Europejskiej. 2. Prezydent Mia­sta Białegostoku podejmie wszelkie dopuszczalne prawem działania zmierzające do wyznaczenia atrakcyjnej lokalizacji inwestycji i przekazania terenu pod realizację zadania. 3. Wojewoda Podlaski będzie działać na rzecz pozyskiwania wsparcia ze strony parlamentarzystów województwa podlaskiego i Ministerstwa Kultury w zakre­sie uzyskania środków pomocowych na budowę „Europejskiego Centrum Muzyki i Sztuki - Opera Podlaska” w Białymstoku. 4. Funkcję koordynatora działań związa­nych z podjętą inicjatywą budowy „Europejskiego Centrum Muzyki i Sztuki - Opera Podlaska” w Białymstoku powierza się Dyrektorowi Filharmonii Białostockiej w Bia­łymstoku. Nakreślono również ramowy harmonogram budowy obiektu, który zakłada jego realizację na lata 2006-2008.

     List intencyjny rozesłano do 74 osób zaproszonych do uczestnictwa w Honoro­wym Komitecie Budowy. Znalazło się tam wielu luminarzy ze świata polityki i kultu­ry, m.in. prezydenci Ryszard Kaczorowski i Lech Wałęsa, marszałek Józef Oleksy, ministrowie Włodzimierz Cimoszewicz i Waldemar Dąbrowski, rektorzy wyższych uczelni, naczelni redaktorzy białostockich dzienników i wielu artystów. Ponieważ wśród tej elity znalazł się również Czesław Miłosz, wróżę dobrze tej inicjatywie. Nasz wielki poeta ma w tej chwili najlepsze dojście do Wszechmocnego Sprawcy najwięk­szych cudów.

19 lipca otrzymałem list od dyrektora Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego, a teraz również koordynatora tego wielkiego przedsięwzięcia, w którym m.in. pisze: .Planowana inwestycja ma mieć charakter wielofunkcyjny. Oprócz dominującego przeznaczenia muzycznego - przedstawień operowych, operetkowych, musicalowych, koncertów symfonicznych, kameralnych i recitali obiekt ten służyć będzie także jako miejsce odbywania się spektakli dramatycznych, projekcji filmowych, kongresów, sympozjów, wystaw, targów i innych imprez okolicznościowych... Scena operowa w tej części kraju - byłby to jedyny rodzimy teatr operowy na wschód od Wisły - przyczyniłaby się do wyrównania szans rozwoju tego regionu w Europie, pomogła podkreślić unikalny wielokulturowy charakter Podlasia oraz byłaby naturalnym pomo­stem współpracy kulturalnej pomiędzy Polską a wschodem Europy, w szczególności zamieszkującymi tam Rodakami. Ta nowa instytucja kulturalna w założeniu miałaby bowiem charakter i znaczenie ponadregionalne, ze szczególnym uwzględnieniem współpracy kulturalnej z Rosją, Białorusią, Ukrainą oraz krajami bałtyckimi.”

 

    Po kilku miesiącach, 4 lutego 2005 w recenzji pt. Koncert nadzwyczajny pisałem:

 

    Tego koncertu Filharmonii Białostockiej (14 stycznia) nie można nazwać inaczej jak nadzwyczajnym i to z kilku powodów naraz. Po pierwsze, spotkało się tego wie­czora dwóch wybitnych artystów: senior - Jerzy Maksymiuk i junior - Mariusz Patyra, którzy wykonali swój program z najwyższym mistrzostwem. Pierwszy swoją wiel­ką, światową karierę rozpoczynał przed 30 laty, drugi wtedy się urodził, a karierę na miarę swego wielkiego talentu rozwija dzisiaj, na naszych oczach. Po drugie, wielki nasz dyrygent przedstawił kolejną swoją kompozycję, szkoda tylko, że w ułamkowych wymiarach, bo jego dwóch pieśni (z zapowiedzianych w programie czterech) z cyklu „Czerwony księżyc” słuchałem z dużym zainteresowaniem; robiły wrażenie i wywoły­wały apetyt na dalsze. Wcale dobrze wypadła młodziutka solistka, jeszcze uczennica prof. Violetty Bieleckiej, Paulina Boreczko, która może do swego artystycznego ży­ciorysu wpisywać liczący się fakt debiutu z Jerzym Maksymiukiem i Orkiestrą FB.

    Po trzecie nie na każdym koncercie jest obecny minister kultury. Wystąpienie ministra Waldemara Dąbrowskiego, było tym ważniejsze, bo dotyczyło budowy Euro­pejskiego Centrum Kultury - Opery Podlaskiej. A ponieważ w dniu koncertu „Gazeta Współczesna” przeprowadziła kolejny atak na to przedsięwzięcie, zacytuję słowa Mi­nistra Kultury RP wypowiedziane w przepełnionej Sali Koncertowej Filharmonii, sło­wa ostatecznie przecinające wątpliwości redaktora naczelnego „Współczesnej”: - Do­kument ten [Regulamin Konkursu na opracowanie koncepcji urbanistyczno-architektonicznej Opery Podlaskiej - Europejskiego Centrum Muzyki i Sztuki w Bia­łymstoku] postrzegam jako wyraz waszego pragnienia życia w świecie na miarę, na jaką zasługujecie. Tu się nie czuje wykluczenia w kulturze, nie czuje się zapóźnienia Białegostoku. Tu w tej sali doświadczamy najgłębszego sensu kultury europejskiej. A nie zawsze to było dane Polakom (...) Dzisiaj jesteśmy po raz pierwszy na równych i z innymi prawach w rodzinie narodów Europy. I to, że możemy myśleć o tym bardzo praktycznie, nie tylko w sensie idei prawnej, to jest nic innego, jak realność naszej obecności w tej rodzinie dwudziestu pięciu państw europejskich. Polska nie była na­wet uczestnikiem Planu Marshalla po tym dramatycznym doświadczeniu historii „spuszczonej z łańcucha”. Nikt nigdy nam nic nie ofiarował. Los narodu i państwa był losem naznaczonym: dokonania ojca tracił syn; takie były okoliczności historii - trze­ba było odbudowywać. Dzisiaj po raz pierwszy w imię idei solidarności europejskiej do naszej dyspozycji stawia się ogromne fundusze. Fundusze, których mądre wykorzy­stanie będzie dla nas wspólnie i dla każdego z nas z osobna egzaminem z historii i egzaminem w historii, bo pozwoli nam uczynić Polskę krajem pierwszorzędnym. Głę­boko w to wierzę, że nas na to stać; nie zrobią za nas tego ani Czesi, ani Białorusini, ani Szwedzi, ani Francuzi.  To musimy zrobić MY! Mamy po temu szansę, a to [Regulamin Konkursu] jest dowodne świadectwo, że potrafimy zmierzyć się z tymi wyzwaniami, z tymi szansami i dać im konkretny wymiar – tak piękny jak ta sala, w której za chwilę zagra Orkiestra pod kierownictwem (i tu się Państwu pochwalę) mojego przyjaciela Jerzego Maksymiuka…

 

   Na razie zachwycaliśmy się brzmieniem muzyki w zrewitalizowanej sali, ale już wkrótce mogłem w „Ruchu Muzycznym” (24 lipca 2005 nr 15) napisać w recenzji pt. Białystok bliżej własnej opery:

 

    Ostatnie dwa koncerty sezonu Fil­harmonii Białostockiej (10 i 17 czerw­ca) przyniosły wiele wzruszeń. Na pierwszym Ryszard Karczykowski zaśpiewał arie operowe i operetkowe, a na bis canzonę Księcia „La donna e mobile” z Rigoletta Verdiego, która zabrzmiała wyjątkowo zawadiacko, wkomponowując się nie tylko w pro­gram koncertu, ale i w nastrój cało­ści. Był to bowiem wieczór tyleż po­godny, co pełen nadziei. Marszałek województwa podlaskiego Janusz Kazimierz Krzyżewski wraz z wice­prezydentem Białegostoku Marianem Blecharczykiem wręczyli dyplomy laureatom konkursu architektoniczne­go na Podlaskie Centrum Muzyki i Sztuki - Operę Podlaską. Przypomnę,że zwycięzcą konkursu został Marek Budzyński z Warszawy. Dwa wyróż­nienia otrzymała Justyna Zalewska; trzecie wyróżnienie - Jan Kabac (obo­je z Białegostoku), czwarte wyróżnie­nie przyznano niemieckiej firmie Schuster Architekten z Düsseldorfu.

    Prezydent Białegostoku w dniu koncertu przekazał inwestorowi – marszałkowi województwa podlaskie­go – teren pod budowę Opery. Na­strojowi chwili uległ też solista kon­certu [Ryszard Karczykowski], który przemówił do publiczno­ści, wyrażając nadzieję na szybkie zre­alizowanie inwestycji.

 

    Z recenzji pt. Blisko, coraz bliżej do Opery Podlaskiej z inauguracji sezonu 2005/2006:

 

    Pierwszy w nowym sezonie abonamentowy wieczór w Filharmonii był na poły oficjalny, na poły artystyczny. Każdą z dwu jego części poprzedzała słowno-celebracyjna uwertura. W pierwszej zostały wręczone aż 14 osobom z Podlasia meda­le „Zasłużony Kulturze - Gloria Artis”. Minister Waldemar Dąbrowski odznaczył złotym medalem malarza Andrzeja Strumiłłę. Srebrne otrzymali: Krzysztof Czyżew­ski (szef Ośrodka „Pogranicze” w Sejnach), białoruski publicysta Sokrat Janowicz, reżyser teatru lalek Krzysztof Rau, malarz Leon Tarasewicz, fotografik Wiktor Woł­ków, białoruski poeta Wiktor Szwed. Brązowe odznaczenia otrzymali zaś: rzeźbiarz Włodzimierz Naumiuk, szefowa Galerii „Arsenał" Monika Szewczyk, etnograf Zyg­munt Ciesielski, twórczyni Ośrodka Wzornictwa w Hajnówce Janina Jezierska, dyrek­tor Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu Kazimierz Uszyński, Lucyna Syty-Prokopiuk, kierowniczka biura koncertowego Filharmonii i Sergiusz Łukaszuk, wieloletni dyrek­tor Bielskiego Domu Kultury. Złotym medalem został również uhonorowany solista wieczoru Piotr Paleczny.

    Medal Gloria Artis został ustanowiony przez Sejm kilka miesięcy temu. Ma być odznaczeniem szczególnie prestiżowym i zastąpić przyznawane dotychczas odznaki: Zasłużony dla Kultury Polskiej i Zasłużony Działacz Kultury.

     Drugą część inauguracyjnego wieczoru rozpoczął obrazek z urzędowych gabine­tów. Na estradzie znalazł się stół, za którym zajęli miejsca minister kultury Waldemar Dąbrowski, marszałek Janusz Kazimierz Krzyżewski i członek zarządu województwa podlaskiego Jan Syczewski podpisując porozumienie o współfinansowaniu Opery i Filharmonii Podlaskiej - Europejskiego Centrum Kultury w Białymstoku. Na razie ministerstwo dołoży do budżetu 3 miliony złotych, a od roku 2007 - połowę potrzeb­nych środków. Dyrektorem powołanej 30 sierpnia nowej instytucji został Marcin Nałęcz-Niesiołowski. A zatem inauguracja sezonu artystycznego 2005-2006 stała się zarazem inauguracją Opery i Filharmonii Podlaskiej – Europejskiego Centrum Kultury w Białymstoku, na razie oczywiście, bez opery.

    Jeszcze kilka zdań z uroczystej inauguracji Opery i Filharmonii Podlaskiej:

 

    Minister Kultury Waldemar Dąbrowski po podpisaniu porozumienia o współfinansowaniu Opery i Filharmonii Podlaskiej: 

     Mam poczucie ogromnej satysfakcji, że mogłem przyczynić się do tego, że w Waszym mieście - stolicy regionu powstaje nowa ważna instytucja artystyczna. Ale tak naprawdę rodzi się fakt kulturowy i społeczny, który ma wszystkie cechy miastotwórcze; Białystok z tą instytucją będzie lepszym, ważniejszym miastem. To nie tylko dach, pod którym pojawią się artyście ze wszystkimi swoimi natchnieniami, pragnie­niami i talentami, ale także miejsce, które będzie promieniować milionem dobrych energii na Was wszystkich. Będziecie z tego dumni i będziecie szczęśliwi, że ten ro­dzaj waloru architektonicznego pojawi się w pejzażu Białegostoku. Wasze dzieci i dzieci Waszych dzieci po latach nie będą sobie wyobrażać Białegostoku bez tej in­stytucji tak, jak Nowojorczycy nie potrafiliby wyobrazić sobie Nowego Jorku bez Metropolitan Opera, Londyńczycy - Londynu bez Covent Garden. Jestem o tym naj­głębiej przekonany. Opera to korona kultury, to synteza wszystkich talentów i specjal­ności artystycznych. To zawsze miejsce, w którym geniusz toczy spór z geniuszem o kształt ideału, o sprawy najważniejsze, o to wszystko, co jest sensem ludzkiego ży­cia i naszych wspólnych pragnień. Fundujecie sobie taki Dom.

     Życzę Wam wszelkiej pomyślności! Jako minister kultury żegnam się z Wami, bo nie sądzę, żebym mógł się tutaj pojawić w horyzoncie swojej zamykającej się już kadencji. Zostawiam Was w sercu i wierzę, że nieraz jeszcze pojawię się w Operze Podlaskiej”.

    Żeby nie było zbyt łatwo odezwała się lokalna prasa:

    Zamysł budowy w Białymstoku Opery Podlaskiej wywołał różne komentarze, z których najbardziej kuriozalny okazał się głos „Gazety Współczesnej”. Trudno oprzeć się przekonaniu, że nasz dziennik nie jest entuzjastą podnoszenia kultury spo­łeczności Podlasia. Zastanawiam się, dlaczego? Czy może dlatego, że bardziej kultu­ralny mieszkaniec Podlasia przestanie kupować „Gazetę”? Redakcji (a przede wszyst­kim wydawcy) zależy więc na utrzymaniu kultury czytelnika na poziomie disco polo i hip-hopu z dbałości o własną kasę?

 

     Przedstawiam niżej ripostę na artykuł „GW" Włodzimierza Prokopiuka, profesora na Wydziale Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu w Białymstoku), zajmującego się szeroko pojętymi procesami i problemami kultury, autentycznego przy tym melomana.

 

    Głos polemiczny w związku z felietonem Opera w dżungli zamieszczonym w „Gazecie Współczesnej”

 

    Opera w dżungli. Jestem przekonany, że bardzo wielu mieszkańców związanych emocjonalnie z naszym miastem i regionem (i nie tylko zagorzałych melomanów) przeczytało ten tekst z niesmakiem. Napisał go nie byle kto, nie początkujący, lecz doświadczony dziennikarz, Redaktor Naczelny „Gazety Współczesnej” i Wiceprezes Zarządu w jednej osobie. Zastanawiam się, dlaczego tak napisał, komu chciał przysło­wiowo „dokopać”, dlaczego tyle tu tendencyjności, prześmiewczości, czarnowidztwa i ostrych metafor, bez zachowania przynależnego dziennikarzowi taktu, rozwagi i umiaru.

    Zastanawiam się i mam nieodparte wrażenie, że Panu Kruszewskiemu, piszącemu od łat Kromką wypadków umysłowych, tym razem samemu przydarzył się taki wypa­dek.

     Po pierwsze - dlaczego Białystok określany jest mianem dżungla (w domyśle dżungla muzyczna?) Obchody Jubileuszu 50-lecia Filharmonii Białostockiej dowodzą, iż jest to jeden z przodujących ośrodków kultury muzycznej w kraju, a bardzo miody Dyrektor Naczelny i Artystyczny Pan Marcin Nałęcz-Niesiołowski oraz zespół filharmoniczny prezentują nie całkiem przyzwoity poziom (jak napisano w felietonie), lecz poziom bardzo wysoki, o czym zaświadczają najwybitniejsi goście Filharmonii (dyrygenci, soliści, aktorzy, przedstawiciele Ministerstwa Kultury). Trzeba było posłu­chać, co powiedział o wykonaniu muzyki elegijnej przez naszych filharmoników w piątek 29 listopada wybitny aktor Pan Marek Kondrat, recytujący filozoficzne strofy Miłosza.

    Ale Białystok mógł stać się dżunglą wręcz buszem, gdyby nie ludzie wielkiego serca i umysłu (i nie tylko Białostocczanie). Jeden z najbardziej zasłużonych twórców obecnego kształtu Filharmonii Białostockiej Dyrektor Jan Kulaszewicz opowiadał melomanom, jaka była reakcja sekretarza ówczesnej PZPR na pomysł powołania Fil­harmonii. Po co to komu potrzebne? (miał wątpić ów sekretarz). Jak jest mi smutno, to biorę mandolinę i (jak w znanym filmie o Nikodemie Dyzmie) tibu di, tabu da!

    O teatrze muzycznym mówiło się w Białymstoku trzydzieści lat temu, był w stadium zatwierdzania projekt operetki, lecz wszystko rozbijało się o mur niezrozu­mienia ówczesnych władz dla wagi takich instytucji kultury, a nie o brak zapotrzebo­wania społecznego.

    W istocie, czy my Polacy mamy wciąż tkwić w jakimś chocholim uścisku świadomości fałszywej? W tekście pobrzmiewa groźna teza im gorzej tym lepiej. Domyślam się, że dla Redaktora Kruszewskiego jeszcze nie czas na „igrzyska”, na „prawdziwe igrzyska ducha”, bo „igrzyska” najniższej jakości rozkwitają w głębokim tzw. „terenie” w różnego rodzaju tancbudach, gdzie nasza młodzież kiwa się w rytm piosenek discopolowych do słów bara, bora, riki tiki, z czego oczywiście śmieją się z nas rodacy z województw zachodnich. Może więc czas zmienić proporcje pomiędzy ofertami kultury wysokiego i niskiego poziomu?

    A czego to nie rozumieją naraz Marszałek województwa podlaskiego, Prezydent Białegostoku, Dyrektor Filharmonii i Wojewoda Podlaski (którego jako decydenta Pan Redaktor nie był łaskaw zauważyć)? To przecież jakiś cud, że po raz pierwszy władze, które w świadomości społecznej przez lata całe zapisywały się jako największa przeszkoda ważnych inicjatyw w zakresie kultury wysokiej, dziś zdołały porozumieć się, ponad podziałami politycznymi. Zrozumiały więcej, niż komukolwiek się wydaje, nie tylko dzięki charyzmie i darowi przekonywania Dyrektora M. Nałęcz-Niesiołowskiego, a Pan Redaktor stara się tych ludzi dobrej woli zniechęcić. Dyrektor Filharmonii, który cieszy się uznaniem w wielu ośrodkach muzycznych naszego kraju, też może się obrazić i powiedzieć good bye, dżunglo (ale w innym sensie - w sensie „betonu” nie do przebicia! 

     Władze i Dyrektor dobrze widzą i rozumieją, że nadarzyła się nadzwyczajna okazja, by zacząć skutecznie pokonywać syndrom peryferyjności, który towarzyszy Polsce, nie mówiąc o naszym regionie, od średniowiecza, w tym sensie, że w całej swej historii więcej znacznie wzorów z zakresu kultury artystycznej, nauki, prawa, przemysłu, typu osadnictwa etc. przyjmowaliśmy niż wysyłaliśmy. Nasz region, nadal nie będąc centrum Polski (chociaż geograficznie jest centrum Europy) może stać się znaczącym importerem wartości kultury wysokiej na Wschód, tak jak, dla przykładu, promieniuje Wydział Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu w Białymstoku podejmując badania i cenne inicjatywy kulturotwórcze w zakresie pedagogiki wielo i międzykulturowej. A przy okazji przypomnijmy, ilu to było oponentów powołania w Białymstoku samodzielnego Uniwersytetu?

    Wróćmy do przysłowiowego chleba i igrzysk. Pierwsze miesiące unijnego życia Polski pokazały, że rolnicy produkują coraz więcej cieszącej się popytem Zachodu żywności, a więc nadchodzi czas sprzyjający igrzyskom Wbrew malkontenckiej posta­wie i czarnowidztwu Pana Redaktora Białystok w żadnej mierze nie stał się dżunglą a prawdziwym zagłębiem muzyki chóralnej, dzięki coraz bardziej usamodzielniającej się Białostockiej Filii Akademii Muzycznej im. F. Chopina i takim jej pasjonatom jak. na przykład, profesor Violetta Bielecka. Dynamicznie rozwijająca się kadra samo­dzielna w tej uczelni pomyślnie dokonuje reprodukcji wysokiej klasy muzyków i wo­kalistów dla szeroko pojętego ruchu muzycznego w regionie. Edukacja muzyczna pro­wadzona od lat prze Biuro Koncertowe Filharmonii obejmuje tysiące dzieci i młodzie­ży ze wszystkich poziomów edukacyjnych - od przedszkola po szkoły średnie. Jest więc zaplecze wrażliwych i racjonalnych odbiorców muzyki jako universum ludzkiego oraz są i będą coraz lepsze kadry dla przyszłych instytucji typu teatr muzyczny, ope­retka, estrada, nie wykluczając opery. Bo przecież nie cała to prawda, że w Białymsto­ku, jak pisze Pan Redaktor, będą budowali operę. Ma powstać (i daj dobry Boże, aby tak się stało) Europejskie Centrum Sztuki, a w nim, być może jako „korona”, po speł­nieniu wszystkich koniecznych warunków, Opera Podlaska, na miejscu straszącego dziś swoim zaniedbaniem amfiteatru, po którym w istocie, „jeno kozy skaczą". Dziw­ne, że dziennikarze „Gazety Współczesnej” nikogo, jak dotąd, nie zlinczowali za taki stan rzeczy! Centrum, w którym, z powodzeniem, może znaleźć miejsce Festiwal Mu­zyki Cerkiewnej, niewątpliwa perła kulturowa naszego regionu. Tu można będzie kon­tynuować wspaniale rozwijający się Ogólnopolski Przegląd Młodych Dyrygentów im. Witolda Lutosławskiego. Nikogo też nie powinno razić, że ważną funkcję w Centrum nadal będzie pełnić znany i uznawany od lat w Polsce i Europie Teatr Lalek oraz sto­sunkowo nowa na rynku kultury instytucja - multikino. Taka wizja przyszłości kultu­rowej trzystatysięcznego miasta wojewódzkiego jest ze wszech miar uzasadniona, zważając na różnicujące się potrzeby duchowe różnych grup wiekowych społeczeń­stwa. Co do pesymizmu w kwestii finansowania Centrum (opery), to sądzę, że będzie jak w strawestowanym przysłowiu naszych braci ze Wschodu - stać na krówkę, to będzie także stać na powróz. Najważniejsze, że jest wola najważniejszych sil politycz­nych (samorządowych) regionu, a mądre i dobrze uzasadnione projekty unijne też przynoszą (jak widać w przypadku polskiego rolnictwa) widoczne korzyści finansowe.

    Co oznacza kupa śmiechu, gdy mowa o sponsorach? Jak na razie pracownicy Filharmonii nie przymierają głodem i nie miała miejsca żadna zbiórka pieniędzy na ich pobory. W sytuacji permanentnego niedofinansowania sfery budżetowej przez państwo białostoccy sponsorzy zasługują na miano najwspanialszych Mecenasów Kul­tury i Sztuki i na pewno nie poskąpią środków, by wspomagać przyszłe Centrum. Na­leży wierzyć, że dzięki dobrej woli, jaką już okazały władze naszego regionu i miasta oraz hojni sponsorzy, do Filharmonii Białostockiej będą przyjeżdżali nadal najwyższej klasy wykonawcy. Doradzałbym nieśmiało, by Pan Redaktor, jako ten, który zalicza się do grona melomanów, a rozumiem, że także do autentycznych lokalnych patrio­tów, zajrzał do imponującego wydawnictwa 50 lat Filharmonii Białostockiej - pół wieku jak jeden dzień oraz by obejrzał wystawę fotogramów w foyer i kronikę Filhar­monii. Widać z tych źródeł, że mimo wielu bardzo krzywdzących dla naszego miasta opinii (zwłaszcza w regionach zachodniej Polski), że tu po ulicach żubry chodzą, naj­wybitniejsi twórcy ze świata, Europy i Polski z najwyższym oddaniem i miłością da­wali rozkosz duchową tysiącom prawdziwych melomanów z całego regionu. I gdyby publicysta „Współczesnej” bywał tam częściej niż raz na trzy lata sam by się o tym przekonał, jak napisał Pan Tomasz Ćwikowski w Notatce malkontenta – jeszcze o operze.

    Jest taka teza lansowana na Zachodzie medium is message.  Z niej wynika mądrość, by media jako czwarta władza, nie stawały w poprzek inicjatyw rodzącego się społeczeństwa obywatelskiego, lecz dbały o szlachetne przesłania, wzbudzając zdrowy dyskurs nad przyczynami i skutkami głębokich zapóźnień kulturowych na różnych płaszczyznach, w tym przypadku naszego miasta i regionu, w imię pro publico bono!

 

Białystok 11.11.2004                                                          Włodzimierz Prokopiuk

 

                                                                         (Z „Kroniki” „Tygodnika Muzycznego” 7.1.2005)

 

®

 

    Spór o Operę Podlaską sprawił, że zacząłem czytać „Gazetę Współczesną”, ale tylko jej wydania weekendowe, bo tam od pewnego czasu red. Konrad Kruszewski starał się niszczyć najpierw Dyrektora Filharmonii Białostockiej Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego, a następnie z uporem godnym lepszej sprawy atakuje zamysł budo­wy nowej placówki artystycznej i wszystko, co się z nią wiąże.

    W numerze 10 „GW” (14-16 stycznia) w felietonie „Niech zaśpiewa wojewoda”, starał się udowodnić, że w Operze Podlaskiej nie będzie miał kto śpiewać (stąd kąśli­wy tytuł). Za jedyną podstawę dla sformułowania tych profetycznych wynurzeń posłużył redaktorowi naczelnemu naszego poczytnego dziennika artykuł z innego poczytnego tygodnika „Wprost”. Proponuję lektury innych niemniej poczytnych pism, w których aż się roi od przeróżnych bzdur, sensacyjek i tego typu smakowitych kąsków, które służą zwiększeniu poczytności tytułu (czytaj: kasy). Aliści w poważnej dyskusji godzi się raczej korzystać z poważnych źródeł. Jeżeli autor artykułu w „Wprost” z dwóch incydentów wyciąga wniosek, że „w Polsce jest miejsce tylko na jedną wielką operę”, to gratuluję mu błyskotliwości i głębi intelektu. Polecam dwutygodnik „Ruch Muzycz­ny” i jego stałe działy: kalendarz operowy i recenzji operowych.

    Z pierwszego dowiedzieć się można (ostatni numer „RM” nr 2/2005), że w dniach 23 stycznia - 15 lutego br. w terenowych teatrach operowych (Bydgoszcz, Bytom, Gdańsk, Kraków, Łódź, Poznań, Szczecin i Wrocław) wystawiano 46 tytułów oper i baletów (nie liczę powtórzeń). Najaktywniejszy jest Teatr Wielki w Poznaniu (16 tytułów; dla porównania - stołeczna Opera Narodowa - 14 tytułów).

     W tym samym numerze „Ruchu Muzycznego” znalazłem też recenzje z obu wy­mienionych przedstawień: Damy Pikowej Piotra Czajkowskiego w Operze Narodowej i Adriany Lecouvreur Francesco Cilei w Teatrze Wielkim w Łodzi. Istotnie premiera warszawska Damy Pikowej zapisała się tym nieszczęsnym epizodem (choroba śpiewa­ka i brak zastępcy), natomiast w recenzji z Adriany Lecouvreur pióra wybitnego znaw­cy opery Jozefa Kańskiego znalazłem same pochwały („...przedstawienie Adriany Lecouvreur uwieńczone zostało ładnym sukcesem.” „...obraz ciekawego i ze wszech miar udanego przedstawienia”). Wybitny krytyk operowy wysoko również ocenił wszystkie role męskie. Jak to się ma do felietonu red. Kruszewskiego: „...w Łodzi męską partię [którą?!] w Adrianie Lecouvreur musiał wykonać sam reżyser spektaklu, bo solista zaniemógł. Sprowadzony zastępca był w stanie śpiewać tylko z nut z kanału dla orkiestry.”

    Z tych dwóch potknięć organizacyjnych (o ile drugie w ogóle miało miejsce), wyciąga felietonista wniosek, że w polskich teatrach operowych nie ma kto w śpie­wać! Po co więc budować jeszcze jedną, jak pisze w konkluzji swego felietonu, „piękną katastrofę”.

    Red. Kruszewski na poparcie faktu, że wie, o czym pisze, referuje także swoją wiedzę nabytą w Nowym Jorku w trakcie zwiedzania Metropolitan Opera. Konkludu­jąc swój wykład stwierdza, że ponieważ Nowy Jork jest miastem dużym, a Białystok małym, to i odpowiednio mniejszą winien mieć operę, ot, wielkości kina „Syrena”, z trzema osobami obsługi technicznej, jedną krawcową i jednym stolarzem.

    Ten ostatni wywód autora skłonił mnie do poważniejszego potraktowania takiego prostego porównywania Nowy Jork - Białystok.

    Oczywiście porównanie takie są bezsensowne, co więcej - szkodliwe, gdyż po­zornie tylko logiczne, ale logika to prymitywna, arytmetyczna. Wszyscy wiedzą, że takie teatry operowe jak właśnie Met, La Scala, Covent Garden, Wiener Staatsoper i jeszcze kilka, to najwyższa w świecie półka. Kontrakt czy choćby występ na takich scenach oznacza dla każdego śpiewaka wejście na szczyt światowej kariery. Ale poza tymi szczytami istnieje całkiem atrakcyjny krajobraz „równinno-wyżynny”. Świadczy o tym życie operowe naszego kraju i innych krajów europejskich. Codzienność opero­wa nie jest tam taka, jak maluje red. Kruszewski. Jasne że opera jest najkosztowniej­szą instytucja kultury, jednak tylko wtedy, kiedy w całości produkuje spektakle opero­we i jest to jedyne jej zadanie. Ale i tak wielka instytucja jak Opera Narodowa, wcale nie musi być tak droga. Pisał o rym w roku 1997 (Ruch Muzyczny nr 25 z 14 grudnia) Douglas Keegen, absolwent Akademii Muzycznej w Warszawie i studiów w dziedzi­nie biznesu na University of Calgary w Kanadzie. Pracował w dziale międzynarodo­wym Teatru Narodowego i jako doradca w firmie Business Menagement & Finance w Warszawie. W swoim artykule badał porównawczo funkcjonowanie ówczesnego Teatru Narodowego (dziś Opera Narodowa). Oto zestawienie porównujące zatrudnie­nie w roku 1996 w wybranych teatrach operowych.

 

 

Razem

Artyści

Technicy

Administracja

Inni

Razem

Teatr Narodowy

319

473

361

154

1307

British Royal Opera

270

300

150

100

820

Opera de Bordeaux

212

80

40

50

382

Los Angeles Opera

240

60

30

-

330

Seatle Opera

124

25

35

-

184

 Źródło: Opera America

    I jeszcze, dla porównania, kilka danych ekonomicznych z tych oper:

 

 

    Los Angeles też jest miastem niemałym (cały zespół metropolitalny liczy 14 531 530 mieszkańców), opera, nie tak sławna jak Met, ale podobno też dobra. Spójrzmy na liczby: najbardziej odpowiedni byłby model Opery de Bordeuax (najtańsze bilety, najwyższe dotacje od władz miejskich i rządowych, 3,5 razy mniej­sze zatrudnienie). Zatrudnienie może być znacznie niniejsze. Przecież przyszła Opera Podlaska nie musi w całości samodzielnie produkować przedstawień. Można korzy­stać z gotowych kostiumów, scenografii wytworzonych dla innych teatrów, gdzie ak­tualnie schodzą z afisza. Można też całość oprawy spektaklu przenosić np. z Opery Narodowej do Białegostoku. Możliwości zmniejszenia kosztów jest wiele, a dotych­czasowa inwencja dyrekcji Filharmonii Białostockiej w pozyskiwaniu sponsorów daje spore nadzieje w tym względzie.

     Na koniec jedna refleksja. W XVIII stuleciu Wenecja licząca wówczas 150 tysięcy obywateli miała aż 8 teatrów operowych. Co prawda nie było wówczas radia, telewizji i kina, ale jakże wysoko stała kultura. Nie było polemik, czy otworzyć gdzieś kolejną operę, każde większe miasto chciało mieć przynajmniej jeden teatr operowy. Toczyły się natomiast zażarte estetyczne spory między zwolennikami różnych stylów operowych, jak chociażby słynne „wojny” buffonistów, czy gluckistów z piccinistami. Oby i w Białymstoku zamilkły spory, czy Podlasianie dojrzeli do opery, a za kilka lat pojawiły się polemiki na temat kolejnych inscenizacji w Operze Podlaskiej.

 

(Z „Kroniki” „Tygodnika Muzycznego” 11.11.2005)

 

®

 

    Konkurs na projekt Opery Podlaskiej wzbudził szerokie zainteresowanie. Jakdonosiła ostatnio prasa do konkursu zgłosiło zamiar przystąpienia aż 47 zespołów. ..Są wśród nich czołowi twórcy polskiej architektury, m.in.: Marek Budzyński, bodaj naj­głośniejszy polski architekt, autor m.in. projektu siedziby Sądu Najwyższego, Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego czy zwycięskiego projektu Świątyni Opatrzności. Zgłosił się też z Paryża Stanisław Fiszer, autor projektu warszawskiego Gmachu Gieł­dy. Z Toronto chęć udziału zadeklarował Wojciech Gorczyński, wśród prac którego znajdziemy m.in. warszawską Ambasadę Kanady. To nie koniec - wziąć udział w konkursie chcą także m.in.: Krzysztof Chwalibóg, przewodniczący Polskiej Rady Architektury i przez dwie kadencje szef SARP-u, Idzi Łukaszewicz - były dziekan białostockiej architektury, obecnie w Nowym Jorku czy zamieszkała we Francji Maria Godlewska.

    Zgłosili się jednak nie tylko Polacy z zagranicy. Poza wspomnianymi, wpłynęło również pięć zgłoszeń z Niemiec, dwa z Austrii i jedno z Danii.” (...) Spośród zgło­szeń polskich najwięcej jest oczywiście z Białegostoku i Warszawy - po 12. Zgłosiło się jednak pięć zespołów z Wrocławia, po dwa z Łodzi i Katowic, a także pojedyncze zespoły z Sopotu, Krakowa i Poznania. Andrzej Chwalibóg, szef miejskiej planistyki, powiedział: - Konkurs będzie bardzo trudny i podejrzewam, że część zespołów „wyłoży się” na warunkach, które trzeba spełnić. Teren pod operę jest specyficzny, trzeba też wziąć pod uwagę wzgórze św. Magdaleny, istniejący już budynek Teatru Lalek. Samo rozwiązanie wszystkich tych problemów już będzie sukcesem, wyścig zespołów zejdzie więc na drugi plan. To dodatkowo sprawia, że ten konkurs jest tak ciekawy. A przy okazji mamy szansę na naprawdę ciekawy obiekt w naszym mieście.

(„Gazeta Wyborcza”)

 

(Z „Kroniki” „Tygodnika Muzycznego” 18.11.2005)  

®

 

Kolejna opera w Filharmonii Podlaskiej

(fragment recenzji koncertu 17.11.2006 r.)

    Dyrektor Marcin Nałęcz-Niesiołowski konsekwentnie rozbudza zainteresowania słuchaczy muzyką operową; w ten sposób buduje przyszłą publiczność teatru opero­wego, który lada chwila zacznie się materializować. Jednym nurtem tej działalności są wybitne filmy operowe prezentowane nieodpłatnie, drugim - estradowe wykonania oper w ramach programów abonamentowych. W ten sposób gościły już na Podleśnej m. in. Halka Stanisława Moniuszki, Rigoletto Giuseppe Verdiego, Eugeniusz Oniegin Piotra Czajkowskiego, Borys Godunow Modesta Musorgskiego, a w ubiegły piątek przyfrunął cudowny motyl z kraju kwitnącej wiśni - Madama Butterfly Giacomo Pucciniego. Za kilka tygodni Filharmonicy Podlascy zmierzą się z innym po­ważnym wyzwaniem artystycznym - pierwszym aktem dramatu Walkirii, drugiej części słynnej tetralogii Pierścień Nibelunga Richarda Wagnera. Ale to nie koniec: co i raz programy koncertów symfonicznych inkrustowane są to muzyką operową, to znów teatralną, wreszcie - filmową. Takich czekających nas jeszcze koncertów nali­czyłem aż siedem (na 16 ogółem). W ten sposób białostoccy melomani poznają w filharmonii całe połacie wartościowej muzyki scenicznej (i filmowej). Przy tym nie zaniedbuje się tutaj muzyki symfonicznej: od Jana Sebastiana Bacha po Witolda Luto­sławskiego (na poprzednim koncercie IV Symfonia, a na dzisiejszym Partita w wersji na skrzypce i orkiestrę symfoniczną).

    Podjęcie się wykonania „Madamy Butterfly” po tygodniowym cyklu prób to za­danie niemal szaleńcze, a jednak zwieńczone całkowitym sukcesem. Dla mnie praw­dziwym bohaterem tego wieczoru była Orkiestra Filharmonii Podlaskiej grająca pod batutą swego szefa Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego naprawdę porywająco, olśniewa­jąco, z tak wielkim ładunkiem emocji, że zatraciłem po pewnym czasie spojrzenie krytyczne, typowe dla recenzenta, stając się jedynie (a może aż) zafascynowanym słuchaczem. Taka była moc tej muzyki i tego wykonania. To zarazem najkrótsza i najlepsza recenzja tego koncertu – spektaklu. Bo mimo że bez kostiumów, bez scenografii, bez świateł, z ograniczoną do minimum grą aktorską, wykonanie tym silniej przemawiało sama muzyką…

®

10 III 2006

     Ponowny atak prasowy na budowę Opery Podlaskiej („Gazeta Wyborcza”, „Gazeta Współczesna” i „Kurier Poranny”) skłonił mnie do kontynuowania zawie­szonego w listopadzie ubiegłego roku „Tygodnika Muzycznego”. Chcę w ten sposób wnieść skromną cegiełkę przynajmniej w osłabienie siły niechęci wobec wspaniałego, szlachetnego i tak potrzebnego na Podlasiu dzieła. Jest to pierwszy - po przerwie -numer, w tym sezonie 12., od początku już 101.

                                                                      Stanisław Olędzki

Głos w sprawie opery Podlaskiej

 

     Ostatni tydzień karnawału białostocka prasa uczciła swoistą sambą, czy raczej „tańcem śmierci” zagranym poczętemu zaledwie dziecku podlaskiej kultury - Euro­pejskiemu Centrum Sztuki - Operze i Filharmonii Podlaskiej. Najpierw 23 lutego „Gazeta Współczesna" zaalarmowała: „Przed sesją Rady Miasta: Radni boją się, że w trakcie wydawania pozwolenia na budowę opery zostały złamane procedury. Chcą, by niejasności wyjaśniła prokuratura. Zawtórowała jej „Gazeta Współczesna”: ,,Decyzja prezydenta Tura w sprawie opery może trafić do prokuratury ...Pozwolenie na budowę Opery Podlaskiej zawiera wiele braków i uchybień — twierdzą białostoccy radni miejscy. Część z nich nawet chce, aby prawidłowość decyzji Ryszarda Tura zba­dała prokuratura.”

     Po tych krótkich salwach harcowników z prawdziwej kolubryny wypalił 28 lute­go „Kurier Poranny"” poświęcając „Tematowi tygodnia” pełne dwie kolumny pod zna­miennym tytułem „Mania wielkości czy nasza szansa". Najpierw rozstrzygnę krótko tę alternatywę: zdecydowanie nasza szansa. Zaraz będzie dowód. Najpierw przedsta­wię argumenty przeciwników.

    Po znanej już inwokacji („Budowa opery jeszcze się nawet nie zaczęła, a już po­szły na nią ponad 4 miliony złotych! A już atmosfera się zagęszcza i słychać, że sprawąpowinien zająć się prokurator (...)”, autor Tomasz Żukowski oddaje pierwszą salwę w sprawców tego przedsięwzięcia (Prezydent Ryszard Tur, Marszalek Janusz Krzyżewski i Dyrektor Marcin Nałęcz-Niesiołowski; należałoby tu dopisać jeszcze kilkadziesiąt nazwisk rzeczników tego pomysłu - wchodzących w skład „grupy inicja­tywnej”), nazywając kampanię na rzecz opery „bezmyślną i ślepą lawiną”, która „nie patrzy, gdzie spada, pędzi przed siebie, niszczy wszystkie przeszkody”. I bardzo do­brze, że pędzi (szybka realizacja planów), dobrze że niszczy też wszystkie przeszkody (w tym różne nieżyciowe przepisy - o tym za chwilę). Ale że jest bezmyślna?! Kto tu jest bezmyślny - wyjaśniam:

    Bezmyślni są raczej ci (część radnych miejskich), którzy nie doceniają zasłużonego awansu kulturowego mieszkańców Podlasia z chwilą rozpoczęcia działalności Cen­trum, a zwłaszcza samej Opery Podlaskiej. Mniej im się dziwę, bardziej współczuję; należą zapewne do tzw. pokolenia głuchych, które ufundowała najpierw Polska Ludo­wa, a obecnie Najjaśniejsza Rzeczpospolita (Trzecia) Nie zamierzam nikogo obrażać; „pokolenie głuchych” to nie inwektywa, to ułomność niezawiniona przez naszych rajców miejskich. „Pokolenie głuchych” to nieszczęsne ofiary, które zostały tak ufor­mowane przez polski system edukacyjno-wychowawczy, że pozostają niewrażliwe na muzykę, a co gorsze, nie rozumieją znaczenia muzyki w formowaniu osobowości lu­dzi i całych społeczeństw.

    W odróżnieniu od innych krajów europejskich i pozaeuropejskich (szczególnie Japonii), nie tylko nie docenia się u nas znaczenia muzyki, wychowania muzycznego w kształtowaniu właściwych postaw, umiejętności, kreatywnych zdolności i całego szeregu innych cech charakterologicznych pożądanych w wolnych demokratycznych społeczeństwach. Nie można odrywać sukcesów ekonomicznych takiej chociażby Japonii od jej sukcesów w dziedzinie upowszechniania muzyki (słynny system Yama­ha). W Polsce muzykę artystyczną eliminuje się, spycha do enklaw (gett), niszczy, a w najlepszym wypadku - nie docenia. Popatrzmy na miejsce muzyki klasycznej na antenie radia i telewizji (poza enklawami programu II PR i kanału TVP Kultura) lub w naszej prasie (fachowe recenzje i inne formy). Te permanentne, wieloletnie zanie­dbania potwierdziły badania socjologiczne, które na marginesie ujawniły wstydliwy fakt: nawet w środowiskach inteligenckich nie wypadało przyznawać się do nie czyta­nia książek, za to w dobrym tonie było przyznawanie się, że nie rozumie się muzyki klasycznej, już o współczesnej nie wspominając. Źródłem tego jest brak powszechne­go wychowania muzycznego. Zjawisko to powoduje nawarstwienia: jedne pokolenie głuchych wychowuje następne itd.

    Opera jako gatunek muzyczny z racji swej popularności i komunikatywności (docieranie do wrażliwości estetycznej odbiorcy kilkoma kanałami naraz) jest w pol­skiej niewesołej rzeczywistości - może być i u nas (!) - skutecznym środkiem prze­rwania takiej „ślepej lawiny”, lawiny nieuctwa i braku kultury muzycznej. Można by się spodziewać, że kto jak kto, ale właśnie radni, wybrani przez miejską społeczność, będą czynili wszystko, by tej społeczności pomóc, by reprezentować jej interesy w dziedzinie wyrównywania tych zaniedbań. Że wreszcie i będą sobie pomagać, bo przecież życie w społeczności kulturalnej powinno być również celem ich działalności - tak jak to się dzieje w innych miastach.

    Co do tytułowej „manii wielkości”: są w Polsce inne, mniejsze miasta, mające jednak od wielu lat bardzo mądrych rajców, mądre władze, niezależnie od rządzących opcji, a nawet ustrojów. Mógłbym sypnąć dziesiątkiem przykładów. Jednym z dobrze mi znanych jest Słupsk. Tam kilkadziesiąt lat temu, postanowiono utworzyć festiwalo­we centrum polskiej pianistyki. Już słyszę głosy naszych radnych i niektórych dzienni­karzy: po co to komu było potrzebne, nie mieli na co wydawać pieniędzy, w powiato­wym miasteczku itp. itd. Byłem w Słupsku w roku 1979 jako stały współpracownik miesięcznika „Kontrasty” (za czasów Klemensa Krzyżagórskiego było to pismo roz­chwytywane na rynku ogólnopolskim, potem celowo zniszczone na życzenie niektó­rych przedstawicieli naszej elity intelektualnej popieranej przez ówczesną elitę wła­dzy). W redakcyjnej ankiecie na temat „Czy prowincja ma szansę?” wypowiedzieli się m.in. tej miary intelektualiści jak Bogdan Suchodolski, Włodzimierz Pawluczuk, Ju­lian Kawalec, Jerzy Kmita, Bogdan Kunicki, Edmund Osmańczyk, Walery Pisarek, Andrzej Sadowski, Andrzej Siciński, Jan Szczepański, Jerzy Topolski, Wojciech Żukrowski. Ja pisałem właśnie o Słupsku, który jako miasto powiatowe nie tylko stwo­rzył ważny w skali kraju fakt kulturowy, ale potrafił (bo chciał) uczynić z Festiwali Pianistyki Polskiej koło zamachowe rozwoju kultury tak muzycznej jak i ogólnej. Fe­stiwal niejako wymusił utworzenie Orkiestry, której pierwszym dyrygentem został młodziutki wówczas, a dzisiaj znany szeroko w świecie Grzegorz Nowak.

    Tymczasem z obszernego artykułu Tomasza Żukowskiego dowiadujemy się o kręgu prawdziwych zainteresowań radnych, ujawnianych na hasło „Opera w Bia­łymstoku”. Są to zainteresowania typowe dla tzw. strajku włoskiego: należy trzymać się tak ściśle przepisów, aby uniemożliwić rozpoczęcie inwestycji. A jeśli nie roz­poczniemy, to i nie skończymy! I o to chodzi. Będą pieniądze na dożywianie ubogich (a jak donosiły ostatnio media, miliony złotych na ten cel są na Podlasiu niewykorzy­stywane), będą pieniądze na ulice, multikino, parkingi itd. To oczywista demagogia. Radni czepiają się np., że prezydent wydał pozwolenie na budowę opery bez decyzji „o środowiskowych uwarunkowaniach na realizację przedsięwzięcia”. Ponoć radni zarzucają prezydentowi, że wymaga takiego zezwolenia w wypadku centrum handlowo-rozrywkowego, jakby nie rozumieli różnicy w gatunkach klienteli obu tych cen­trów. Na moim osiedlu jest nie centrum nawet, lecz pawilony handlowe i to w sąsiedz­twie komendy policji (ul. Antoniukowska), a we wnękach pawilonów i na zewnątrz (zależnie od pogody) stale straszą podchmieleni, niedomyci piwosze.

    Takich drobiazgowych zastrzeżeń radni (ciekawe, jak liczna jest ich grupa?) wysu­wają wiele. Nie do mnie należy ich wyjaśnianie i rozwiewanie wszystkich wątpliwo­ści. Wniosek nasuwa się jeden i poraża swą oczywistością. Radnym Białegostoku nie zależy na tej inwestycji, nie zamierzają widocznie w przyszłości chodzić do Opery Podlaskiej. Wszędzie widzą tylko przeszkody, węszą przestępstwo, starszą prokurato­rem. Nie chcę takich radnych. Chcę radnych takich jak w powiatowym Słupsku, któ­rzy nie tylko zrozumieli wizjonerskie inicjatywy artystów-muzyków, ale i robili wszystko, by wspólnie pokonać wszystkie przeszkody, by cel został jak najszybciej osiągnięty. Wydaje się, iż w Białymstoku radni nade wszystko preferują przepisy. A przepisy, jak przepisy, są dobre, jeśli służą słusznym, tj. dobrym celom.

    Całe życie zawodowe pracowałem w dziedzinie kultury, częściowo jako administrator (Urząd Wojewódzki, 15 lat kierowałem Zespołem Placówek Kształcenia Artystyczne­go). Niejeden raz życie zmuszało mnie do naciągania i omijania przepisów. Gdybym ściśle trzymał się wszystkich przepisów kultura polska poniosłaby ewidentne straty: nie byłoby kilku wybitnych śpiewaków i jednego wybitnego młodego kompozytora, dla których - wbrew przepisom - utworzyłem w Liceum Muzycznym odpowiednie wydziały. Nie byłoby też i samego Liceum Muzycznego, które utraciło formalne racje bytu w wyniku kolejnych reorganizacji systemu oświaty.

    Również niemal całe życie byłem obserwatorem powstania (1954) i dalszego rozwoju pierwszej na Białostocczyźnie instytucji muzycznej - Białostockiej Orkiestry Symfonicznej, zrazu amatorskiego zespołu, który przez pięćdziesiąt lat ciężkiej pracy kilku pokoleń muzyków instrumentalistów i kilku dyrektorów - dyrygentów osiągnął obecnie poziom częstokroć dorównujący dobrym orkiestrom europejskim. Obecnie Orkiestra Filharmonii i Opery Podlaskiej przygotowuje i wykonuje naprawdę wspa­niale nie tylko muzykę symfoniczną, ale i całe opery (w wykonaniu koncertowym), zaprasza do przebudowanej sali kameralnej na występy artystów o renomie europej­skiej (ostatnio Urszula Kryger i Piotr Pławner). Co więcej, dyrektor Marcin Nałęcz-Niesiołowski to wielki talent łączący w sobie wyjątkowe predyspozycje tak do muzyki symfonicznej jak i operowej. Wprost genialnie czuje frazę wokalną, jest przecież nie tylko znakomitym dyrygentem, lecz również śpiewakiem i altowiolistą. Takiego skar­bu muzycznego Białystok jeszcze nie miał. A przy tym to znakomity, wizjonerski menadżer. Nie zniechęcajmy go, pomagajmy i życzliwie doradzajmy!

W ślad za rozwojem artystycznym, organizacyjnym i materialnym Filharmonii Białostockiej i Podlaskiej powstało nowe zjawisko kulturowe - szerokie audytorium, żywy rezonans społeczny, zapotrzebowanie na wszystkie gatunki muzyki (kameralnej, symfoniczno-koncertowej, operowej, a nawet jazzowej). To wynik przemyślanej, sys­tematycznej pracy upowszechnieniowej prowadzonej w przedszkolach i szkołach od kilkudziesięciu lat. I oto przyszła kolej na kolejny krok, zupełnie naturalny - wynik owej pracy - danie mieszkańcom miasta i regionu niecierpliwie oczekiwanej instytu­cji, która będzie miała jeszcze szerszy społeczny zasięg oddziaływania. Opera to na­prawdę nie „mania wielkości” to mania naturalnego rozwoju, mania rozsądku i mądro­ści, mania miłości do muzyki, miasta i jego mieszkańców. Opera Podlaska to nawet nie awans, to po prostu paląca potrzeba kulturalna. Zwykli ludzie chcą coraz bardziej żywej muzyki, w tym wystawianych wreszcie w pełnej krasie oper, operetek, musica­li. I nikt temu naturalnemu trendowi przeszkodzić nie zdoła, ani rajcy, ani czwarta siła – media. Karawana pojedzie dalej, nawet nie zatrzymując się. Zaś samemu dyrektoro­wi dyrygentowi Marcinowi Nałęcz-Niesiołowskiemu szykujcie szanowni rajcy raczej miejsce na pomnik, niż krzesło u prokuratora. I nie ośmieszajcie się przed wa­szym elektoratem.            

                                                                                                 Stanisław Olędzki

 

PS. To pełny tekst rozesłany do białostockich mediów w poniedziałek 6 III br.[2006]

 

®

28.IV.2006

     Najdonioślejszym wydarzeniem nie tylko tygodnia, miesiąca, czy nawet roku, ale na pewno kilku ostatnich lat była sobotnia (22 IV) uroczystość wmurowania kamienia węgielnego pod budowę gmachu Opery i Filharmonii Podlaskiej - Europejskiego Cen­trum Sztuki, w miejscu przyszłej budowy przy ul. Kalinowskiego w Białymstoku.

     Uroczystość rozpoczęła się w Sali Kameralnej Filharmonii od wykonania przez Krzysztofa Trzaskowskiego Andante spianato i Wielkiego Poloneza Es-dur op. 22 Fryderyka Chopina i zaprezentowania na ekranie szczegółowych planów obiektu, któ­re komentowali główny projektant prof. Marek Budzyński i Maciej Wojciechowski (ten drugi przedstawiał szczegółowe rozwiązania techniczne wnętrza Opery Podla­skiej).

Głos zabierali też inicjatorzy tego wielkiego przedsięwzięcia: gospodarz spotkania Dyrektor Marcin Nałęcz-Niesiołowski, Marszałek Województwa Podlaskiego Janusz Kazimierz Krzyżewski, a także Wiceminister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Ja­rosław Selin („...będzie to najważniejsza placówka kulturalna na wschód o Wisły ... Od września ubiegłego roku wspólnie ponosimy odpowiedzialność za tę inicjaty­wę...”)

    Na miejscu przyszłej budowy, opodal Białostockiego Teatru Lalek, po powitaniu przez Dyrektora Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego wszystkich gości i obserwatorów, akt erekcyjny odczytał Grzegorz Puchalski (klarnecista Orkiestry Opery i Filharmonii Podlaskiej):

    Akt Erekcyjny siedziby Opery i Filharmonii Podlaskiej - Europejskiego Centrum Sztuki w Białymstoku przy ul. Kalinowskiego z dnia 22 kwietnia A.D. 2006, gdy Mini­strem Kultury i Dziedzictwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej był Kazimierz Mi­chał Ujazdowski, godność Arcybiskupa Diecezji Białostockiej piastował Jego Eksce­lencja Najdostojniejszy Ksiądz Arcybiskup dr Wojciech Ziemba, godność Ordynariu­sza Diecezji Białostocko-Gdańskiej Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosław­nego piastował Jego Ekscelencja Najprzewielebniejszy Jakub Biskup Białostocki i Gdański, funkcję Marszałka Województwa Podlaskiego pełnił Janusz KazimierzKrzyżewski, godność Wojewody Podlaskiego dzierżył Jan Dobrzyński, urząd Prezy­denta Miasta Białegostoku sprawował Ryszard Tur, inicjatorem budowy był Marcin Nałęcz-Niesiołowski Dyrektor Naczelny i Artystyczny Filharmonii Białostockiej w latach 1997-2005, a w dniu uroczystym władza Opery i Filharmonii Podlaskiej — Europejskiego Centrum Sztuki w Białymstoku spoczywała w rękach Dyrektora Naczel­nego i Artystycznego Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego.

     Mocą uchwały Zarządu Województwa Podlaskiego, po uzyskaniu akceptacji władz Województwa Podlaskiego i Miasta Białegostoku oraz wsparcia z funduszy Unii Europejskiej postanowiono:

    Realizację budynku nowej siedziby Opery i Filharmonii Podlaskiej - Europejskie­go Centrum Sztuki w Białymstoku według projektu architekta prof. Marka Budzyńskie­go zwycięzcy Konkursu Architektonicznego rozpocząć.

 

     Zgodność powyższego z prawdą stwierdzając podpis swój składają:

  • w imieniu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Rzeczypospolitej Pol­skiej - Wiceminister Jarosław Selin (powiedział m.in.: „W życiu kulturalnym najważniejsze są ambicje. Wasze władze zdecydowały się na bardzo ambitny projekt, który otrzymał też realne wsparcie Państwa Polskiego, Rządu Pol­skiego, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa narodowego. Projekt, który – jak wierzę głęboko — zrealizowany, będzie chlubą i będziemy się nim szczycić; będzie to najprawdopodobniej najważniejsza placówka kulturalna we wschodniej Polsce. Ambicje tego projektu można mierzyć też czasem. Przecież pomysł pojawił się niecałe dwa łata temu, a dzisiaj mamy ten wielki dzień wmurowania kamienia węgielnego. Jak słyszę od władz i projektantów, jest możliwość zrealizowania tego projektu w ciągu 2-3 lat. Dzisiaj nawet ktoś ambitnie powiedział, że być może pierwsza premiera w tym obiekcie odbędzie się w okolicach Bożego Narodzenia 2008. Jako człowiek, który dużo jeździ po Polsce i np. niedawno odwiedzał miasta, których nazw nie wymienię, gdzie zdarza się, że obiekty kulturalne budowane są od 30 lat, muszę powiedzieć, że jest to zamierzenie niezwykle ambitne. Życzę Państwu, żeby to się rzeczywiście udało i już się wpraszam na tę pierwszą premierę w tak szybkim terminie. Dziękuję bardzo.”)

  • Arcybiskup Archidiecezji Białostockiej Jego Ekscelencja Najdostojniejszy Ksiądz Arcybiskup dr Wojciech Ziemba (powiedział m.in.: „Przede wszystkim składam miastu i organizatorom wielkie gratulacje za podjęcie tej inicjatywy. Władze samorządowe i miejskie zachęcam, aby zanotowały nazwisko dyrekto­ra i inicjatora budowy Opery i Filharmonii Podlaskiej Pana Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego, bo na pewno po ukończeniu tej inwestycji otrzyma i powi­nien otrzymać bardzo wysokie miejsce w hierarchii tych wszystkich, którzy są zasłużeni dla tego miasta i dla tego regionu. Panu Dyrektorowi inicjatywy gratuluję i życzę, aby doprowadził ją do szczęśliwego końca.”);

  • Ordynariusz Diecezji Białostocko-Gdańskiej Polskiego Autokefalicznego Ko­ścioła Prawosławnego Jego Ekscelencja Najprzewielebniejszy Jakub Biskup Białostocki i Gdański (m.in. powiedział: „W mediach było bardzo dużo. o tym spornym terenie, na którym będzie wznosiła się przyszła Opera. Znajdujemy się na miejscu, gdzie przebiegała uliczka, a po obu jej stronach były cmenta­rze. Dzisiaj jest Wielka Sobota i jak nigdy przypominamy wszystkim, że te kości, które znajdują się w ziemi, kiedyś powstaną z martwych, żeby triumfo­wać, królować razem z Triumfującym Chrystusem, który zwyciężył śmierć. Tutaj na tym miejscu leży wiele kości. Część, na której ma stanąć Opera zo­stała już wcześniej zniwelowana i są tam obecnie siedzenia amfiteatru.... Otóż, chcę powiedzieć tutaj wszystkim: do zniszczonego terenu nie rościmy pretensji, bo nie o to chodzi, żeby odzyskać teren, ale o to, żeby uszanować ten teren, gdzie jeszcze leżą kości. Gratuluję dzisiaj Panie Dyrektorze Panu tej inicjatywy i tej siły, którą Pan posiada i która pozwala mieć nadzieję, że w krótkim rzeczywiście czasie będziemy uczestniczyć w pierwszym występie opery i chóru, którego zadatki już widzimy i słyszymy.)[W tym momencie Chór Opery i Filharmonii Podlaskiej wykonał Hymn do św. Stanisława Gaude Mater Polonia.]

  • Marszalek Województwa Podlaskiego Janusz Kazimierz Krzyżewski („... 22 kwietnia 2006 to Wielka Sobota nie tylko dla wyznawców prawosławia. Mam nadzieję, że ten dzień przejdzie do historii miasta i regionu jako dzień znaczą­cy dla jego rozwoju, a zwłaszcza perspektywy rozwoju kultury i sztuki. Na początku każdej realności było słowo. Te słowa padły przed niespełna dwoma łaty i dzisiaj mamy przyjemność uruchomienia procesu inwestowania, czyli przekucia słów w czyny. Mam nadzieję, że czas, który nas dzieli od zakończe­nia procesu inwestycyjnego, nie wyczerpie cierpliwości mieszkańców Białego­stoku, a zwłaszcza melomanów. Pragnę serdecznie podziękować wszystkim sojusznikom tego przedsięwzięcia, tej inicjatywy. Rzeczywiście, działaliśmy wyjątkowo zgodnie. Dość powiedzieć, że czas, który dzieli to słowo od czynu rzeczywiście jest historycznie krótki. Chciałbym wyrazić przekonanie, że taki sojusz będzie trwał w trakcie całego procesu inwestycyjnego, przedsięwzięcia niezmiernie skomplikowanego, lecz niewątpliwie nie przekraczającego poten­cjału organizacyjnego, energii, wytrwałości władz miasta i województwa. Przed wmurowaniem kamienia węgielnego trzeba wyrazić życzenie, by Pan Marcin Nałęcz-Niesiolowski w dostrzegalnej perspektywie mógł poprowadzić pierwsze inauguracyjne przedstawienie « Strasznego dworu». Zapraszamy!”);

  • Prezydent Miasta Białegostoku Ryszard Tur: „Kiedy dziś wspominamy podję­cie inicjatywy budowy Opery i Filharmonii Podlaskiej, wydawało nam się wówczas, że ten obiekt powstanie znacznie później. Dzięki wielkiemu zaanga­żowaniu Pana Dyrektora Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego już dzisiaj możemy dokonać wmurowania kamienia węgielnego. Jestem przekonany, że ten piękny obiekt będzie wykorzystywany nie tylko dla celów operowych, ale również na inne cele. Jestem przekonany również, że powstanie tego obiektu przyczyni się do porządkowania, zagospodarowania otoczenia dzisiaj tak bardzo jeszcze zniszczonego. Tym samym nasze miasto, nasz krajobraz miejski znacznie wy­pięknieje. Przede wszystkim jednak gratuluję i dziękuję Panu Dyrektorowi za podjęcie tej inicjatywy i kontynuowanie jej teraz już na etapie realizacji.”

  • Wicemarszałek Senatu Rzeczypospolitej Polskiej Krzysztof Putra (powiedział m.in.: „Przede wszystkim chciałem pogratulować Panu Dyrektorowi Marcino­wi Nałęcz-Niesiołowskiemu świetnego pomysłu i tej energii, werwy w działa­niu. Chciałem też podziękować Samorządowi Województwa i Samorządowi Miasta Białegostoku, a przede wszystkim Panu Ministrowi Kultury, który zechciał tę inicjatywę wesprzeć. Podlasie potrzebuje jak świeżego powietrza dobrych inwestycji, które będą przyciągały do nas inwestorów. Trzeba pamię­tać, że inwestowanie w kulturę, w takie przedsięwzięcia jak Opera i Filharmo­nia Podlaska, jest niezwykle istotne. My jako parlamentarzyści będziemy to wspierać. Mam też nadzieję, że będzie harmonia we współpracy w realizacji tej inwestycji. Tego szczerze życzę i mam nadzieję, że spotkamy się w jeszcze większym gronie już na otwarciu, na pierwszym przedstawieniu.”);

  • Przewodniczący Sejmiku Wojewódzkiego Zbigniew Karol Krzywicki: „Zdarzyło się — myślę, że szczęśliwie dla mieszkańców Białegostoku i województwa — że w jednym czasie, w jednej sprawie spotkała się pewna grupa ludzi; myślę o Panu Dyrektorze Marcinie Nałęcz-Niesiołowskim, o Panu Marszałku Krzyżewskim, o Panu Prezydencie Turze i Ministrze Kultury - tym poprzednim Waldemarze Dąbrowskim, jak i obecnym - Kazimierzu Michale Ujazdowskim oraz obecnym tutaj Wiceministrze, który dal pewien sygnał, że jest bardzo blisko naszej idei. Na czym polega całe szczęście? Na tym, że ponad wszystkie możliwe funkcjonujące i szalejące ponad Polską podziały, dla tej grupy ludzi staną się niezwykle ważną jedną sprawą. O ile na Podlasiu mamy pewną tra­dycję dogadywania się, to w wymiarze krajowym zaistniał sygnał historycznej ciągłości. A ponieważ dotyczy to kultury, to tego sygnału przecenić się nie da. Gratuluję wszystkim mieszkańcom Białegostoku i województwa, zwłaszcza tym, którzy nie wątpią, że marzenia mogą się spełniać. Dziękuję Panu Mini­strowi Ujazdowskiemu i Panu Ministrowi Selinowi, bo rozumiem, że Opera Podlaska ma wielką przyszłość i to jeszcze za naszego życia.”

  • Główny projektant prof. Marek Budzyński (m.in. powiedział: „Padło tu już wicie wspaniałych słów o więzi, które wskazywały na ogromną wolę budowy tego dzieła. Ja wierzę, że to dzieło powstanie i ta wola się utrzyma i za trzy łata rzeczywiście przyjdziemy na ten «Straszny dwór»”);

  •  Dyrektor Naczelny i Artystyczny Opery i Filharmonii Podlaskiej Marcin Nałęcz-Niesiołowski: „Chciałbym gorąco podziękować z całego serca za tak wiele miłych słów, które usłyszałem. Proszę mi jednak wierzyć, że inicjatorów jest zdecydowanie więcej niż tylko moja skromna osoba i wcale się teraz nie kry­guję. Mam nadzieję też, że tych inicjatorów i sympatyków będzie coraz więcej. Zmieniajmy rzeczywistość i bądźmy szczęśliwi, że żyjemy w czasach, kiedy możemy to robić. Potrzeba tylko wytrwałości, chęci no i naszej ciężkiej pracy. Chciałbym dzisiejsze spotkanie zakończyć słowami z mojej wypowiedzi w do­datku do dzisiejszego numeru ‘Rzeczpospolitej’:

         »Mam świadomość, że w pewnym sensie i tak jesteśmy na początku drogi, że do stworzenia pełnowartościowego miejsca kreowania sztuki potrzeba będzie jeszcze ogromu sil i wytrwałości. Jednak życzliwość i pomoc, jaką dotychczas otrzymałem od osób czynnie zaangażowanych w proces inwestycyjny oraz sympatyków idei, a nade wszystko moje głębokie przekonanie o potrzebie rozwoju Polski w nadchodzących latach także poprzez kulturę, pozwalają mi z głęboką nadzieją wierzyć w sukces całe­go przedsięwzięcia.«

        Jeszcze raz z całego serca bardzo dziękuję i mam nadzieję, że na przełomie czerw­iu i lipca rozpoczniemy prace budowlane tu, gdzie stoi aktualnie amfiteatr.”

         Na koniec ceremonii uroczyście zwinięto podpisany Akt Erekcyjny, włożono w specjalny pojemnik w kształcie tuby i osoby, które podpisały się pod nim, zamurowały go symbolicznymi cegłami. Chór Opery i Filharmonii Podlaskiej towarzyszył temu uroczystemu aktowi pieśnią „Sto łat”.

    („Tygodnik Muzyczny” – Kronika 28.IV.2006)

     

    ®

    5.V.2006

     

         Wmurowanie kamienia węgielnego pod budowę Opery i Filharmonii Podla­skiej - Europejskiego Centrum Sztuki pozostaje wraz z otaczającymi wydarze­niami nadal w centrum uwagi „Tygodnika Muzycznego”. Takim ważnym wyda­rzeniem był również dodatek do dziennika „Rzeczpospolita" z dnia 22-23 kwiet­nia br. [Nr 95 (7389)], zawierający szereg interesujących materiałów na ten temat.

         Dzisiaj przytaczamy z tego źródła rozmowę z Ministrem Kultury i Dziedzic­twa Narodowego Kazimierzem Michałem Ujazdowskim, przeprowadzoną przez Elżbietę Południk.

     

         Co wpłynęło na to, że Ministerstwo Kultury zdecydowało się współprowadzić od tego roku Filharmonię Białostocką i współfinansować budowę opery?

         Kazimierz Michał Ujazdowski: - Kierujemy się podwójnym motywem. Jeste­śmy przekonani o wysokim poziomie artystycznym Filharmonii Białostockiej. Chodzi też o absolutnie świadomą decyzję dowartościowania regionu, który był przez cale lata traktowany jako margines mecenatu państwa. Myślę tu o całej ścianie wschodniej. Kierowaliśmy się więc przekonaniem o konieczności dowartościowania instytucji na obszarze pod wieloma względami zaniedbanym, również w sferze kultury.

         Ten sam motyw leży u podstaw bezpośredniego zaangażowania Ministerstwa Kultury w budowę nowoczesnego kompleksu gmachów Opery i Filharmonii Podla­skiej. We wschodniej Polsce przez kilkadziesiąt lat nie przeprowadzono żadnej dużej inwestycji w sferze kultury. Dlatego będziemy wspierać budowę lego obiektu.

         To będzie jeden z najnowocześniejszych obiektów w kraju, a na pewno naj­nowocześniejszy na wschód od Wisły.

         K.M.U.: - To prawda. Symboliczne znaczenie ma fakt, że dwa najbardziej nowoczesne pro­jekty budowy sal koncertowych przedstawiły dwa regiony kresowe - myślę o Białym­stoku i Wrocławiu, gdzie miasto i samorząd wojewódzki przedstawiły równie znako­mitą koncepcję połączenia instytucji muzycznych Vratislavia Cantans i Filharmonii z budową nowoczesnej sali koncertowej.

         W założeniach ma to być również Europejskie Centrum Sztuki. Białystok zyska przy okazji rangę regionu - ambasadora polskiej kultury na Wschodzie.

         K.M.U.: - Na szczęście dziś żadna instytucja i żaden region nie są skazane na izolację. Bar­dzo cieszyłbym się, gdyby Opera i Filharmonia Podlaska promieniowała działalnością kulturalną na sąsiednie regiony, współpracowała z instytucjami kulturalnymi sąsied­nich krajów. To będzie zależało również od osób, które ją poprowadzą. Państwo daje wiele możliwości, ale szczegóły zależą od społeczności Podlasia i ludzi, którzy będą odpowiadać za kierunki i dynamikę aktywności artystycznej tej placówki.

          Jak duża część funduszy na budowę będzie pochodziła z Unii Europejskiej?

         K.M.U.: - To znakomity przykład wykorzystania funduszy europejskich. Chcemy się po­chwalić, że w sferze kultury wykorzystanie środków europejskich może być uznawane pod wieloma względami za wzorcowe. Istotną część naszej pozycji budżetowej stano­wią środki europejskie. Wykorzystane zostaną również do budowy gmachu Opery i Filharmonii Podlaskiej.

         Wsparcie Ministerstwa Kultury także jest znaczące. Zamieniliśmy nasz udział z miękkiego, czyli z promesy finansowania, na tzw. twardy. Dlatego można mówić o szczególnym finansowaniu tej inwestycji, bo bardzo nam na niej zależy. W 2006 roku na budowę tego obiektu wydamy 5 mln złotych. Dodatkowe pieniądze przezna­czamy na funkcjonowanie Filharmonii Białostockiej w ramach współprowadzenia tej instytucji przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

         Czy inne przedsięwzięcia kulturalne na prowincji mogą liczyć na wsparcie ministerstwa?

         K.M.U.: - Staramy się wspierać to, co cenne. To nie znaczy, że to, co głośne. Bardzo wiele cennych inicjatyw powstaje poza zainteresowaniem mediów centralnych. Na skutek lego może powstać fałszywe wrażenie, że są mniej wartościowe. Staramy się zwrócić uwagę opinii publicznej na Białystok, a tym samym na wszystkie miejsca w Polsce, gdzie dzieją się wartościowe rzeczy. Nasza rola ma charakter pomocniczy. Związana jest z nadzieją, że Białystok i pozostałe regiony wschodniej Polski skorzystają z pomo­cy państwa, ale to, co powstanie i jakie będą to inicjatywy, zależy w dużym stopniu od regionu i od ludzi kultury. My staramy się przekraczać nieczuły rewir centralizmu.

         Czy Białystok ma szansę stać się najbardziej znaczącym ośrodkiem życia muzycznego we wschodniej Polsce?

          K.M.U.: - Mnie się marzy wyrównana stawka. Nie tyle życzyłbym sobie, by Białystok góro­wał nad Lublinem i Rzeszowem, ile by te wszystkie trzy miasta odnosiły sukcesy arty­styczne i ciągle podwyższały poziom. Wiem, że Białystok staje się miastem wiodącym lej stawki.

     

    („Tygodnik Muzyczny” – Kronika 5.V.2006)

     

     

    ®

    12.V.2006

     

         Wmurowanie kamienia węgielnego pod budowę Opery i Filharmonii Podla­skiej - Europejskiego Centrum Sztuki pozostaje wraz z otaczającymi wydarze­niami nadal w centrum uwagi „Tygodnika Muzycznego”. Takim ważnym wyda­rzeniem był również dodatek do dziennika „Rzeczpospolita” z dnia 22-23 kwiet­nia br. [Nr 95 (7389)], zawierający szereg interesujących materiałów na ten temat.

          Dzisiaj przytaczamy z tego źródła rozmowę z Marszalkiem Województwa Podlaskiego, Januszem Kazimierzem Krzyżewskim przeprowadzoną przez Ha­ralda Kittela.

     

         Dlaczego projekt budowy nowej opery w Białymstoku jest tak ważny dla wo­jewództwa?

         Janusz Kazimierz Krzyżewski: - Między granicą wschodnią a Warszawą nie ma jeszcze takiej instytucji. Są filharmonie w Lublinie, Olsztynie i u nas w Białymstoku. Jednak rozwój naszej filharmonii osiągnął już ten poziom, że uzasadnione było rozwa­żenie pomysłu budowy Europejskiego Centrum Sztuki. Podlasie to pogranicze kultur, religii, tradycji, to jest miejsce, gdzie na scenach opery, operetki, teatru muzycznego można będzie prezentować dorobek wielu środowisk. To jeden z niewielu projektów, gdzie doskonale porozumiały się władze województwa i miasta. Zgodne współdziała­nie bardzo przyspieszyło projektowanie opery. Mamy energicznego dyrektora Filhar­monii i Opery w Białymstoku, pana MarcinaNałęcz-Niesiołowskiego, którego energia udzieliła się wielu ludziom, od 12.V. los tej inwestycji, między innymi zależy od mini­stra kultury.

          I minister wziął pod opiekę operę?

         J.K.K.: - Opera będzie na liście instytucji narodowych, będzie współfinansowana przez mi­nistra, który zaoferował wsparcie już w czasie budowy.

          Budowa zacznie się lada moment?

    J.K.K.: - W sobotę 22 kwietnia wmurowujemy kamień węgielny, załatwiliśmy wszystkie sprawy kończące się pozwoleniem na budowę, które już jest. Teraz trwają wykopali­ska archeologiczne na miejscu budowy. Zaczął się przetarg, do którego zgłosiło się siedem firm i jeśli nie nastąpią komplikacje, to - będąc realistą - sądzę, że na początku drugiego półrocza, w lipcu lub sierpniu, można będzie zacząć budowę. Budowa jest podzielona na etapy. Pierwszy - stan surowy - potrwa od 2006 do 2007 roku. Drugi etap chcemy zamknąć najpóźniej do 2009 roku.

         Jakie są koszty tej inwestycji?

            J.K.K.: - W pierwszym etapie budowa będzie kosztować około 25 milionów złotych. Mini­ster i dołoży 5 milionów złotych, a samorząd sfinansuje resztę prawdopodobnie przy i udziale funduszy z Unii Europejskiej, bo staramy się o finansowanie z Unii. Do tej pory zapłaciliśmy 4 miliony złotych na dokumentację techniczną, milion złotych doło­żył już minister kultury. Pieniądze na budowę są już przewidziane w budżecie samo­rządu.

         Nowy obiekt to nie będzie tylko opera?

         J.K.K.: - To będzie też teatr letni z zaadaptowanym amfiteatrem, operetka, centrum kongre­sowe, myślimy też o tym, aby tam zmieścić scenę białostocką teatru Wierszalin z Su­praśla koło Białegostoku, przewidujemy też umożliwienie działalności wystawienni­czej.

        Nie brakowało chyba trudności?

           J.K.K.: - Wołowej skóry byłoby za mało, aby spisać trudności. Na przykład w ostatniej chwili część radnych obawiała się, czy inwestycja jest dobrze zaprojektowana, i czy będą parkingi, dojazdy i tak dalej. Było wokół tej sprawy trochę szumu. Kolejny pro­blem to działka, która jest przedmiotem sporu między władzami miasta a Kościołem prawosławnym. Kościół wycofał co prawda roszczenia w tej części, która dotyczy opery, aby nie blokować budowy, ale spór jest. Wreszcie grupa radnych skierowała sprawę do prokuratury, aby ta sprawdziła, czy prezydent Białegostoku przekazał grunt na budowę w zgodzie z prawem. Problemów więc nie brakowało.

         Mimo to udało się stworzyć bardzo awangardowy projekt.

         J.K.K.: - Ten projekt trzyma się tej ziemi. Jego przesłanie: „kultura i natura” wiąże się bar­dzo z symbolem tej opery, którym jest drzewo namalowane przez Rafała Olbińskiego. Zresztą to drzewo być może ozdobi kurtynę w przyszłej operze. Profesor Marek Bu­dzyński trafił idealnie w tutejsze uwarunkowania przyrodnicze i kulturowe.

     

         Białystok ma więc szansę stać się międzynarodowym centrum kulturalnym.

          J.K.K.: - Trochę już jest, a ma szansę stać się jeszcze bardziej. Już mamy 25. Międzynaro­dowy i Festiwal Muzyki Cerkiewnej. Miejmy nadzieję, że podobnych imprez będzie jeszcze więcej. Mamy też nadzieję na rozwinięcie bardziej intensywnych kontaktów z sąsiadami - Białorusinami, Litwinami.

    Chyba cały Białystok czeka na tę premierę? 

          J.K.K.: - Już wiadomo, że w nowej operze zainaugurujemy działalność artystyczną operą Straszny dwór, którą poprowadzi dyrektor Opery i Filharmonii Podlaskiej Marcin Nałęcz-Niesiołowski.

     Rozmawiał Harald Kittel

    („Tygodnik Muzyczny” – Kronika 12.V.2006)

     

    ®

    2.VI.2006

     

         Opera i Filharmonia Podlaska jest już użytkownikiem wieczystym terenu pod budowę gmachu Europejskiego Centrum Sztuki.

          Uroczystość podpisania aktu notarialnego odbyła się 11 maja w Pałacyku Gościn­nym. W obecności notariusza swoje podpisy pod dokumentem złożyli: dyrektor OiFP Marcin Nałęcz-Niesiołowski, inwestor, czyli marszałek Janusz Krzyżewski i prezy­dent Białegostoku Ryszard Tur, który podjął decyzję o przekazaniu terenu przy ul. Kalinowskiego pod tę inwestycję.

        Akt notarialny objął wszystkie niezbędne działki, za wyjątkiem jednej, której uwzględnienie uniemożliwiły przepisy. Prawa do niej rościła sobie bowiem parafia prawosławna p.w. Św. Mikołaja Cudotwórcy. Wprawdzie Cerkiew zdecydowała się odstąpić od tych roszczeń ze względu na charakter przewidywanej inwestycji, ale z formalnego punktu widzenia działka wciąż objęta jest postępowaniem komisji regu­lacyjnej. Przekazana zostanie dopiero po zakończeniu postępowania, co jednak w ża­den sposób nie opóźni budowy Europejskiego Centrum Sztuki.

          - Jesteśmy już po otwarciu ofert w przetargu na wykonawcę - stwierdził marsza­łek Krzyżewski. - Sądzę, że do końca maja uda się nam rozstrzygnąć, kto będzie reali­zował pierwszy etap tej inwestycji.

    („Tygodnik Muzyczny” – Kronika 2.VI.2006)

     

    ®

     14.VI.2006

         Prokuratura Rejonowa w Białymstoku stwierdziła, że nie doszło do złamania prawa przy wydawaniu pozwolenia na budowę Opery Podlaskiej.

         Pod koniec marca kilku białostockich radnych złożyło doniesienie do prokuratury, twierdząc, że przy wydawaniu pozwolenia mogło dojść do nieprawidłowości. Zdaniem radnych prezydent podjął decyzję o budowie opery bardzo szybko (procedury trwały miesiąc, zakończyły się 30 grudnia 2005r.), lekceważąc niektóre przepisy. Zarzucali np. prezydentowi, że dla opery zaplanował poświęcić miejski amfiteatr i nie postarał się o opracowanie raportu o oddziaływaniu tak dużej inwestycji na środowisko. Proku­ratura nie dopatrzyła się jednak przestępstwa i umorzyła postępowanie.

         - Przyjmujemy to do wiadomości - powiedział wczoraj „Gazecie” radny Miro­sław Hanusz.

     

    („Gazeta w Białymstoku”, 1 VI 2006)

     

    ®

    22.VI.2007

    Stanisław Olędzki, „Traviata kończy sezon w Białymstoku

     

        Od kiedy we wrześniu 2005 powoła­no w Białymstoku nową instytucję ar­tystyczną - Operę i Filharmonię Pod­laską, na jej estradzie coraz częściej gości muzyka operowa. Podlascy słu­chacze ostatnimi czasy poznali w wer­sjach estradowych bądź tzw. przekro­jach operowych Carmen, Eugeniusza Oniegina, Borysa Godunowa, Rigoletto, fragmenty Toski, Madame Butterfly i na zamknięcie sezonu prawie kompletną Traviatę - zrezygnowano jedynie z kilku epizodów. Pozosta­wione krótkie role w akcie drugim i trzecim z powodzeniem śpiewali so­liści Chóru Operowego: Marta Wrób­lewska (Armina i Flora), Przemysław Kummer (Doktor Grenvil) i Bogdan Kordy (Markiz d'Obigny). W następ­stwie dokonanych skrótów zabrakło jednak rozmowy Violetty z Alfredem i, wieńczącego to spotkanie, jednego z najżarliwszych i najbardziej tragicz­nych wyznań miłosnych w literaturze operowej (pod koniec I odsłony II ak­tu opery: „Amami, Alfredo, amami quant'io t’amo! Addio!”). To przecież kluczowa scena Traviaty, kiedy Violetta dokonuje dramatycznego wyboru: rezygnuje z miłości do Alfreda dla dobra jego rodziny.

          Trzy główne osoby dramatu opero­wego - Violetta, Alfred i Jerzy Germont - zostały zagrane i zaśpiewane znakomicie przez Joannę Woś, Leszka Świdzińskiego i Adama Kruszewskie­go. Violetta Joanny Woś, mimo braku atrybutów teatralnych, żyła na estra­dzie prawdziwym życiem. Dysponując ogromną siłą ekspresji wokalnej nader wiarygodnie przekazała ewolucję prze­żyć bohaterki od pełnej wirtuozow­skiego blasku i lekkości arii „Sempre libera”, poprzez dramatyczną, wielką scenę z Germontem w II akcie, aż po euforyczne ożywienie w duecie z Al­fredem „Parigi, o caro, noi lasceremo” i rozstanie ze światem w zakończeniu opery. Świetne warunki zewnętrzne artystki dodatkowo podkreślały wiary­godność roli pięknej kurtyzany.

         Na podobne wyrazy uznania zasłu­gują też obaj panowie: dysponujący pięknym tenorem Leszek Świdziński jako Alfred i Adam Kruszewski - zna­komity baryton - jako Jerzy Germont. Ta obsada oraz znana z wysokiego poziomu Orkiestra OiFP pod dyrekcją Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego nie mogły sprawić zawodu. Dyry­gent dyskretnie, a zarazem precyzyj­nie towarzyszył śpiewakom tworząc ekspresyjnie czytelną instrumentalną warstwę tego kameralnego dramatu. Miłym zaskoczeniem był natomiast – istniejący zaledwie od roku – Chór Opery i Filharmonii Podlaskiej pro­wadzony przez Violettę Bielecką. Do­skonała emisja i dykcja, nienaganne opanowanie niełatwych partii (świetne pieśni Cyganek i Matadorów z Balu u Flory) wzbudziły zasłużony podziw. Urodę tego wykonania dopełniał głos narratora, Wojciecha Włodarczyka, komentatora operowego Programu II Polskiego Radia.

    Koncert ten (por. www.opera.filharmonia.bialystok.pl) świadczył, że Marcin Nałęcz-Niesiołowski z powodzeniem buduje zespoły wykonawcze i repertu­ar dla Opery i Filharmonii Podlaskiej - Europejskiego Centrum Kultury, pierwszej w pełni profesjonalnej sali operowo-scenicznej w całej wschod­niej części Polski, która już za dwa lata ma otworzyć podwoje.

     STANISŁAW OLĘDZKI

    („Ruch Muzyczny” 5 sierpnia 2007 nr 16)

     

    ®

     

    Sierpień, 2007

     

    Rośnie gmach Opery i Filharmonii Podlaskiej

     

    W ostatnich dniach sierpnia odwiedziłem  teren  budowy  Europejskiego  Centrum Sztuki. Już z oddali widać górujące sylwetki trzech potężnych żurawi, bez przerwy przenoszących elementy konstrukcji. Bliżej uderza rwetes odgłosów piłowania, szlifowania, połyskują palniki spawające elementy stalowe. Z tempa prac i załączonej fotografii widać,    WARBUD  dotrzyma  terminu.  Szykujmy  się  więc  za  dwa  lata na  prapremierę podlaską Strasznego  dworu  Stanisława  Moniuszki.

     

    „Tygodnik Muzyczny”

    – Kronika 7.IX.2007

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    Gmach Opery Podlaskiej

    13. X. 2007

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    Gmach Opery Podlaskiej

    3. I. 2008

     

     

    Przez białostocką prasę znowu przetacza się fala publikacji ataków na Operę i Filharmonie Białostocką i jej dyrektora Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego. Mnie, jako stałemu obserwatorowi działalności tej placówki, szczególnie trudno jest pogodzić się z taką niegodziwością i głupotą. Wśród „zarzutów” pojawiają się stare wątki; skróto­wo nazwę je tak: ,.po co nam taka gigantyczna opera” i ..dlaczego tak dużo zarabiają muzycy”.

         Dla piszących (czy oświeconych?) gmach opery z salą na 1000 miejsc jest już gigantycznym obiektem. Kto orientuje się chociaż trochę w sprawach akustyki mu­zycznej, ekonomii i historii budownictwa operowego, uzna taki zarzut za wart tylko wzruszenia ramionami.

         AKUSTYKA: obecna sala koncertowa Filharmonii Podlaskiej, aczkolwiek słusznie chwalona za dobrą akustykę, ma jedną podstawową wadę - jest za mała w stosunku do brzmienia wielkiej orkiestry symfonicznej. Wykonywane choćby ostatnio symfonie Antona Brucknera i Gustava Mahlera w wielu dynamicznych fa­zach, nie mówiąc już o kulminacjach, po prostu duszą się. Optymalna dla muzyki ku­batura jest pochodną siły brzmienia instrumentów. Nic będę tutaj podawał wzorów matematycznych na wyliczenie tej przestrzeni, można je znaleźć w każdym dobrym podręczniku akustyki sal koncertowych.

         Wielkość obecnej sali zastała zdeterminowana rozmiarami obiektu, budowanego przecież w łatach 1970-73 na potrzeby szkół muzycznych. Przeprowadzony remont i poprawa akustyki nie były w stanie przecież rozsunąć ścian. Kubatury sali nie można było w żaden sposób powiększyć.

          Cóż to znaczy tysiąc miejsc? Powiedziałbym: zaledwie tysiąc w stosunku do licz­by mieszkańców Podlasia. Ale nie tylko Podlasia. Już teraz są tacy melomani, którzy specjalnie dojeżdżają na koncerty OiFP z odległych miast. Oto co powiedziała na antenie Polskiego Radia Białystok jedna z takich osób (z audycji „Trochę kultury”. 3 lutego br.): „ - .Jestem pod wrażeniem, cala się trzęsę. Jestem aż 700 kilometrów stąd... Przyjechałam z Dzierżoniowa specjalnie na ten koncert. Jechałam 12 godzin. Było warto!”

         To czy „gigantyczna” sala Opery Podlaskiej będzie zapełniana na spektaklach, zależeć będzie od jakości, poziomu przedstawień. Przykład Pani z Dzierżoniowa napawa mnie otuchą. Dlaczego obecny wysoki poziom artystyczny OiFP miałby ulec obni­żeniu z chwilą wejścia do nowej sali? Takie przypuszczenie to absurd! Poziom ten może tylko - w nowych, o wiele korzystniejszych warunkach - jeszcze bardziej wzro­snąć. A tym. co jeszcze wątpią w niezwykle osiągnięcia naszych Filharmoników pole­cam opinie takich niezależnych autorytetów, jak Krzysztof Penderecki, Stanisław Moryto (obecny rektor Akademii Muzycznej im. F. Chopina w Warszawie i sam Bogdan Zdrojewski, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Wszyscy oni mówią o feno­menalnym poziomie Orkiestry i Chóru Operowego, co pozwala im umieszczać tę pla­cówkę wśród kilku najlepszych w kraju. Dlaczego ma być gorzej?!

         Był taki okres w dziejach Teatru Wielkiego w Lodzi, że melomani dojeżdżali tam z... Warszawy. A przecież mieli na miejscu swój własny Teatr Wielki. W kulturze, sztuce, muzyce wszystko zależy od poziomu, nie od miejsca. Jeszcze jeden przykład, nasz, swojski: to Teatr Wierszalin.

          EKONOMIA: Co do tej gigantomanii na 1000 miejsc. Mniejsze sale są nieopła­calne; koszty, rozkładając się na większą liczbę widzów, maleją.

          HISTORIA: Już u zarania historii oper) jesteśmy świadkami budowania znacznie większych sal operowych. W 1737 roku w Neapolu zbudowano w siedem miesięcy (!) wielki teatr operowy z widownią na kilka tysięcy osób. Neapol w tym czasie liczył na pewno mniej mieszkańców niż obecny Białystok. Inne publiczne teatry operowe (od roku 1637. kiedy w Wenecji otwarto pierwszą ogólnie dostępną operę Teatro San Cassiano): w samej XVII-wiecznej Wenecji w ciągu 50 lat otwarto aż osiem teatrów ope­rowych, w Mediolanie Teatro alla Scala (1778). 3600 miejsc: Wiedeń (1801). Theater an der Wien. 2200 (w tym 700 miejsc siedzących); Berlin (1802), Teatr na placu Gen-darmenmarkt. 1800. Zbudowane w Polsce po II wojnie światowej teatry operowe dys­ponują następującymi widowniami: Warszawa - 1828 miejsc. Lodź - 1270. po remon­cie - 1070, Bydgoszcz - 803, Kraków - ponad 750, Opera Bałtycka - 476. Białystok będzie więc miał dużą widownię, ale nie gigantyczną. Nie będzie potrzeba w przyszło­ści głowić się nad jej powiększeniem. Najważniejsze jednak, że będą wreszcie odpo­wiednie warunki akustyczne do brzmienia dużych zespołów operowych - orkiestry symfonicznej, chóru i solistów. Miejmy nadzieję również, że będzie wygodniej wi­dzom przy przestronniejszym rozstawieniu foteli i większych nieco odległościach mię­dzy rzędami.

         Drugi motyw przewodni prasowej nagonki - wysokie zarobki muzyków. Powie­działbym: nie wysokie, może raczej - godne, nie takie jak lekarzy, nauczycieli i in­nych grup zawodowych. Dobrze byłoby w tym miejscu przypomnieć, że muzyk w odróżnieniu od lekarza, czy nauczyciela oprócz normalnego kilkunastoletniego cy­klu dochodzenia do dyplomu magisterskiego, musi na starcie tego cyklu równolegle uczyć się przez 12 lat w szkołach muzycznych I i II stopnia. Mówiąc inaczej uczy się dwukrotnie więcej niż przykładowy lekarz, czy prawnik chodząc równolegle do dwóch szkół, a potem po odrobieniu lekcji, kiedy ich koledzy - przyszli medycy, czy prawnicy wychodzą pograć w piłkę z kolegami lub na randkę, muzyk zaczyna wyczer­pujące ćwiczenia na instrumencie: skrzypcach, wiolonczelach, fletach puzonach itd. itd. Co więcej, nie kończy swych ćwiczeń po uzyskaniu dyplomu; musi „trenować” do końca swej aktywności zawodowej, aby utrzymać w sprawności swój tzw. aparat wy­konawczy. Jak skomplikowany jest to aparat i ile trzeba starań, by wraz z wiekiem nie stracić tej sprawności (a również zdrowia) - to temat na dłuższy artykuł.

         Zatem: czy muzycy zarabiają ..za dużo". Odpowiem: może zbył mało, bo muszą dorabiać w szkołach, w różnych zespołach, by zapewnić sobie i rodzinie odpowiednie warunki do życia i pracy.

         Czy owe 15 tys. zł (brutto) dyrektora to tak wiele? Odpowiem pytaniem: dlaczego tak mało? Czy ktoś z redaktorów wie, ile trudu wymaga przygotowanie (często na­uczenie się na pamięć) kilku partytur dzieł wykonywanych na koncercie? A potem, ile pracy z orkiestrą?

          Rozwiejmy w tym momencie mit rzekomo nagannych dodatkowych zarobków dyrygenta-dyrektora. Zarzut prasy, że ten wybitny dyrygent występuje w innych ośrodkach muzycznych w kraju i za granicą jest po prostu śmieszny. Tak dzieje się na całym świecie. Gdyby tak nie było, nie mielibyśmy okazji w Białymstoku gościć wy­bitnych artystów. Bo to właśnie im powierza się stanowiska dyrektorów filharmonii i teatrów operowych. Z drugiej strony możemy być tylko dumni z tego. że nasz dyry­gent reprezentuje Podlasie w innych wielki ośrodkach krajowych i zagranicznych, że poznali go melomani USA, Rosji, Meksyku, Maroka. Hiszpanii i Belgii.

         Na koniec kilka słów o samym dyrektorze, którego próbuje się zniechęcić do pra­cy w Białymstoku (tytuły artykułów: „Pod batutą bogacza”, „Koncertowa afera”, „Opera pogrzebie podlaską kulturę”, „Dyrektor opery na dywanik”. Proponuję następ­ny artykuł zatytułować „Upiór w operze”.

        Obserwuję życie muzyczne i kulturalne w Białymstoku od kilkudziesięciu lat. Miałem też okazję zapoznać się gruntownie z życiem kulturalnym również innych ośrodków. Nie pamiętam, by gdziekolwiek, kiedykolwiek i komukolwiek w tym dłu­gim okresie tak bardzo zależało na zniszczeniu ambitnych inicjatyw uczynienia Białe­gostoku, do niedawna stolicy Polski „B”, ośrodka muzycznego liczącego się w kraju i za granicą. Naszym obu „Gazetom” na tym zależy. I to właśnie jest groźne. Tego nie można zbyć milczeniem.

          W Poznaniu na fasadzie jednego z budynków teatralnych widnieje znamienna inskrypcja „Naród sobie” (wzniesiony ze składek Wielkopolan). Na fasadzie gmachu OiFP proponuję umieścić napis „Wzniesiony i działa mimo ataków prasy i kon­trolerów”.

          Orkiestrę Symfoniczną w Białymstoku znam od jej początków w 1954 roku. w tym wszystkich jej kolejnych szefów i dyrygentów. Wiem, co zrobili dla jej rozwoju od amatorskiego zespołu aż do w pełni profesjonalnej instytucji, określanej dzisiaj jako jedna z najlepszych w kraju, Krzysztof Penderecki powiedział ostatnio o pracy Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego: „…zapisał on trwale to miasto w historii muzyki i chwała mu za to”. Tak, nikt inny nie uczynił tak wiele w tak krótkim czasie dla tej Instytucji.

          Zawsze jest najtrudniej dochodzić do doskonałości. Ten właśnie etap w rozwoju Filharmonii Podlaskiej przejął po swoich poprzednikach Marcin Nałęcz-Niesiołowski. I jest tej doskonałości bliski. Nie tylko chodzi tu o sam poziom artystyczny filharmo­ników. Pan Marcin Nałęcz-Niesiołowski jest wybitną osobowością, o czym świadczą jego doświadczenie i duże umiejętności nie tylko w dziedzinie muzyki, ale również w zakresie realizacji wielu inicjatyw m.in.:

  • dokonanie modernizacji i remontu sali koncertowej i kameralnej;

  • zakupienie akcesoriów i instrumentów muzycznych Program PHARE BRIPF - 2003/3;

  • utworzenie i rozpoczęcie budowy Opery i Filharmonii Podlaskiej w Białym­stoku, stworzenie i pozyskanie środków finansowych na utrzymanie profesjo­nalnego zespołu chóralnego, który rozpoczął swoja, działalność w kwietniu 2006 roku;

  • od maja 2006 roku przy OiFP powołał KLUB SZTUKI, którego zadaniem jest szeroka prezentacja najwybitniejszych kierunków i trendów w muzyce, malarstwie, literaturze i kinie;

  • 1998 roku kontynuuje i realizuje projekty unijne m.in. w ramach Programu Sąsiedztwa Polska - Białoruś - Ukraina INTERREG IIIAod września 2006 roku realizowany jest bardzo ważny dla promocji działań Filharmonii pro­gram FILHARMONIA AMBASADOREM KULTURY dzięki któremu, wszystkie koncerty transmitowane są w systemie online i offline na stronie internetowej instytucji www.opera.filharmonia.bialystok.pl;

         Jego dorobek fonograficzny obejmuje kilkanaście płyt CD (w tym dwie z nich nominowane były do nagrody polskiego przemysłu fonograficznego „Fryderyki”), szereg nagrań i telewizyjnych oraz nagrania muzyki rozrywkowej i filmowej.

         Pan Marcin Nałęcz-Niesiołowski jest odtwórcą dzieł nieznanych w kraju pol­skich kompozytorów, którzy ze względu na prześladowania na tle religijnym byli zmuszeni do opuszczenia Ojczyzny m.in. Aleksander Tansman. Zygmunt Stojowski.

        Bliska doskonałości jest także działalność edukacyjno-wychowawcza adresowana do dzieci i młodzieży; to właśnie ją Minister Bogdan Zdrojewski określił jako wzorco­wą w Polsce, jako przykład dla innych filharmonii w Polsce.

    Nic przeszkadzajmy Dyrektorowi Opery i Filharmonii Podlaskiej w osiągnięciu tej doskonałości na wszystkich polach jego działalności.

         Protestuję przeciw tej nikczemnej nagonce i nawołuję do opamiętania redaktorów naczelnych „Gazety Współczesnej” i „Gazety Wyborczej”, piszących dziennikarzy i zaprzestania bezsensownej akcji kontrolnej - nie szukajcie dziury w całym! W Fil­harmonii Podlaskiej nie ma żadnej afery, poza jedną - tą, którą jest wasze działanie na szkodę kultury muzycznej Podlasia.

     

    15 II 2008

     

         „Gazeta Współczesna” w związku z nieprawdziwymi informacjami podanymi w kilku artykułach zamieściła sprostowanie Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego oraz dopisek autorki. Oto pełny tekst:

          Artykuł „Gazety Współczesnej” z dn. 14 stycznia 2008 r. zatytułowany „Orkiestra pod batutą bogacza” zawiera całą serię nieprawdziwych stwierdzeń (...):

         „Gazeta Współczesna”: „Dyrektor dostaje dodatek w wysokości 40 proc. pensji zasadniczej za każdy dodatkowy koncert (obecnie ponad 2 tys. zł)”.

          Stan faktyczny: Od dnia 1.09.2006 r. nie otrzymuję 40 proc. dodatku za każdy prowadzony koncert. Marszałek i wicemarszałek woj. podlaskiego zawierają ze mną umowę o dzieło w wysokości 2 tys. zł brutto za każdy koncert, a nie - cytuję: „ponad 2 tys. zł”.

          „GW”: „Może też otrzymywać premię w wysokości 80 proc. pensji”.

           Stan faktyczny: Nie otrzymuję premii w wysokości 80 proc. Uchwala Zarządu Województwa Podlaskiego Nr 159/2007/05 z dnia 7.09.2005 roku zniosła zapis o możliwości premii 80 proc.

         „GW”: „Przy pensji ponad 9 tys. miesięcznie...”

          Stan faktyczny: Moja pensja brutto - dyrektora Opery i Filharmonii Podlaskiej, od 06.11.2007, wynosi 7.861 zł. W skład wynagrodzenia wchodzą: wynagrodzenie zasad­nicze 5.100 zł, dodatek ftinkcyjny 2.200 zł oraz dodatek za wysługę lat 561 zł.

         „GW”: „Pensja Nałęcz-Niesiołowskiego w filharmonii jest często tak wysoka, że przekracza próg określony w tak zwanej ustawie kominowej!”

         Stan faktyczny: W 2006 i 2007 r. nie przekroczyłem progu określonego w tak zwanej ustawie kominowej. Potwierdzeniem są wyniki kontroli Urzędu Marszałkow­skiego przeprowadzonej w Operze i Filharmonii Podlaskiej w 2007r.

         „GW”: „Bo choć w grudniu 2004 r. władze województwa powołały go na dyrek­tora na cztery lata, to w sierpniu 2005 roku powierzono mu obowiązki dyrektora OiFP aż do zakończenia procedury powołania szefa tej instytucji. Gdyby więc opera była budowana przez jeszcze np. cztery lata, Niesiołowski wciąż byłby jej szefem”.

         Stan faktyczny: Uchwała Zarządu Województwa Podlaskiego Nr 159/2087/05 z dnia 7 września 2005 roku dokładnie wyznacza okres na jaki powołuje się dyrektora Opery i Filharmonii Podlaskiej. Jestem powołany na czas od 9 września 2005 r. do 30 czerwca 2009 r.

         „GW”: „W Urzędzie Marszałkowskim nie ma pisemnej zgody na dodatkową pra­cę dyrektora”.

         Stan faktyczny: Zgodnie z prawem i stanowiskiem właściwych departamentów Urzędu Marszałkowskiego dyrektor Opery i Filharmonii Podlaskiej nie jest urzędni­kiem samorządowym i ma prawo do zawierania wszelkich umów cywilnoprawnych bez zgody urzędu.

                         

                                                                        Marcin Nalęcz-Niesiołowski

     

    Od autorki: Jest mi przykro, że mój tekst o wysokich zarobkach dyrektora Opery i Filharmonii Podlaskiej został odczytany jako pomówienie i odbieranie dobrego imie­nia. Żałuję przede wszystkim tego. że pan dyrektor nie chciał się ze mną spotkać przed powstaniem artykułu, by właśnie wtedy odpowiedzieć na moje pytania i wyjaśnić wszelkie wątpliwości. Niestety, pan dyrektor zgodził się jedynie odpowiedzieć na py­tania wysłane mailem, a odpowiedzi dotyczące zarobków były wyjątkowo lakoniczne. Pan dyrektor odesłał mnie po prostu do oświadczeń majątkowych, zamieszczonych na stronie Urzędu Marszałkowskiego. Z tych właśnie oświadczeń, wypełnionych przecież osobiście przez pana dyrektora, korzystałam pisząc tekst. Z ostatniego oświadczenia wyraźnie wynikało jednak, że wynagrodzenie ze stosunku pracy otrzymywane przez pana dyrektora to 112717,11 zł. A kwota ta dzielona przez dwanaście miesięcy to 9393 zł, dlatego pojawiła się ona w tekście. Wierzę, że w trakcie rozmowy z panem dyrek­torem wyjaśniłabym tego typu wątpliwości od razu, dlatego żałuję, że do rozmowy nie doszło, a pan dyrektor zechciał podać szczegóły dotyczące zarobków dopiero po opu­blikowaniu artykułu. Przykro mi też, że zdanie, iż w urzędzie nie ma zgody na dodat­kową pracę pana dyrektora, zostało odczytane jako sugestia, że pan dyrektor łamie prawo. Po pierwsze, nic było to zgodne z moimi intencjami, a po drugie, jest to daleko idąca interpretacja, bo takiego stwierdzenia w artykule nie ma. Jeśli mimo wszystko tekst został tak odebrany, przepraszam.

                                                                                    Anna Mierzyńska

     

        „Tygodnik Muzyczny”: Wyjaśnienie red. A. Mierzyńskiej niczego nie wyjaśnia i jest bardzo wykrętne. Pytałem już przed tygodniem (w liście do redakcji „Gazety Współczesnej”), komu przeszkadzają, wysokie zarobki kogokolwiek, jeśli są uzyski­wane całkowicie zgodnie z prawem i zasłużenie? Okazało się jednak, że zarobki dy­rektora Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego są o połowę niższe, niż doniosła odkrywcza reporterka „Gazety Współczesnej” (nie 15 000 zł miesięcznie, a 7.861 zł brutto). Taki (100-procentowy!) błąd dyskwalifikuje każdego dziennikarza. To przecież nie „chochlik drukarski”, ani literówka.

         Pani Mierzyńska wyjaśnia, że nie sugerowała łamania prawa przez dyrektora, w związku z jego występami poza własną placówką. Jeżeli jednak pisze, że dyrektor nie ma zgody na dodatkowe zatrudnienie, a przecież pracuje (dyryguje w różnych ośrodkach), to w tym stwierdzeniu kryje się nolens volens sugestia omijania prawa. Jako czytelnik, ja też tak to odczytałem i już zacząłem podejrzewać dyrektora o jakieś nadużycia. Dlaczego dziennikarka nie sprawdziła najpierw w Urzędzie Marszałkow­skim, czy dyrektor w ogóle musi takie zezwolenie posiadać? Przecież elementarnym obowiązkiem piszącego jest wcześniejsze zebranie materiałów do artykułu, sprawdze­nie wszystkich źródeł przed stawianiem jakichkolwiek tez. Nic byłoby wówczas tych wszystkich „nieporozumień”.

         Czy kolejnym „nieporozumieniem” lub „daleko idącą interpretacją” są słowa red. Mierzyńskiej, w których wyraża swoje obawy: „Taka finansowa passa dyrektora może trwać jeszcze wiele lat... Gdyby więc opera była budowana przez jeszcze np. cztery lata, Niesiołowski wciąż byłby jej szefem”.

         I bardzo dobrze! Niech będzie szefem tak długo, jak zechce: nie tylko do zakończenia budowy obiektu OiFP. Będzie to tylko z korzyścią dla tej placówki. Pytanie tylko: czy zechce, jeśli co jakiś czas (i to w ciągu kilku dni) będą pojawiały się w lokalnej prasie takie tytuły, jak ostatnio w „Gazecie Współczesnej”: „Pod batutą bogacza”, ..Koncertowa afera”. „Dyrektor opery na dywa­nik”. Czy takie tytuły nie sugerują z góry określonej tezy?! Nawet jak ktoś przeczyta sprostowanie (proszę porównać drobną czcionkę, jaką zostało wydrukowane z krzy­czącymi wielkimi tytułami artykułów), to i tak u części czytelników może powstać całkowicie fałszywe przekonanie o sytuacji w Operze i Filharmonii Podlaskiej. Zupeł­nie jak w znanej anegdocie „Radio Erewan podaje, że w Moskwie rozdają samocho­dy... Czy to prawda? Tak. to prawda, ale....”

         Ostatni tytuł (z dywanikiem) mógłby pozostać, gdyby chodziło o „dywanik” ja­kiegoś dygnitarza, w związku z wręczeniem dyrektorowi OiFP wysokiego odznacze­nia w uznaniu jego wkładu do rozwoju kultury Białegostoku, gdzie - zgodnie ze sło­wami Krzysztofa Pendereckiego: „zapisał on trwale to miasto w historii muzyki i chwała mu za to!”.

         Jeszcze raz nawołuję „Gazetę Współczesną” do zaniechania tych haniebnych praktyk i do włączenia się w tworzenie dobrej atmosfery wokół powstającej placówki kulturalnej, która ma wszelkie dane. by stać się jedną z najlepszych w kraju, tak jak obecnie mówi się coraz szerzej o Filharmonii Podlaskiej.

     

                                                                               Stanisław Olędzki

     

    ®

     

    31 X 2008

     

          Jak podała „Gazeta Wyborcza Białystok”, Zarząd Województwa Podlaskiego zadecydował ostatecznie o podzieleniu prac wykończeniowych Opery i Filharmonii Podlaskiej na trzy różne zadania. Wykonawca każdego z nich będzie wyłaniany w osobnym przetargu. Zainteresowani będą mogli ubiegać się o możliwość wykonania: robót budowlanych, instalacji sanitarnych i elektrycznych, instalacji systemów niskoprądowych, robót drogowych i zieleni zewnętrznych fasad i świetlików technologii sceny i widowni oraz instalacji elektroakustycznych. Pozwoli to wydatnie obniżyć koszt całego przedsięwzięcia. W przetargach będą mogły wziąć udział bezpośredni wykonawcy, czyli firmy mniejsze, chociaż wiarygodne i mające doświadczenie - wyjaśnił Jan Kwasowski z gabinetu politycznego marszałka województwa.

         Przetargi mają zostać rozstrzygnięte do początku grudnia. Sama budowa, która pierwotnie miała kosztować 40 mln zł, a najprawdopodobniej pochłonie ich grubo ponad 200, powinna zakończyć się w 2011 r.

     

    ®

     

    http://217.17.47.78:8181/aplikacja/galeria/zdjecia/5/11.jpg     Od początku nowego sezonu Opera i Filharmonia Podlaska ma nową, bardziej atrakcyjną, witrynę internetową. Przypomnijmy, że jako jedyna w Polsce udostępnia swoje koncerty całemu światu poprzez bezpośrednie transmisje (on line) bądź po kilku dniach - retransmisje (off line).

         Na stronach możemy odbyć wirtualny spacer po obecnej siedzibie Filharmonii, posłuchać nagrań płytowych prześledzić kolejne fazy budowy gmachu operowego przy ul. Kalinowskiego, a także obejrzeć projekty jego wnętrz. Na sąsiedniej stronie prezentujemy jedną z fotografii wnętrza obiektu pochodzącą z nowej witryny internetowej Opery i Filharmonii Podlaskiej.

     

    („Tygodnik Muzyczny” – Kronika 31.X.2008)

     

    ®

     

    Co z Opera Podlaską?

     

          W „Radiu Białystok” w niedzielnym (4 stycznia) magazynie „Trochę kultury” wysłuchałem reportażu Doroty Sawickiej, z którego dowiedziałem się kilku interesujących szczegółów w kwestii budowy i przyszłego funkcjonowania Opery i Filharmonii Podlaskiej. Nazajutrz miał być rozstrzygnięty przetarg na prace wykończeniowe w Operze. Jest to już drugi przetarg. Od czerwca ub. r. budowa jest strzeżona i ubezpieczona. Całkowity koszt budowy dzisiaj określa się na 230 milionów zł; podrożała w ciągu tych kilku lat sześciokrotnie.

     

          W dolnym foyer będzie zainstalowana duża, panoramiczna winda, transportująca chętnych na wyższy poziom, na górne foyer (na wysokości 3,5 metra), skąd będą wejścia do sali koncertowej (operowej). Na widowni, liczącej 800 miejsc (w wypadku przedstawień operowych), a 1028, kiedy będzie służyła jako sala kongresowa, każdy z foteli ma oddzielna klimatyzację, aby nie zakłócać akustyki, co dzieje się w następstwie ruchów powietrza przy zastosowaniu wentylacji klasycznej. Wyżej - dwa poziomy balkonów. Orkiestron z trzystopniową regulacją umożliwia umieszczanie zespołu orkiestrowego na poziomie sceny, bądź w kanale przy przedstawieniach operowych. Zapadnia sceniczna również ma trzy poziomy. Samą scenę można też powiększyć wychodząc na amfiteatr (jest on już praktycznie skończony) z widownią na 600 osób.

          Budynek ma trzy kondygnacje piwnic (na zaplecze techniczne, przechowywanie dekoracji itd. itp.) Nie będzie typowych warsztatów teatralnych, bo zakłada się, że przedstawienia nie będą postawały tutaj w całości; cała oprawa sceniczna będzie importowana z zewnątrz. Budynek jest tak zaprojektowany, że każda z sal prób może być wykorzystywana, nie zakłócając pracy w sąsiednich pomieszczeniach. Sala kameralna pomieści około 200 osób.

         Na dachu będzie trawnik z ciągami spacerowymi, udostępniany nie tylko podczas przerw w spektaklach operowych i koncertach, lecz również otwarty w ciągu całego dnia dla wszystkich chętnych.  

         Przeprowadzony przez sopocką Pracownię Badań Społecznych DGA sondaż wykazał, że ponad 50 % ankietowanych mieszkańców Białegostoku (niekiedy nawet 80 %) wyrażą potrzebę obcowania z kulturą wysoką. Białostocczanie gotowi są zapłacić za bilet wstępu na imprezę artystyczną od 50 do 100 zł, a nawet więcej (turyści do 25 zł).

         Utrzymanie Filharmonii kosztuje dzisiaj 11 milinów zł. Utrzymanie całego Europejskiego Centrum Sztuki kosztować będzie co najmniej jeszcze drugi tyle. Obecny minister kultury obiecuje dać połowę potrzebnych środków, drugą połowę ma zapewnić marszałek. Ale rozmowy z ministerstwem jeszcze trwają. W Urzędzie Marszałkowskim, nie ma pełnej zgodności co do kosztów funkcjonowania nowej instytucji. Biuro Inwestycji koszty te szacuje na znacznie mniej, bo tylko 14 - 15 milionów. Do dzisiejszych kwot należałoby dołożyć ok. 5 milionów.

         Czy Europejskie Centrum Kultury będzie na siebie zarabiać? Na razie nie ma na to konkretnego pomysłu, oczywiście, poza normalną działalnością Opery i Filharmonii Podlaskiej. Myśli się o działaniach promocyjnych wspólnych z innymi instytucjami kultury województwa podlaskiego, bądź realizacji samodzielnych dużych projektów artystycznych.

                                                                                   („Tygodnika Muzyczny”  9.I.2009)

®

Co z Operą Podlaską?

 

      Po otwarciu ofert w przetargu na wykonanie robót wykończeniowych okazało się, że wykonawcy są gotowi zrobić dokładnie to samo, co w unieważnionym w lipcu przetargu, ale o 100 mln zł taniej.

     Budowę pierwszego etapu opery zakończono wiosną. Doprowadzenie kompleksu, powstającego od 2006 r. przy ul. Kalinowskiego, do stanu surowego kosztowało 50 mln zł.

     Pierwszy przetarg na dokończenie budynku zorganizowano już w lipcu. Najtańsza wówczas oferta, opiewająca na prawie 240 mln zł, o 140 proc. przekraczała ówczesny kosztorys. Skalkulowano go na 100 mln. Marszałkowie więc przetarg unieważnili, zlecili sporządzenie nowego kosztorysu. Po aktualizacji wzrósł on o 40 mln zł. Najważniejszą zmianą wprowadzoną przez zarząd województwa było jednak rozbicie jednego przetargu na trzy cząstkowe. W ten sposób uniknięto płacenia haraczu głównemu wykonawcy za tzw. pośrednictwo. Dzięki tym zmianom w przetargach mogły startować mniejsze firmy z naszego. Rozpisano więc osobne przetargi na:  

  • ogólnobudowlane prace wykończeniowe (64 mln),
  • szklane elewacje i świetliki (13 mln) oraz
  • najkosztowniejszą technikę sceniczną i akustyczną (65 mln).

     Przyjęte przez władze założenie okazało się prawidłowe - nie dość, że wykonawcy opuścili znacząco ceny, to nie zabrakło ofert z Podlaskiego. Jest więc szansa, że za kilka tygodni wznowione zostaną prace na pustym od połowy ubiegłego roku placu budowy. Wciąż realny pozostaje termin ukończenia prac - druga połowa 2011 roku.

[za „Gazetą Wyborczą Białystok”]

 

®

13 II 2009

Chcemy Niesiołowskiego   

 

W kontekście podsycanych przez „Gazetę Wyborczą w Białymstoku” nieporozumień między dyrektorem Marcinem Nałęcz-Niesiołowskim a pewną częścią instrumentalistów orkiestrowych, ostatni koncert przesądził, a dla mnie także ostatecznie przeciął sprawę. Manifestacyjne powstanie całej sali na powitanie wchodzącego dyrygenta i długotrwała owacja, zanim orkiestra wydała z siebie pierwsze dźwięki, było wyrażeniem jednoznacznej opinii najistotniejszego „eksperta” - melomanów; oni przecież z własnej wieloletniej obserwacji wiedzą najlepiej, czy dotychczasowa praca i osiągnięcia Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego gwarantują pomyślność Opery i Filharmonii Podlaskiej w następnej jego kadencji, kadencji pełnej, obejmującej już kierowanie instytucją, która jest jego dzieckiem - Operą i Filharmonią Podlaską. Standing ovation na wejście dyrektora zrozumiałem jako „subito direttore di orchestra ed opera!” Dobrze byłoby, żeby rozważył to również minister kultury, planujący przeprowadzenie konkursu na dyrektora OiFP w jej nowej siedzibie.

Program koncertu, jak często u Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego łączył dzieła popularne i lubiane z zupełnie nieznanymi. Jest to chyba najlepsza formuła w naszych czasach, kiedy każdy może sięgnąć po krążek CD z własnej fonoteki. A tam byłoby trudno znaleźć kompozycje wykonane w pierwszej części koncertu: Suitę na orkiestrę kameralną Grażyny Bacewicz i II Koncert wiolonczelowy c-moll op. 66 Mikołaja Miaskowskiego. Oba święciły też w Białymstoku swe prawykonania; było to zarazem pierwsze spotkanie białostockich melomanów z twórczością Miaskowskiego w ogóle.

Suita zalśniła pełnym blaskiem uroczych czterech swych miniatur (znowu godne uczczenie Roku Grażyny Bacewicz). Wart rewitalizacji okazał się również II Koncert wiolonczelowy c-moll Miaskowskiego, kompozytora będącego niemal rówieśnikiem Karola Szymanowskiego. Wspominam naszego „Karola z Atmy” dlatego, żeby raz jeszcze wskazać na oryginalność jego muzyki, czego nie można powiedzieć o języku kompozytora rosyjskiego. Niemniej jednak jego Koncert zasługuje na stałą obecność na współczesnych estradach koncertowych, zwłaszcza w tak świetnym wykonaniu, jakie zademonstrował Tomasz Strahl. Warstwa orkiestrowa dzieła tworząca jego główny składnik wyrazowy zabrzmiała równie dobrze i spójnie z partia wiolonczelową. Bardzo dobrze przyjęte wykonanie nagrodzono owacyjnie. Solista podziękował rzadko słyszanym bisem: jednym z sześciu Capricciów na wiolonczele solo z 1974 roku Henryka Jabłońskiego. Czołowy polski wiolonczelista jest we wspaniałej formie. Jego sztuka zachwycała idealnym rozumieniem stylu kompozytorskiego, ciepłym, nośnym tonem, liryczną ekspresją w kantylenach, nie wspominając już o wspaniałej, wirtuozowskiej technice.

Po przerwie - muzyka bardzo lubiana i równie dobrze znana. Poemat symfoniczny „Step” Zygmunta Noskowskiego Podlascy Filharmonicy wykonali wręcz wzorowo. Bardzo podobać się mogły już we Wstępie solowe partie wszystkich solistów (flet piccolo, waltornia, trąbka, klarnet obój). Potem też było dobrze; w tej orkiestrze po wymianie niektórych instrumentalistów, kiksy już się nie zdarzają. Ujęcie formy ekspresyjnej nazwałbym nowoczesnym. Tempa raczej klasyczne, bez skłonności do zbytniej rozlewności we Wstępie, jak u Grzegorza Nowaka w nagraniu z orkiestrą Sinfonia Varsovia. Interesujące jest zestawienie temp całości utworu (Grzegorz Nowak - 19:25, Stanisław Wisłocki z FN i Marcin Nałęcz-Niesiołowski - 17:12). To uderzające, że czas wykonania dłuższego utworu jest identyczny u tych dwóch dyrygentów. Nie muszę dodawać, jak wielkim mistrzem był Stanisław Wisłocki (1921-1998). Step przypomniał, że obchodzić powinniśmy obchodzić również rok Zygmunta Noskowskiego (stulecie śmierci)

Koncert zakończyły imponujące Wariacje B-dur na temat Haydna Johannesa Brahmsa. Temat i osiem wariacji ujął Marcin Nałęcz-Niesiołowski w żwawszym niż zazwyczaj tempie, ale sam monumentalny finał zabrzmiał bardziej dostojnie i wolniej, tworząc w ten sposób logiczne i bardzo przekonujące zamknięcie całości cyklu. Wykonanie spotkało się z owacyjnym przyjęciem i na bis powtórzono ów wspaniały fin

®

Fryderyk_RKolejny asumpt do oceny pracy dyrektora Opery i Filharmonii Podlaskiej - Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego. Nominacje do „Fryderyka 2009” kategorii „Muzyka poważna” - „Album Roku Muzyka Chóralna i Oratoryjna” uzyskały dwa albumy z udziałem Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego: wyróżniona już przez miesięcznik brytyjski „Gramophone” płyta z utworami Zygmunta Stojowskiego nagrana przez Chór i Orkiestrę OiFP z udziałem solistów (Marta Wróblewska - sopran, Maciej Bogumił Nerkowski - baryton) oraz płyta „Musica Sacromontana” (cz. 2) z utworamiJózefa Zeidlera, Jana Wańskiego i Maksymiliana Koperskiego nagrana przez Concerto Polacco, Orkiestrę Akademii Beethovenowskiej, Chór Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II pod kierunkiem Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego i Marka Toporowskiego.

Album Roku Muzyka Współczesna” i „Najwybitniejsze Nagranie Muzyki Polskiej” nominacje uzyskała płyta Marian Borkowski - Hymnus, nagrana m.in. przez Chór Opery i Filharmonii Podlaskiej.

    W kategorii Fonograficzny Debiut Rokunominację uzyskał Chór Opery i Filharmonii Podlaskiej - dyrygent Violetta Bieleckazaalbum GÓRECKI, MORYTO, SZYMANOWSKI - Pieśni kurpiowskie.

(„Tygodnik Muzyczny” – Relacje 20.II.2009)

 

Violetta Bielecka w Filharmonii Narodowej- preludium sławy

 

     3 kwietnia Chór Opery i Filharmonii Podlaskiej, prowadzony od chwili założenia przez prof. Violettę Bielecką, wziął udział w jednej z najbardziej prestiżowych imprez muzycznych w Polsce - XIII Wielkanocnym Festiwalu Ludwika van Beethovena. Jak powiedział Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Bogdan Zdrojewski - „Impreza ta stała się już ważną pozycja w kalendarium europejskiego życia muzycznego. Każda edycja tego wyjątkowego wydarzenia kulturalnego ma na celu nie tylko upowszechnienie twórczości swego wielkiego patrona, ale również spełnia misję promocji kultury polskiej w Europie i na świecie.”

Nasz wspaniały Chór wystąpił na pierwszej estradzie Polski - w Filharmonii Narodowej w Warszawie u boku najlepszego polskiego zespołu - Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia pod dyrekcją Oli Rudnera (soliści: Agnieszka Rehlis – alt, Thomas M. Allen – tenor, Thomas E. Bauer – baryton, Wojciech Gierlach – bas). Dzięki transmisji radiowej na platformie Cyfra+ oraz w sieci internetowej koncert ten mogli słyszeć melomani całego świata. Wykonano uwerturę Piękna Meluzynaop. 32, Kantatę Humboldtowską oraz balladę na chór i orkiestrę Pierwsza noc Walpurgiiop. 60 Feliksa Mendelssohna. Jak wiadomo w tym roku obchodzona jest 200. rocznica urodzin kompozytora

    Po koncercie prowadzący transmisję red. Piotr Matwiejczuk (na tle ponad trzyminutowej owacji) relacjonował m. in.: Soliści, dyrygent i chórmistrzyni pojawiają się jeszcze raz na estradzie, a publiczność oklaskuje artystów na stojąco. W tej chwili wnoszone są dwa gigantyczne kosze przepięknych kwiatów w wiosennych kolorach.

     Udział w tej imprezie był pokłosiem wcześniejszych koncertów z Krzysztofem Pendereckim (Siedem Bram Jerozolimy, Symfonia Przeznaczenia). Wielkie uznanie dla rezultatów pracy Violetty Bieleckiej i Chóru zaowocowało zaproszeniem do udziału w innych przedsięwzięciach Elżbiety i Krzysztofa Pendereckich.

 

®

     Fryderyk 2009 dla Chóru Violetty Bieleckiej

 

     20 kwietnia w Bazylice oo. Salezjanów w Warszawie odbyła się uroczysta Gala wręczenia nagród FRYDERYK 2009 w kategorii muzyki klasycznej i jazzowej. Za pośrednictwem TVP Kultura uczestniczyłem w tej uroczystości, której głównym bohaterem była instytucja prowadzona przez Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego - Opera i Filharmonia Podlaska. Poza tym, że nasza Orkiestra, Chór, dyrygenci Marcin Nałęcz-Niesiołowski i Violetta Bielecka byli nominatami tej edycji Fryderyków aż w pięciu kategoriach, to jeszcze zapewnili artystyczną oprawę Gali. Mówiąc skrótowo cały czas (ponad godzinę) byli obecni na wizji stacji odbieranej za pośrednictwem satelitarnym na całym świecie. Orkiestra i Chór pod dyr. Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego wykonywali fragmenty dzieł symfonicznych i oratoryjnych, a jako zwieńczenie zaszczytnej roli współgospodarza - wykonali jeszcze w całości IX wariację z Enigmy Eduarda Elgara (Orkiestra pod dyr. M. Nałęcz-Niesiołowskiego) oraz Pieśń Cherubinów Krzysztofa Pendereckiegoi jednej z Pieśni Maryjnych (Matko Najświętsza)Henryka Mikołaja Góreckiego (Chór pod dyr. V. Bieleckiej).   

     Chórowi Opery i Filharmonii Podlaskiej i dyr. Violetcie Bieleckiej

    Występy obu naszych zespołów dowiodły całemu światu, jak niewiarygodnie wysoki jest poziom obu naszych zespołów i obojga naszych dyrygentów.

 

Po ośmiu miesiącach przerwy, 14 kwietnia, rozpoczęła się realizacja ostatniego etapu budowy Opery i Filharmonii Podlaskiej. 7 kwietnia władze województwa podpisały umowy z firmami, które zajmą się pracami przy oszkleniu i wykończeniu gmachu.

     Rozpoczęta w 2006 r. budowa ma zamknąć się w kwocie 200-220 mln zł. Ponad 100 mln zł pochodzić ma ze środków unijnych, resztę w większości wykłada skarb państwa. Wkład województwa to około 20 mln zł.

(„Tygodnik Muzyczny” 24.IV.2009)

 

®

 

 

                         Nr 34 (219)                                                                             26 VI 2009

 

 

 

 

 

Pan                                                   

Bogdan Zdrojewski

Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego

ul. Krakowskie Przedmieście 15/17

00-071  W a r s z a w a

 

                                                                                   Pan

                                                                                   Jarosław Dworzański

                                                                                   Marszałek Województwa Podlaskiego

                                                                                   ul. Kardynała Stefana Wyszyńskiego 1

                                                                                   15-888   B i a ł y s t o k

 

     Zwracam się do Panów z prośbą, abyście zmienili swoje stanowisko w sprawie przedłużenia kontraktu Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego, Dyrektora Naczelnego i Artystycznego Opery i Filharmonii Podlaskiej

      Mam informację, że kontrakt ten zostanie przedłużony tylko do momentu oddania do użytku - budowanego z inicjatywy obecnego dyrektora – nowego gmachu Opery i Filharmonii Podlaskiej. Już ten sam fakt nie tylko przykro zaskakuje wielu podlaskich melomanów i obserwatorów życia kulturalnego stolicy Podlasia, ale również podważa kanoniczną hierarchię wartości, gdzie zasługi są zasługami, osiągnięcia - osiągnięciami, a sprawiedliwość znaczy sprawiedliwość; gdzie za dobro się wynagradza, a karze – za zło. 

      Wielka osobowość, osiągnięcia artystyczne i dokonania menadżerskie Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego uprawniają do uznania za wyjątkowe dorobku całego okresu jego pracy w Białymstoku. Może to być uznane za najlepszą gwarancję jego dalszych sukcesów jako dyrektora już pełnej instytucji operowo-filharmonicznej. Pozwolę sobie zauważyć, że od momentu oddania do użytku nowej bazy lokalowej nic się formalnie nie zmieni, bo już od kilku lat funkcjonuje instytucja o nazwie Opera i Filharmonia Podlaska. Skąd zatem taka cezura narzucająca konieczność zmiany dyrektora i to dyrektora – założyciela?!

      Orkiestrę Symfoniczną w Białymstoku znam od jej początków w 1954 roku; pamiętam też dokonania wszystkich jej kolejnych szefów i dyrygentów. Wiem, co oni zrobili dla jej rozwoju, od amatorskiego zespołu aż do w pełni profesjonalnej instytucji, określanej dzisiaj jako jedna z najlepszych w kraju (słowa Pana Ministra Bogdana Zdrojewskiego wypowiedziane publicznie na koncercie 18 stycznia 2008, a także najbardziej miarodajne opinie prof. prof. Stanisława Moryto, Rektora Akademii Muzycznej im. F. Chopina w Warszawie i Maestro Krzysztofa Pendereckiego). Krzysztof Penderecki publicznie wypowiedział następujące słowa o pracy Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego:  „…zapisał on trwale to miasto w historii muzyki i chwała mu za to”. To prawda: nikt inny nie uczynił dla tej instytucji tak wiele i to w tak krótkim czasie.  

      Zawsze najtrudniej jest dochodzić do doskonałości. Ten właśnie etap w rozwoju Filharmonii Podlaskiej przejął po swoich poprzednikach Marcin Nałęcz-Niesiołowski. I jest tej doskonałości bliski. Nie tylko chodzi tu o sam poziom artystyczny zespołów Opery i Filharmonii poświadczony na forum europejskim chociażby uznaniem przez brytyjski miesięcznik „Gramophone” płyty firmy DUX z utworami Zygmunta Stojowskiego w wykonaniu Chóru i Orkiestry Opery i Filharmonii Podlaskiej pod dyr. Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego za najlepszy album lutego 2009 roku, czy przyznaniem ostatnio FRYDERYKA za fonograficzny debiut roku płycie nagranej przez Chór Opery i Filharmonii Podlaskiej pod dyr. Violetty Bieleckiej. (Na marginesie: w ostatnich trzech latach wyróżnienia „Gramophone” uzyskały tylko trzy polskie płyty – dwie nagrane przez Filharmonię Narodową (Antoni Wit) i jedna przez Nigela Kennedy’ego i Polish Chamber Orchestra (Jacek Kaspszyk). Czyż nie świadczy to najdobitniej i nie przemawia jak najkorzystniej za przedłużeniem obecnemu dyrektorowi Opery i Filharmonii Podlaskiej – jako uznanie i docenienia całokształtu jego dokonań – kierownictwa jego obecnej placówki przynajmniej na taki okres, by mógł spełnić swoje marzenia, a nasze oczekiwania? Placówki, którą przecież stworzył i wzniósł na tak wysoki poziom?!

     Przedłużenie kadencji jedynie do momentu uruchomienia Opery odbieram jako zwykłą złośliwość, karę za to, za co należy się mu nagroda. Odbieram również jak prowokację – wytworzenie sytuacji, w której człowiek honoru musi odejść. Mimowolnie narzucają się tu skojarzenia z sytuacją, w której został postawiony w 1929 roku Karol Szymanowski jako rektor ówczesnego Konserwatorium Muzycznego w Warszawie. Są bowiem sytuacje, w których honor nakazuje tylko jedno wyjście. Czy Pan Minister chce powtórzyć niechlubną decyzję ówczesnego ministra Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego – Janusza Jędrzejewicza, stawiając w takiej sytuacji Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego?

     Pan Marcin Nałęcz – Niesiołowski wykazał się wybitnymi osiągnięciami nie tylko w dziedzinie muzyki, ale również w zakresie realizacji wielu inicjatyw menadżerskich, m.in.:

  • dokonanie modernizacji i remontu sali koncertowej i kameralnej (i uzyskanie akustyki jednej z najlepszych kraju);

  • zakupienie akcesoriów i instrumentów muzycznych Program PHARE BRIPF – 2003/3;

  • koncepcja powołania i rozpoczęcie budowy Opery i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku, stworzenie i pozyskanie środków finansowych na utrzymanie profesjonalnego zespołu chóralnego, który rozpoczął swoją działalność w kwietniu 2006 roku;

  • w 2006 roku powołanie przy OiFP KLUBU SZTUKI, którego zadaniem jest szeroka prezentacja najwybitniejszych kierunków i trendów w muzyce, malarstwie, literaturze i filmie;

  • od 1998 roku kontynuacja i realizacja projektów unijnych, m.in. w ramach Programu Sąsiedztwa Polska – Białoruś – Ukraina INTERREG IIIA; od września 2006 roku realizowany jest bardzo ważny dla promocji działań Filharmonii program FILHARMONIA AMBASADOREM KULTURY, dzięki któremu wszystkie koncerty transmitowane są w systemie online i offline na stronie internetowej instytucji www.opera.filharmonia.bialystok.pl

    Jego dorobek fonograficzny obejmuje kilkanaście płyt CD (dwie z nich uzyskały nominacje do nagrody polskiego przemysłu fonograficznego „Fryderyk”, a trzecia wspomniana wyżej - wyróżnienie miesięcznika „Gramophone”), szereg nagrań i telewizyjnych oraz nagrania muzyki rozrywkowej i filmowej.

    Pan Marcin Nałęcz – Niesiołowski jest odtwórcą dzieł nieznanych w kraju polskich kompozytorów, którzy ze względu na prześladowania na tle religijnym byli zmuszeni do opuszczenia Ojczyzny m.in. Aleksander Tansman, Zygmunt Stojowski.

      Bliska doskonałości jest także działalność edukacyjno-wychowawcza adresowana do dzieci i młodzieży; to właśnie ją Pan Minister Bogdan Zdrojewski określił jako wzorcową w Polsce, jako przykład dla innych filharmonii w Polsce.   

     Przez łamy białostockiej prasy („Gazeta Współczesna”, „Gazeta w Białymstoku”) kilkakrotnie przetaczała się nagonka (tak trzeba to nazwać) na dyrektora Opery i Filharmonii Podlaskiej, Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego i na kierowaną przezeń placówkę. Sprawa nie warta byłaby większej uwagi, co najwyżej spokojnych sprostowań wadliwie i bez znajomości rzeczy przedstawionych kwestii. Wszakże po lekturze materiałów prasowych nasuwał się nieodparcie wniosek, że ich autorom (Anna Mierzyńska, Jakub Medek) nie chodziło o dotarcie do prawdy, lecz o zafiksowanie w umysłach czytelników z góry założonej tezy o pazerności i niekompetencji dyrektora OiFP i o nieprzydatności dla Podlasia realizowanego obiektu Europejskiego Centrum - Opery i Filharmonii Podlaskiej. Podobne, jak przypuszczam, założenia otrzymały liczne kontrole nękające do niedawna tę zasłużoną Instytucję.

     Jak wspomniałem, obserwuję życie muzyczne i kulturalne w Białymstoku od kilkudziesięciu lat. Miałem też okazję zapoznać się gruntownie z życiem kulturalnym również innych ośrodków. Nie pamiętam, by gdziekolwiek, kiedykolwiek i komukolwiek w tym długim okresie tak bardzo zależało na zniszczeniu ambitnych inicjatyw uczynienia Białegostoku - do niedawna stolicy Polski „B” - ośrodka muzycznego liczącego się w kraju i za granicą.

     Sądziłem, że stanowisko zajęte przez władze raz na zawsze rozwieje te wszystkie nieuzasadnione podejrzenia, zaprzeczy wszelkim powtarzanym pomówieniom. Tymczasem zwlekanie do dnia dzisiejszego z rozmowami na temat przedłużenia kontraktu już samo w sobie jest kuriozalne. Takie rozmowy należało przeprowadzić co najmniej rok wcześniej, a nie na dwa tygodnie przed upływem obecnie obowiązującego kontraktu. Żyjemy przecież w Zjednoczonej Europie, a nie na peryferiach azjatyckich. 

     Nie przeszkadzajcie zatem Dyrektorowi Opery i Filharmonii Podlaskiej w doskonaleniu na wszystkich polach jego działalności. Pozwólcie mu spokojnie, racjonalnie tworzyć Operę Podlaską na miarę jego talentu, a naszych oczekiwań.

     Bardzo proszę o odpowiedź, ponieważ treść tego listu zostanie opublikowana w moim „Tygodniku Muzycznym”, który prowadzę honorowo od kilku lat jako skromny hołd dla talentu, pracy i dokonań Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego; winien więc jestem wszystkim czytelnikom „TM” informację o stanowisku Panów w powyższej sprawie.

                                                                                  Z najwyższym szacunkiem – Stanisław Olędzki

Do wiadomości:

 

 

1. Pan Marcin Nałęcz-Niesiołowski

Dyrektor Naczelny i Artystyczny

Opery i Filharmonii Podlaskiej

2. Redakcja dwutygodnika „Ruch Muzyczny”

 

 

 

K R O N I K A

 

Kurier Poranny zamieścił w poniedziałek (22 czerwca) na pierwszej stronie artkuł, który w całości przedrukowuję poniżej (myślę, że dla dobra sprawy Redakcja mi to wybaczy).

 

Marcin Nałęcz-Niesiołowski zostanie czy odejdzie?

Melomani bronią dyrektora.

      To Marcin Nałęcz-Niesiołowski jest prawdziwą promocją naszego regionu i miasta. A nie logo-słoneczko. Powinien zostać u nas jak najdłużej - uważa prof. Andrzej Wasiak, prywatnie stały bywalec filharmonii.

Kontrakt na sejmiku

     Sprawa na pewno pojawi się na dzisiejszej sesji sejmiku. - Będę o tym mówił - podkreśla Zbigniew Krzywicki, radny SLD. - Decyzję o warunkach zatrudnienia dyrektora uważam za niezrozumiałą. Nie znajduję tu merytorycznego uzasadnienia, co najwyżej polityczne. Ale jest jeszcze czas, żeby wszystko zmienić - dodaje radny.

     - I to on ma moralne prawo do otwierania nowego gmachu opery - dodaje jego żona Halina Wasiak. Wraz z setką innych melomanów zamierzają protestować!

      Obydwoje jeszcze w lutym podpisali się pod listem do marszałka Dworzańskiego, by przedłużył kontrakt z dyrektorem Nałęcz-Niesiołowskim przynajmniej na cztery lata. Tak jak z dyrektorem Wierszalina Piotrem Tomaszukiem. Bo obaj zapewniają wysoki poziom artystyczny.

     - Tych podpisów było ponad 150. Udało się je zebrać w ciągu 20 minut. Jesteśmy ludźmi, którzy chodzą do filharmonii, kupują bilety i karnety. I my wiemy, czego dokonał pan dyrektor - mówi Janina Bolińska, białostocka lekarka.

Nie zmarnować światowego poziomu 

     Ale te argumenty nie przekonały zarządu. Na początku czerwca zdecydował, że bez konkursu przedłuży kontrakt z Marcinem Nałęcz-Niesiołowskim, ale tylko do 31 grudnia 2011 roku. Miesiąc później ma się zakończyć budowa nowego gmachu opery. Tak wynika z planu inwestycyjnego.

     - Jest nam przykro, że zarząd podjął taką decyzję. Bywaliśmy w filharmoniach na całym świecie. Nasza jest światowej klasy, właśnie dzięki obecnemu dyrektorowi. Jak go stracimy, radykalnie obniży się poziom - nie ma wątpliwości prof. Andrzej Wasiak.

     - To jest po prostu kpina, że otwieranie nowego gmachu może przypaść w udziale komuś innemu - dodaje Jerzy Gwoździej, także meloman.

Nic się nie zmieniło

     Dlatego bywalcy filharmonii nie wykluczają protestu. Na czym miałby polegać? Na rezygnacji z karnetów. - To sprawi, że Filharmonia będzie w dość trudnej sytuacji - tłumaczy Halina Wasiak.

     - To bardzo miłe wsparcie. To dobrze, że ludzie nie widzą we mnie tylko osoby, która sprawia problemy władzy. Że jestem także postrzegany jako człowiek, który wnosi coś do życia kulturalnego miasta, regionu - mówi Marcin Nałęcz-Niesiołowski.

     W środę napisaliśmy, że dyrektor opery tylko z mediów zna szczegóły swojego kontraktu. Żaden urzędnik nie rozmawiał z nim oficjalnie.

     - I nic się w tej sprawie nie zmieniło. Dlatego nadal nie wykluczam swojego odejścia. Chyba że padną argumenty, dzięki którym zrozumiem decyzję zarządu - dodaje Marcin Nałęcz-Niesiołowski.

Rozmowa listem poleconym

     Skąd taka postawa urzędu marszałkowskiego? - Wysłaliśmy już informację do pana dyrektora listem poleconym - zapewnia Jacek Piorunek, członek zarządu, odpowiedzialny za operę.
I raz jeszcze przypomina, że teraz jest za wcześnie na powoływanie dyrektora nowego gmachu. Bo potrzebna jest dobra koncepcja funkcjonowania przyszłej opery. - Dyrektor Nałęcz-Niesiołowski ma dwa i pół roku na przedstawienie takiego planu. I nikt nie wyklucza, że później będzie miał przedłużony kontrakt - dodaje Piorunek.

     A co myśli o piśmie melomanów? - Zarząd nie może kierować się zdaniem 150 osób. Tak nie można pracować - odpowiada.

                                                                                               Marta Gawina 

● ● 

     Do końca czerwca (i wygaśnięcia kontraktu dyr. Marcin Nałęcz-Niesiołowskiego) pozostał zaledwie tydzień. Postawa marszałka jest co najmniej śmieszna. I śmieszna i straszna. Sytuacja zaczyna być bardzo nerwowa, wręcz paląca. Oto kolejny artykuł Marty Gawiny (Kurier Poranny, 23 czerwca):

 

Sponsor vs marszałek. Będzie Nałęcz, będą pieniądze. Nowa opera, stary dyrektor?

Tylko pan Nałęcz-Niesiołowski ma prawo uroczyście otworzyć nowy gmach opery - uważa Zbigniew Gołąbiewski, współwłaściciel Promotechu. Jeżeli tak się nie stanie, jego firma przestanie sponsorować filharmonię.

Dziś wszystko powinno być jasne. Bo Marcin Nałęcz-Niesiołowski będzie rozmawiał o swoim kontrakcie z marszałkiem województwa Jarosławem Dworzań­skim.

- Choć informację o spotkaniu dostałem dopiero przed godziną - powiedział nam wczoraj po południu dyrektor Opery i Filharmonii Podlaskiej. - To, czy podpiszę umowę, będzie zależało od argumentacji pana marszałka. A dokładnie: dlaczego mój kontrakt ma zakończyć się w grudniu 2011 roku. Czyli tuż przed końcem budowy gmachu opery.

Zabraknie pieniędzy?

A to on był jednym z pomysłodawców nowej opery. - Sądzę, że powinienem ją otwierać - dodał dyrektor Nałęcz-Niesiołowski.

Brak porozumienia z marszałkiem może zakończyć się jego odejściem z filharmonii. To nie wszystko. Do tego trzeba dodać ewentualny protest melomanów. Już zapowiadają, że jeśli Nałęcz-Niesiołowski nie będzie dyrektorem, zrezygnują z karnetów.

Protestować chcą też sponsorzy. Wczoraj skontaktował się z nami Zbigniew Gołąbiewski, współwłaściciel Promotechu. - Sponsoruję filharmonię, od kiedy zaczął nią kierować pan Marcin Nałęcz-Niesiołowski. Uważam, że pieniądze, które przekazałem, są dobrze wykorzystane na popularyzację muzyki. Tylko obecny dyrektor ma prawo uroczyście otworzyć nowy gmach opery. Jeżeli będzie inaczej, wycofam sponsorowanie w przyszłym roku - zapowiedział Gołąbiewski. - Nowy kontrakt z panem Nałęcz-Niesiołowskim powinien być co najmniej 5-letni.

Podobnego zdania są niektórzy radni sejmiku. Dlatego na wczorajszej sesji nie zabrakło dyskusji wokół dyrektora opery. Pytał o to i Zbigniew Krzywicki, radny z SLD, i poseł PiS Krzysztof Putra, i radny Dariusz Piontkowski, także z PiS.

- Ze względu na doświadczenie artystyczne dyrektor Nałęcz-Niesiołowski jest najlepszą osobą do prowadzenia nowej instytucji - podkreślał ten ostatni.

Albo dyrygent, albo dyrektor?

     - Ja też jestem wielbicielem dyrektora - zapewnił radnych marszałek Dworzański. Ale zdania w sprawie kontraktu nie chce zmienić. Bo sam ma wątpliwości, czy funkcja dyrygenta powinna być łączona z funkcją dyrektora. Poza tym potrzebna jest koncepcja działania przyszłej instytucji.

     - Na przygotowanie takiego planu jest dwa i pół roku. I absolutnie nie wykluczam, że pan dyrektor Niesiołowski będzie kierował nową instytucją. Poza tym za rok będziemy mieli już nowy zarząd - tłumaczył marszałek.

     - A dla kogo mam tę koncepcję przygotować? Dla urzędu? Dla swojego następcy? Tym bardziej że już jest przygotowany plan działania przyszłej instytucji - odpowiedział Marcin Nałęcz-Niesiołowski.

Marta Gawina „Kurier Poranny”, 23 czerwca 2009

 

 

 

     Muszę już oddać materiał „Tygodnika” do druku. Za kilka dni ostatni w tym sezonie koncert Opery i Filharmonii Podlaskiej. W programie Straszny dwór Stanisława Moniuszki. Czy ktoś mógł przypuszczać, że tytuł naszej narodowej opery będzie aż tak adekwatny do strasznego dworu z ulicy Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Białymstoku, dworu – marszałka Dworzańskiego?

     Poprosiłem telefonicznie dyr. Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego o krótką informację o sytuacji według stanu na dzień 23 czerwca godz. 16.20:

     - Na spotkaniu panowie [marszałek Dworzański i p. Piorunek - przyp.. red.] przekazali mi koncepcję - docelowe połączenie Opery z Wojewódzkim Ośrodkiem Animacji Kultury i Teatrem Wierszalin. Nie zgodziłem się na taka niedorzeczną wizję i nie przyjąłem pisma dotyczącego mojego powołania. Zaakceptowanie takich warunków byłoby wbrew temu wszystkiemu, co starałem się czynić w ostatnich dwunastu latach dla instytucji, miasta i województwa. Spotkanie zakończyło się moją propozycją ponownego przemyślenia przez Zarząd podjętej decyzji.

 

„Prawdę mówił Maciej stary, są tu strachy, są tu czary…” To naprawdę straszny, bardzo straszny dwór…

 

Nowa płyta Opery i Filharmonii podlaskiej

      To już trzynasty (!) album nagrany na krążkach CD przez Orkiestrę Opery i Filharmonii Podlaskiej. Tak, tak, to nie pomyłka. Tyle płyt kompaktowych nagrał już z naszą Orkiestrą Marcin Nałęcz-Niesiołowski.

      To bardzo piękny album, również graficznie i edytorsko, piękny według projektu Agnieszki Zakrzewskiej. III Koncert skrzypcowy Grażyny Bacewicz i Odwieczne pieśni Mieczysława Karłowicza upamiętniają dwie setne rocznice mijające w tym roku – śmierci autora poematów symfonicznych i urodzin kompozytorki – skrzypaczki. Nagranie trzynastu dobrych płyt stawia instytucję prowadzoną przez Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego wśród najlepszych nie tylko w Polsce. No i dlatego ma kłopoty w Białymstoku: za bardzo wyrósł ponad przeciętność, a tutaj takich nie lubią od dawien dawna.

 

®

 

W ostatnim numerze przed wakacjami zamieściłem list otwarty do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego i do Marszałka Województwa Podlaskiego. Oto co odpowiedział Marszałek: 

 

 

              ZARZĄD                                                                                                                       Białystok, 8 lipca 2009

WOJEWÓDZTWA PODLASKIEGO

            w Białymstoku

          16-888 Białystok

     ul. Kard. S. Wyszyńskiego 1

 

DK.I. 1131-2/09

 

                                  

                                                                                          Szanowny Pan

                                                                                          Stanisław Olędzki

 

 

     W odpowiedzi na Pana pismo z 15 czerwca 2009 r. uprzejmie informuję, że uchwałę (nie mylić z kontraktem) o powołaniu Pana Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego na okres 2 i ½ roku, podjął Zarząd Województwa Podlaskiego, kierując się przede wszystkim troską o instytucję, czyli Operę i Filharmonię Podlaską - Europejskie Centrum Sztuki.

     Pan Marcin Nałęcz-Niesiołowskiego przyjął proponowane warunki.

     Zgodnie ze statutem, oprócz działalności typowo muzycznej, instytucja z momentem otrzymania nowego budynku, powinna w pełni rozwinąć działania w sferze szeroko pojętej kultury, szczególnie - twórczości. Wymagać to będzie specjalnego sposobu zarządzania tak rozbudowanym zakresem zadań, administrowania nowym budynkiem i jednocześnie opracowania w miarę szczegółowego programu merytorycznego i finansowego.

     Jestem przekonany, że wspólnie z Panem Marcinem Nałęcz-Niesiołowskim wypracujemy właściwy, optymalny model funkcjonowania OiFP w nowych warunkach lokalowych.

 

                                                                                                     CZŁONEK ZARZĄDU

                                                                                                           Jacek  Piorunek 

 

„Tygodnik Muzyczny” nie będzie już dalej śledził spraw personalnych i sporów tlących się w Operze i Filharmonii Podlaskiej.

(„Tygodnik Muzyczny” 11.IX.2009)

 

®

Kolejna (piętnasta) płyta

Filharmonii Podlaskiej i Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego

 

      Przyznam się, że straciłem już rachubę. Może to nie 15., a 14. płyta zspołu orkiestrowego, ale dochodzą jeszcze dwie płyty Chóru OiFP. Tak czy inaczej, dyrektor Marcin Nałęcz-Niesiołowski może odczuwać satysfakcję z pracy i osiągnięć tych obu zespołów. 

     Najnowszy album zawiera dwie kompozycje hiszpańskie wykonane w grudniu ub. roku na koncercie abonamentowym, obie na fortepian i orkiestrę: Koncert Iberic Manuela Blancaforta i Triptico de la piel  de toro” (Tryptyk o skórze byka) Ricarda Lamote de Grignona. Zamiast recenzji zacytuję fragment recenzji tego właśnie koncertu:  … dzięki bardzo dobrej grze orkiestry, umiejętnościom pianisty i nadzwyczajnemu brzmieniu włoskiego fortepianu firmy Fazioli, na estradzie Filharmonii Podlaskiej zagościło tego ponurego, zimnego dnia takie słońce, jakie na co dzień znają mieszkańcy Katalonii, Kastylii czy Andaluzji. Mówi się, że z włoskim fortepianem mogą sobie poradzić tylko znamienici pianiści. Skoro tak, to Daniel Blanch takim artystą jest bez najmniejszych wątpliwości. Spod jego palców wychodziły dźwięki nie jakiegoś fortepianu, lecz słoneczne, ciepłe i miękkie, a przy tym pełne i soczyste, jak kastylijskie pomarańcze, brzmienia o wręcz orkiestrowym bogactwie wolumenu. Dlatego niezależnie jaką grał muzykę, przyciągała ona baczną uwagę słuchaczy.

     Płytę z czystym sumieniem można polecić wszystkim melomanom. Szkoda, że załączona książeczka opracowana została tylko w językach obcych: angielskim, francuskim i hiszpańskim.

(„Tygodnik Muzyczny” 25.IX.2009)

 

®

      Marcin Nałęcz-Niesiołowski, Dyrektor Naczelny i Artystyczny Opery i Filharmonii Podlaskiej wyjeżdża na początku marca do Korei Południowej, biorąc urlop w swej macierzystej instytucji. Melomani odbierają to jako protest Dyrektora przeciw nieustępliwości Marszałka Podlaskiego w znanej sprawie kontraktu dyrektorskiego uniemożliwiającego mu zaplanowanie przynajmniej pierwszego sezonu po otwarciu nowego obiektu Opery i Filharmonii Podlaskiej.

      “Tygodnik Muzyczny” całkowicie popiera pogląd Dyrektora OiFP, uważając stanowisko reprezentowane przez Marszałka za szkodliwe dla obecnej i przyszłej działalności Opery i Filharmonii Podlaskiej. Wyrazem tego poparcia jest zaprzestanie ukazywania się Tygodnika Muzycznego w chwili, kiedy Dyrektor Marcin Nałęcz-Niesiołowski zrezygnuje z pracy w warunkach narzconych mu przez urzędników.                  

(„Tygodnik Muzyczny” 19.II.2010)

 

 

 

 

 

 

                                              

Opera i Filharmonia Podlaska

wczesną wiosną 2010

 

     22 kwietnia minie czwarta rocznica wmurowania kamienia węgielnego pod budowę Opery i Filharmonii Podlaskiej – Europejskiego Centrum Sztuki w Białymstoku. Godzi sie przypomnieć kilka ważnych dat związanych z tworzeniem tej nowej instytucji kulturalnej, której ojcem jest Marcin Nałęcz-Niesiołowski.

- 9 lipca 2004r. – podpisanie listu intencyjnego w sprawie budowy Opery i Filharmonii Podlaskiej – Europejskiego Centrum Sztuki w Białymstoku. Sygnatariuszami porozumienia są Samorząd Województwa Podlaskiego reprezentowany przez Marszałka Województwa Podlaskiego Janusza Kazimierza Krzyżewskiego, Wojewoda Podlaski Marek Strzaliński i Prezydent Miasta Białegostoku Ryszard Tur.

- 25 października 2004r. – podjęcie uchwały Sejmiku Województwa Podlaskiego w sprawie woli utworzenia „Europejskiego Centrum Muzyki i Sztuki – Opera Podlaska” (uchwała intencyjna).

- 14 stycznia 2005r. – ogłoszenie konkursu urbanistyczno-architektonicznego na opracowanie koncepcji budowy Opery i Filharmonii Podlaskiej – Europejskiego Centrum Sztuki w Białymstoku.

- 29 kwietnia 2005r. – rozstrzygnięcie konkursu urbanistyczno-architektonicznego na opracowanie koncepcji budowy Opery i Filharmonii Podlaskiej – Europejskiego Centrum Sztuki w Białymstoku – zwyciężył projekt prof. Marka Budzyńskiego.

- 1 sierpnia 2005r. – podpisanie umowy na realizację projektu urbanistyczno-architektonicznego Opery i Filharmonii Podlaskiej przez Marszałka Województwa Podlaskiego Janusza Kazimierza Krzyżewskiego oraz twórcę zwycięskiego projektu budowy prof. Marka Budzyńskiego.

- 29 sierpnia 2005r. – statut i zasady organizacyjne nowej instytucji zostały przyjęte przez Sejmik Województwa Podlaskiego. Filharmonia Białostocka zmieniła swoją nazwę na Opera i Filharmonia Podlaska - Europejskie Centrum Sztuki w Białymstoku.

- 9 września 2005r. – podpisanie porozumienia w sprawie utworzenia i współfinansowania Opery i Filharmonii Podlaskiej przez Ministra Kultury Waldemara Dąbrowskiego i Marszałka Województwa Podlaskiego Janusza Kazimierza Krzyżewskiego odbyło się w Białymstoku podczas uroczystego koncertu podlaskich filharmoników. Opera otrzymała status narodowej instytucji kultury – pierwszej w województwie podlaskim.

- 22 kwietnia 2006 r.wmurowanie kamienia węgielnego pod budowę Opery i Filharmonii Podlaskiej – Europejskiego Centrum Sztuki w Białymstoku.

- styczeń 2008 r. - zakończenie I etapu inwestycji - stan surowy.

- z końcem czerwca2009 wygasł kontrakt dyrektorski Marcina  Nałęcz-Niesiołowskiego. Normalne władze w każdym normalnym ośrodku finalizują umowy o prace z dyrektorami takich instytucji jak teatry, filharmonie, opery co najmniej na rok, dwa lata do przodu, by dyrektor miał szanse zaplanować nowy sezon. Urząd Marszałkowski w Białymstoku nie ma pojęcia, albo wie i chce wyprowadzić dyrektora OiFP z równowagi.

- 30 czerwca 2009 r. przed siedzibą Urzędu Marszałkowskiego w Białymstoku odbywa się pikieta popierająca stanowisko Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego w sprawie czasu trwania jego kontraktu.

- 30 czerwca – Marcin Nałęcz-Niesiołowski podpisuje niechciany kontrakt dyrektora Opery i Filharmonii Podlaskiej, który nie daje mu szans na przygotowanie i realizację pierwszego sezonu operowego w stworzonej przez niego instytucji. Jego nowa umowa będzie oficjalnie obowiązywać do 31 grudnia 2011 roku. Upłynie na miesiąc przed zakończeniem inwestycji przy ul. Kalinowskiego. Władze samorządowe obiecują jednak wrócić do tego tematu jesienią.

- jesień 2009r. - Urząd Marszałkowski – tacet[1].

- wiosna 2010r. - Urząd Marszałkowski – tacet.

- marzec 2010 – Dyrektor Marcin Nałęcz-Niesiołowski wyjeżdża na kontrakt do Korei Południowej, biorąc urlop w OiFP. 

(„Tygodnik Muzyczny” 9.IV.2010)

®

      W czasie wakacyjnych wędrówek odwiedziłem Lublin, chcąc zobaczyć na własne oczy, co dzieje się ze słynną budową tamtejszej opery. Jej sława wzięła się stąd, że trwa około 40 lat! Jest to zatem zła sława. Wszystkich malkontentów, którzy tak narzekają na przeciągająca się budowę Opery Podlaskiej, zachęcam do odwiedzenia miejsca budowy przy Alejach Racławickich (przedłużenie Krakowskiego Przedmieścia).

 

Budowany od 40 lat gmach Teatru Muzycznego w Lublinie przy Alejach Racławickich zarósł zielskiem, krzakami, a nawet drzewami.

 

A tak wygląda 4 lata po wmurowaniu kamienia węgielnego gmach Opery i Filharmonii Podlaskiej.

(„Tygodnik Muzyczny” 10.IX.2010) 

  

     W Łodzi w dniach 21-27 lutego 2011 roku odbył się II RUBINSTEIN PIANO FESTIVAL. W koncercie otwarcia wystąpił Garrick Ohlsson z Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Łódzkiej pod dyrekcją Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego, w finale zaś w recitalu fortepianowym - Daniel Barenboim (dwie sonaty F. Schuberta). Ważnym wydarzeniem była też polska premiera nowego francuskiego filmu dokumentalnego o Arturze Rubinsteinie (2010 r., 52 min). W Festiwalu wystąpili jeszcze tak świetni artyści jak Eugen Indjic, Aleksander Korsantia, Jacek Kaspszyk.

(„Tygodnik Muzyczny” 4.III.2011)

 

®

Rebelia w Filharmonii Podlaskiej

 

Sława i chwała

     To był kolejny konflikt w polskich filharmoniach, po poprzednich w Częstochowskiej, Krakowskiej, Łódzkiej, ostatnio w Olsztyńskiej (Warmińsko-Mazurskiej). Najbardziej przypomina sprawę Tadeusza Wojciechowskiego w Filharmonii Łódzkiej. Tam też zarzucano dyrektorowi wygórowane wymagania wobec muzyków, organizowanie indywidualnych przesłuchań itp. Podobnie jak tam, białostocki konflikt także wylał się poza gmach instytucji. Jednakże w wypadku Białegostoku sprawy mają się odmiennie.

     Kiedy 15 stycznia 1997 Marcin Nałęcz-Niesiołowski objął w wyniku wygranego konkursu dyrekcję Filharmonii Białostockiej, stał się najmłodszym szefem tego typu instytucji w Polsce. Zaledwie pół roku wcześniej uzyskał dyplom dyrygencki z wyróżnieniem warszawskiej Akademii Muzycznej w klasie Bogusława Madeya, u którego w roku 1969 dyrygenturę ukończył Jerzy Maksymiuk – dziś Honorowy Obywatel Białegostoku (2001) i Honorowy Dyrektor Artystyczny Opery i Filharmonii Podlaskiej (2004). Kilka lat później w Akademii Muzycznej w Łodzi pod kierunkiem prof. Leonarda Andrzeja Mroza ukończył także śpiew solowy.

     Już pierwsze lata dyrektury Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego potwierdziły trafność konkursowego rozstrzygnięcia. Młodemu dyrektorowi nie przeszkadzał brak doświadczenia. Umiejętnie, konsekwentnie i nad podziw dojrzale wytyczał kolejne cele i je realizował. Kontynuował i rozwijał to, co zastał i uznał za dobre, przede wszystkim dalsze budowanie poziomu wykonawczego orkiestry i rozszerzanie jej repertuaru, działalność umuzykalniającą – wychowywanie przyszłych pokoleń melomanów. Zadziwił także świeżym spojrzeniem na swoją instytucję: to co Białostoczanom wydawało się dotąd dobre, on uznał za niewystarczające. Mam tu na myśli salę koncertową. Zupełnie ją przebudował uzyskując wspaniałe warunki akustyczne i większy komfort odbioru muzyki. Akustyka zmodernizowanej sali Filharmonii zyskała tak dobre parametry, że w połączeniu z osiągnięciem wysokiego poziomu orkiestry można było nagrać tu wiele płyt. Od przyjścia Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego do Białegostoku oba zespoły OiFP (orkiestra i chór) wydały18 albumów CD; do chwili objęcia przez niego dyrekcji – ani jednego. Nie były to byle jakie nagrania. Uzyskały prestiżowe, dotychczas pozostające jedynie w sferze marzeń, wyróżnienia: album firmy DUX „Tansman-Works for Orchestra” – otrzymał nagrodę prestiżowego hiszpańskiego magazynu muzycznego „CD COMPACT” (listopad 2007), płyta z dziełami Zygmunta Stojowskiego (również wydana przez DUX) została uznana przez brytyjski miesięcznik „Gramophoneza najlepszy na świecie album lutego 2009 roku w kategorii „muzyka orkiestrowa”. W rankingu „Gramophone” w ciągu poprzednich trzech lat zauważone zostały jedynie trzy polskie płyty: dwie nagrane przez Filharmonię Narodową z Antonim Witem i jedna przez Polish Chamber Orchestra z Nigelem Kennedy’ym i Jackiem Kaspszykiem. Płytę „Tykocin” nagraną przez Randy Breckera i Włodek Pawlik Trio z udziałem Orkiestry Filharmonii Podlaskiej pod dyrekcją Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego „Rzeczpospolita” nazwała „jazzową płytą roku 2008”.

     Białostocki dyrygent koncertuje i nagrywa również z innym orkiestrami, jego nazwisko słyszane jest coraz częściej z anteny Polskiego Radia i TVP (m.in. NOSPR-em, Polską Orkiestrą Radiową, Sinfonią Varsovią). Ma koncerty z orkiestrami zagranicznymi (USA, Rosja, Meksyk, Maroko, Hiszpania, Belgia).

 

                                                                                                                                 © Stanisław Olędzki  

Opera i Filharmonia Podlaska w budowie (kwiecień 2011)

 

     Chór założony z myślą o przyszłej operze, pracujący pod kierownictwem znakomitej chórmistrzyni, prof. Violetty Bieleckiej, w krótkim czasie osiągnął tak wysoki poziom, że jest zapraszany na prestiżowe festiwale („Warszawska Jesień”, „Wratislavia Cantans”, „Wielkanocny Festiwal Ludwika van Beethovena”) i koncerty, kilkakrotnie był nominowany do nagród Fryderyka otrzymując tę statuetkę dwukrotnie (2008, 2009). Chór i Orkiestra Opery i Filharmonii Podlaskiej z Marcinem Nałęcz-Niesiołowskim i Violettą Bielecką zapewniły całość oprawy artystycznej Gali wręczenia nagród Fryderyk 2009, transmitowanej przez TVP KULTURA.   Albumy OiFP z dziełami Tansmana, Stojowskiego, Karłowicza i Bacewicz, a także koncerty zagraniczne z utworami tych i innych polskich kompozytorów (m.in. kraje nadbałtyckie, skandynawskie, Bruksela, Petersburg, Londyn) przyczyniły się do propagowania polskiej kultury w świecie, podobnie jak wprowadzenie stałych transmisji internetowych).

     Praca dyrektora z Filharmonią spotkała się z wysoką oceną władz centralnych i miejscowych: w 2001 roku otrzymał prestiżowa nagrodę Ministra Kultury „Ad Astra”, trzy lata później – Srebrny Krzyż Zasługi, a w roku 2006 – Srebrny Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Po dwóch latach pracy w Białymstoku został laureatem świeżo ustanowionej Kulturalnej Nagrody Marszałka Województwa Podlaskiego (wówczas Sławomira Zgrzywy), w dobrym towarzystwie prof. Andrzeja Strumiłły.  Z najwyższym uznaniem o efektach pracy dyrygenta-dyrektora i zespołów Filharmonii Podlaskiej wyrażali się krytycy i taki autorytet jak Krzysztof Penderecki, który w 2005 r. tak powiedział o pracy Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego:  „…zapisał on trwale to miasto w historii muzyki i chwała mu za to”. Tak, nikt inny nie uczynił tak wiele w tak krótkim czasie dla tej instytucji i kultury Podlasia. Dla samych muzyków także; wystarał się dla nich o gaże jedne z najwyższych w kraju. Mimo ograniczonych dotacji, dzięki pozyskaniu szerokiego kręgu sponsorów Opera i Filharmonia Podlaska prosperuje znakomicie.

      Orkiestrę Symfoniczną w Białymstoku znam od jej początków w 1954 roku, w tym wszystkich jej kolejnych szefów i dyrygentów. Wiem, co zrobili dla jej rozwoju - od amatorskiego zespołu aż do w pełni profesjonalnej instytucji, określanej dzisiaj jako jedna z najlepszych w kraju. Zawsze jest najtrudniej dochodzić do doskonałości. Ten właśnie etap w rozwoju Filharmonii Podlaskiej przejął po swoich poprzednikach Marcin Nałęcz-Niesiołowski. I był tej doskonałości bliski.

Bezprecedensowym osiągnięciem młodego dyrektora jest dobiegająca końca budowa Opery i Filharmonii Podlaskiej – Europejskiego Centrum Kultury. To jego pomysł, jego starania, jego dzieło - może największe.

Minister Kultury Waldemar Dąbrowski po podpisaniu poro­zumienia o współfinansowaniu Oper i Filharmonii Podlaskiej w roku 2005 powiedział:

     „Mam poczucie ogromnej satysfakcji, że mogłem przyczynić się do tego, że w Waszym mieście - stolicy regionu powstaje nowa ważna instytucja artystyczna. Ale tak naprawdę rodzi się fakt kultu­rowy i społeczny, który ma wszystkie cechy miastotwórcze; Biały­stok z tą instytucją będzie lepszym, ważniejszym miastem. To nie tylko dach, pod którym pojawią się artyście ze wszystkimi swoimi natchnieniami, pragnieniami i talentami, ale także miejsce, które bę­dzie promieniować milionem dobrych energii na Was wszystkich. Będziecie z tego dumni i będziecie szczęśliwi, że ten rodzaj waloru architektonicznego pojawi się w pejzażu Białegostoku. Wasze dzieci i dzieci Waszych dzieci po latach nie będą sobie wyobrażać Białe­gostoku bez tej instytucji tak, jak Nowojorczycy nie potrafiliby wy­obrazić sobie Nowego Jorku bez Metropolitan Opera, Londyńczycy - Londynu bez Covent Garden. Jestem o tym najgłębiej przekonany.

      Opera to korona kultury, to synteza wszystkich talentów i specjalno­ści artystycznych. To zawsze miejsce, w którym geniusz toczy spór z geniuszem o kształt ideału, o sprawy najważniejsze, o to wszystko, co jest sensem ludzkiego życia i naszych wspólnych pragnień. Fun­dujecie sobie taki Dom.

Życzę Wam wszelkiej pomyślności! Jako minister kultury żegnam się z Wami, bo nie sądzę, żebym mógł się tutaj pojawić w horyzoncie swojej zamykającej się już kadencji. Zostawiam Was w sercu i wie­rzę, że nieraz jeszcze pojawię się w Operze Podlaskiej”. 

Podczas uroczystości wmurowywania kamienia węgielnego Arcybiskup Archidiecezji Białostockiej Jego Ekscelencja Ksiądz Arcybiskup dr Wojciech Ziemba powiedział m.in.: Przede wszystkim składam miastu i organizatorom wielkie gratulacje za podjęcie tej inicjatywy. Władze samorządowe i miejskie zachęcam, aby zanotowały nazwisko dyrektora i inicjatora budowy Opery i Filharmonii Podlaskiej Pana Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego, bo na pewno po ukończeniu tej inwestycji otrzyma i powinien otrzymać bardzo wysokie miejsce w hierarchii tych wszystkich, którzy są zasłużeni dla tego miasta i dla tego regionu. Panu Dyrektorowi inicjatywy gratuluję i życzę, aby doprowadził ją do szczęśliwego końca. 

     Z myślą o nowej instytucji i jej przyszłości stworzył Policealne Studium Wokalno-Aktorskie im. Czesława Niemena w Białymstoku; zaplanował i zrealizował wiele wykonań oper w wersji koncertowej (m.in. Aida, Carmen, Eugeniusz Oniegin, Napój miłosny, Straszny dwór, Tosca, Traviata, Wolny strzelec). Z tą też myślą skutecznie zabiegał cały czas o nowe instrumentarium i odnawianie (odmładzanie) zespołu orkiestrowego. To konsekwentne dążenie do doskonałości stało się jego idée fixe, a jednocześnie praprzyczyną jego kłopotów w białostockim środowisku.

 

Trąd w pałacu sprawiedliwości

„Zawsze cię podziwiałem. W gruncie rzeczy właśnie dlatego tak bardzo cię znienawidziłem”

 

     Marcin Nałęcz-Niesiołowski jest osobą niezwykle prostolinijną i bezkompromisową. Dążąc do celu nie bierze pod uwagą ewentualnych „ubocznych” skutków własnych decyzji. W małomiasteczkowej mentalności różnych miejscowych prominentów nie mogło pomieścić się zwolnienie głównej księgowej Filharmonii, żony rektora jednej z miejscowych wyższych uczelni. Obrażona pani znalazła zatrudnienie w Urzędzie Marszałkowskim, gdzie m. in. zaczęła nadzorować działalność… Opery i Filharmonii Podlaskiej. Dziwnym trafem zaraz potem zaczęły nękać dyrektora zmasowane kontrole z tego właśnie Urzędu, które zresztą nie wykryły żadnych realnych nieprawidłowości. W sukurs im przyszły publikacje prasowe szkalujące dobre imię dyrektora, zarzucające mu a to wysokie zarobki, a to rzekome nieczyste interesy działającego przy Filharmonii Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Działalności Muzycznej, to znowu upubliczniając niską ocenę działalności dyrektora formułowaną przez Urząd Marszałkowski.

     Do tej złej oceny przyczynił się znamienny incydent; dyrektor przeciwstawił się absurdalnej i bezprecedensowej próbie ingerencji Jana Syczewskiego, prezesa Białoruskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego i członka Zarządu Województwa Podlaskiego w suwerenność swoich decyzji artystycznych. Prezes Syczewski przekazał mailem dyrektorowi Opery i Filharmonii swoją decyzję o włączeniu do programu uroczystego (ale abonamentowego) koncertu - z IX Symfonią Beethovena - występu dwóch zespołów uprawiających folklor białoruski; miało to się wiązać z działalnością sekretarza BTSK, uhonorowaną tego wieczoru wraz z dwoma innymi laureatami doroczną nagrodą Marszałka Województwa. Próby wytłumaczenia panu Syczewskiemu, że taki kontekst: zespoły ludowe – IX Symfonia Beethovena nie ma sensu¸ kłóci się z dobrym smakiem itd., nieprzyniosły rezultatu. Zrozpaczony dyrektor, odpowiedzialny przecież za poziom koncertów, oddał się do dyspozycji Zarządu Województwa, odwołał próbę generalną, słusznie decydując, że albo proponujemy słuchaczom Filharmonii sztukę wysoką, albo folklor mniejszości białoruskiej, ale nigdy obok siebie.

     W następnej odsłonie ataku na Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego lokalna prasa rozpoczyna szeroko zakrojoną kampanię kwestionującą potrzebę budowy w Białymstoku opery.

     Dalej było już tylko gorzej. Część muzyków orkiestry, nie chciała przystać na nowe, bardziej precyzyjne zapisy w regulaminu premiowania. Najogólniej mówiąc dyrektor chciał zerwać z dotychczasowa praktyką premiowania za to, że muzyk w ogóle wykonuje pracę, chciał powiązać premię z jakością tej pracy. Spór ten się z czasem zaostrzał i doprowadził do wyrażenia wotum nieufności wobec szefa przez dużą część muzyków. Marszałek zwlekał do ostatniej chwili z przedłużeniem umowy o pracę dyrektorowi, uniemożliwiając mu planowanie następnych sezonów. W punkcie kulminacyjnym tego sporu wypowiedziała się publiczność manifestując swe poparcie dla poczynań dyrektora przez standing ovation przed rozpoczęciem koncertu na jego wejście na estradę.

     Dyrektor nie zamierzał załagodzić sytuacji, iść na kompromis, uważając że w sztuce nie ma nań miejsca, nie ma zgody na jakieś układy, na zdradę ideałów. W procesie kształtowania najwłaściwszego składu zespołu orkiestrowego popełnia kolejny „błąd”: nie przedłuża próbnego kontraktu córce dziekana miejscowej uczelni muzycznej, grającego zresztą też w orkiestrze (obok swego syna), a co więcej nie zgadza się na wygórowane żądanie płacowe zięcia tegoż dziekana. Tego było już za wiele. Analogiczne sprawy zatrudnieniowe z trzema muzykami doprowadziły do wybuchu niezadowolenia umiejętnie zresztą podsycanego i rozszerzanego w całym środowisku. Szczytem braku kultury były liczne posty na forach szkalujące i uwłaczające godności dyrektora, deprecjonujące jego ewidentne zasługi.                                                 

 

Dżuma

„Jestem w ciemności i próbuję widzieć jasno”

„…najlepsi odchodzą. Takie jest życie”

 

     Atak na dyrektora Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego przybrał znowu na sile na przełomie marca i kwietnia bieżącego roku. Postrzegam to jako świadomie rozszerzaną zarazę już nie niechęci, czy braku akceptacji, lecz dżumę nienawiści. Orkiestra rozesłała pisma do wszystkich polskich orkiestr, założyła stronę internetową, publikując na niej spływające listy poparcia dla jej stanowiska. Oficjalnie też oświadczyła, że nie będzie w ogóle grała z dyrektorem - ani prób, ani koncertów. Jak powiedziała, tak też zrobiła. 4 marca abonamentowy koncert w zastępstwie dyrektora poprowadził Przemysław Fiugajski. Na koncercie tym, wychodzącą orkiestrę powitała hałaśliwa owacja zorganizowanej młodzieży z sąsiadującej z Filharmonią szkoły muzycznej. Oburzona abonamentowa publiczność opuściła w przerwie Filharmonię. Zaraza rozszerza się na szkołę muzyczną, gdzie została wyłożona lista sprzeciwu wobec dyrektora Filharmonii, którą podpisują także nauczyciele przedmiotów ogólnokształcących, nigdy nie chodzący na koncerty. To gest dyrekcji Zespołu Szkół Muzycznych, bez jej aprobaty taka akcja nie mogłaby się odbyć.  Orkiestra angażuje do rozgrywanego spektaklu przeciw dyrektorowi Kevina Kennera powiązanego z miejscową uczelnią muzyczną. Publikuje on w lokalnej prasie artykuł niby bezstronny, lecz jednoznacznie skierowany przeciw dyrektorowi. Założycielka i kierownik Chóru Opery i Filharmonii Podlaskiej, prof. Violetta Bielecka składa rezygnację na znak protestu przeciw rozpoczętej przez Marszalka procedurze odwołania dyrektora ze stanowiska.

     Część muzyków organizuje pikiety pod oknem gabinetu dyrektora. Na transparentach hasło: „Chcemy artysty, nie terrorysty”, choć to raczej ich można posądzić o stosowanie terroru psychicznego i ostracyzmu wobec tych, którzy są innego zdania (nazywają ich eufemistycznie „przydupasami” dyrektora). Podczas następnej pikiety część muzyków gra pod oknami gabinetu dyrektora „Czas się pożegnać”. Kiedy dyrektor wychodzi jednak na próbę zaplanowanego koncertu, grę podejmuje tylko kilka osób. Ci co nie grali otrzymują naganę. Przychodzi również na następną próbę – stoją naprzeciw siebie w milczeniu przez ok. półtorej godziny. Filmik z próby trafia do Internetu.

     Apogeum konfliktu następuje na początku kwietnia. Zaplanowane dwa uroczyste koncerty, pierwszy (2 kwietnia) dla uczczenia rocznicy śmierci Jana Pawła II, drugi (10 kwietnia) poświęcony pamięci Ofiar Katastrofy Smoleńskiej musiały mieć zmieniony program i wykonawców, ponieważ orkiestra konsekwentnie odmawiała współpracy ze swoim dyrektorem. Zamiast Requiem Romana Maciejewskiego wykonano program chóralny a cappella: osiem utworów sakralnych Krzysztofa Pendereckiego (Polski Chór Kameralny Schola Cantorum Gedanensis Jana Łukaszewskiego) oraz Pieśni Maryjne op. 54 i Totus Tuus Henryka Mikołaja Góreckiego (Chór Opery i Filharmonii Podlaskiej Violetty Bieleckiej). Z dzieła Maciejewskiego ostało się jedynie Kyrie, wykonane z dwoma fortepianami w miejsce orkiestry. Publiczność ponownie zamanifestowała swoje stanowisko w sprawie białostockiej rebelii witając powstaniem i długotrwałą owacją wchodzącego na widownię dyrektora.

     Marszałek Jarosław Dworzański zobowiązuje się wreszcie, że do 10 kwietnia rozwiąże spór (odwoła dyrektora). Ale w międzyczasie prokuratora olsztyńska stawia mu zarzuty i marszałek sam może stracić posadę. W poniedziałek 4 kwietnia w rezultacie głosowania sejmik wojewódzki pozostawia go jednak na stanowisku. Obecna na sali obrad grupa dęta blaszana Filharmonii dmie triumfalną fanfarę. „Gazeta Wyborcza” następnego dnia kwituje to śródtytułem: Marszałek zostaje, dyrektor odchodzi, a dalej: Po zakończeniu sesji marszałek obwieścił, że zarząd województwa w środę zajmie się sprawą odwołania dyrektora Opery i Filharmonii Podlaskiej. - Mamy już komplet dokumentów w tej sprawie. Również opinię ministra kultury, który pozostawia nam wolną rękę - poinformował marszałek…

     6 kwietnia nieodwołany marszałek Jarosław Dworzański (ściślej: Zarząd Województwa), odwołuje ze stanowiska dyrektora Opery i Filharmonii Podlaskiej Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego zwalniając go jednocześnie z obowiązku świadczenia pracy. Na stanowisko p.o. dyrektora OiFP powołuje Grzegorza Puchalskiego, klarnecistę orkiestry i zastępcę dyrektora Zespołu Szkół Muzycznych.

 

Dyrektor filharmonii Marcin Nałęcz-Niesiołowski został odwołany

           Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta

Owacyjne powitanie dyrektora Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego po jego wejściu

na widownię przed rozpoczęciem koncertu 2 kwietnia br.

 

      W następnym z zaplanowanych koncertów (10 kwietnia) zamiast zbuntowanej orkiestry OiFP wystąpiła Sinfonia Iuventus pod dyrekcją Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego oraz cztery chóry – Opery i Filharmonii Podlaskiej, Uniwersytetu Medycznego, Katedralny „Carmen” i Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Białymstoku. Kościół św. Kazimierza, gdzie odbywa się koncert, szczelnie wypełniony publicznością. Wielominutową owacją na stojąco i wiązankami kwiatów białostocka publiczność żegna swego dyrektora. Obecny na koncercie metropolita białostocki arcybiskup prof. dr Edward Ozorowski żegnając z żalem Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego wymienia jego dwie największe zasługi-pomniki, jakie pozostawia: materialny - Operę Podlaską i duchowy - w sercach Podlasian – piękno muzyki.

     „Jestem w ciemności i próbuję widzieć jasno” – pisał Albert Camus. Ja też jestem w ciemności i próbuję zrozumieć, dlaczego takie jest życie, że najlepsi odchodzą. Nie wiem…

 

Stanisław Olędzki

 

Ps. Program II PR wyemitował 19 kwietnia w ramach "Sezonu na Dwójkę" audycję pt. „Nałęcz-Niesiołowski: chodzę z podniesioną głową”. Autorzy audycji (red. Aleksander Laskowski i Michał Nowak) liczyli na konfrontację poglądów, ale zarówno członkowie Orkiestry jak i przedstawiciele władz Województwa Podlaskiego nie tylko odmówili w niej udziału, ale nawet nie chcieli udzielić żadnej wypowiedzi do mikrofonu. Nieobecni nie mieli racji? Audycję tę można było odsłuchać na stronie www.polskieradio.pl/dwojka

(„Ruch Muzyczny”, 1 maja 2011 nr 9)

®

Krajobraz po bitwie

STANISŁAW OLĘDZKI

 

Minął rok od odwołania ze stanowiska dyrektora naczelnego i artystycznego Ope­ry i Filharmonii Podlaskiej Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego w następstwie konfliktu między nim a orkiestrą[2]. Roczna perspektywa uwydatniła dwa spostrzeżenia: (1) to nie sam konflikt legł u podstaw odwołania młodego i wielce zasłużonego dyry­genta i dyrektora; konflikt ten został sprowokowany niejako od góry i wykorzystany przez władze wojewódzkie, a jego kuriozalnym finałem było odwołanie dyrektora z piłatowskim umyciem rąk przez ministra Bogdana Zdrojewskiego: (2) fatalne skutki odwołania dyrektora i pospiesznego zatrudnienia (bez konkursu) jego następcy.

     Rysuje się następująca „praosnowa” całej tej niechlubnej sprawy, niechlubnej dla Podlasia, jego władz i dla ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Już kilka lat wcześniej dyrektor Marcin Nałęcz-Niesiołowski naraził się władzy samorządowej, co wywołało szereg retorsji z jej strony i ataków personalnych ze strony miejscowej pra­sy[3]. Dyrektor narazi! się: zwolnieniem nieradzącej sobie z nowymi wyzwaniami głów­nej księgowej Filharmonii, małżonki rektora jednej z wyższych uczelni; stanowczym niewyrażeniem zgody na ingerencję prominentnego urzędnika marszałkowskiego w kształt jednego z programów koncertowych (połączenie IX Symfonii Beethovena z folklorem białoruskim). W prasie przetoczyła się wówczas (zapewne zainspirowana odgórnie) cała kampania zarzucająca dyrektorowi wysokie zarobki, forsowanie kosz­townej inwestycji (budowa gmachu Opery) itp. niedorzeczności.

      Idąc tą linią Marszałek Województwa Podlaskiego zwlekał z przedłużeniem kon­traktu z dyrektorem na kolejną kadencję uniemożliwiając w ten sposób planowanie następnych sezonów. Można było zaobserwować również szereg innych działań odwe­towych Urzędu Marszałkowskiego, zmierzających do marginalizacji funkcji dyrektora OiFP. Marszałek ugiął się w końcu pod wpływem nacisku melomanów i podpisał ostatni kontrakt, ale tylko do końca 2011 roku. co oznaczało, że dyrektor miał odejść przed oddaniem do użytku stworzonej przez siebie instytucji - Europejskiego Centrum Sztuki - Opery i Filharmonii Podlaskiej. Żeby kara miała bardziej dotkliwy charakter, premierowe przedstawienie poprowadziłby ktoś inny. chyba że dotychczasowy dyrek­tor ponownie wygrałby konkurs na stanowisko dyrektora.

     Zastanawia też zupełny brak prób mediacji ze strony władz w sporze między or­kiestrą a dyrektorem, tak jakby decydentom była na rękę ta rebelia, dająca wygodny pretekst do odwołania dyrektora i zainstalowania z góry upatrzonego. Marszałek na konferencji prasowej informując o odwołaniu dyrektora z właściwą sobie hipokryzją i cynizmem napomknął, że „żadne środki mediacyjne nic przyniosły oczekiwanych rezultatów, a kolejni mediatorzy coraz bardziej zniechęcali się do prowadzenia jakich­kolwiek rozmów.” Tymczasem żadnych mediacji nie było. Fakty przeczą również słowom listu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, podpisanego przez dr. Zenona Butkiewicza, dyrektora Departamentu Narodowych Instytucji Kultury („Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego wielokrotnie interweniował w momen­cie narastania konfliktu w OiFP. zarówno korespondując w tej sprawie z Marszałkiem Jarosławem Dworzańskim, jak i organizując spotkania mediacyjne, w których uczest­niczył osobiście bądź do których delegował upoważnione osoby z resortu. Interwencje oraz mediacje zakończone zostały dopiero w momencie, w którym stała się zupełnie niemożliwa dalsza praca pana Marcina Nałęcza-Niesiołowskiego z orkiestrą OiFP.”)